sobota, 21 maja 2011

Koniec świata nie nadszedł

Tamten tydzień minął dość szybko. Ten będzie dużo bardziej pracowity. Z wielkim żalem muszę powiedzieć, że rzeźbę i owszem skończyłam, ale pękła na skutek przewrócenia się kiedy ja byłam w łazience. Było trzeba widzieć moją minę na kibelku kiedy usłyszałam huk. Myślałam, że dostanę zawału na miejscu. I cały mój dobry humor związany z rozpoczęciem się Juwenaliów a co za tym idzie z  wieczornymi koncertami raperów poszedł się ...... . Nie mniej jednak dostałam tą 4, z wielkim odetchnięciem, że nie będę musiała na to patrzeć. Zostało mi już z tego przedmiotu zaprojektowanie przestrzeni.

Odnośnie Juwenaliów kto był, ten wie jak zajebiście było :-) Najbardziej podobali mi się oczywiście mój Tetris i Junior Stress. Na Mesie i Guralu jeszcze się zaprawiałam :)


Wczorajszy dzień... wymażmy go. Nie było w sumie aż tak źle, ale i bez polotu szczególnego. Wytaszczyłam się z łóżka o 10 rano, i z wielkim trudem zabrałam się za sprzątanie, na prawdę dość długo się ociągałam. Ale jak potem zaczęłam to umyłam nawet okna. Łał. Właśnie słyszę, że skończyło mi się robić pranie, ale nie chce mi się wychodzić z łóżka. Czekam, aż ściągnę instalkę z autocada, który przyprawił mnie już niejednokrotnie o płacz. Tak się pisze? Nieważne.

Wieczorem obejrzałam z A. film "Life before her eyes " z Umą Thurman. Polecam. Kiedy oglądałam go pierwszy raz zaskoczyło mnie samo zakończenie, natomiast oglądając go ponownie wczoraj, zrozumiałam dużo więcej niuansów.

W trakcie filmu, miał nastąpić jako taki koniec świata. Ale chyba ZNOWU się nie udało. Szczerze, nie ruszają mnie takie rzeczy, ewentualnie śmieszą. Tak czy siak, obudziłam się i jest zdecydowanie dzisiaj. I chyba jednak żyję, bo czuję jak nogi mi drętwieją. Za to noc była dla mnie ciężka. Miałam bardzo ważną rozmowę, w której dostrzegłam jak wykańcza mnie ta cała sytuacja psychicznie. Nie chcę jej naprawiać, bo to nigdy nie ulegnie zmianie. Tak, jak tchórz chcę po prostu uciec od problemu. Bo to nie jest mój problem, i to nie ja powinnam go rozwiązać.

Zrobiłam też jeden krok w przód. I choć rano wstaję, i nie jestem już taka pewna czy znowu zrobiłabym to samo, może wyjdzie lepiej. Chociaż odbiór tego co zrobiłam mógł być różny, musi być dobrze. Albo chociaż przeciętnie dobrze. Cieszę się, że nie należymy do konfliktowych ludzi, którzy się kłócą. Wczoraj miałam swój mały koniec świata, a dziś nastał nowy dzień. nowy początek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz