Cały tydzień znów dość intensywny. Wczoraj pierwszy dzień na uczelni był dość męczący, głównie ze względu na dość słabe warunki pogodowe, ale miło było zobaczyć te wszystkie twarzyczki. Przeraża mnie ilość misji, które muszę wykonać, owocuje to tym, że każdego dnia zapierniczam w tą i w tamtą ile wlezie, i nie mam czasu spokojnie usiąść i odpocząć. Mój próg wytrzymałości spadł, poza tym biję się z myślami, bo jak nie myśleć? A nerwobóle dają się we znaki, i sprawiają, że człowiek dosłownie łapie się za serce, a z bólu zamyka oczy. Jedyne czego teraz nie potrzebuję, to z pewnością stres.
Najgorzej jest kiedy wszyscy mówią Ci co masz robić, i sam już nie wiesz co w Twojej głowie jest Twoje, a co ich. Co lubisz Ty, a co każą Ci lubić oni. Mam tyle myśli w głowie, że non stop jestem zawieszona, i im więcej stresu tym mniej do mnie dociera. Muszę się zatrzymać na chwilę. Ale kiedy ? Kiedy terminy lecą na łep, na szyję...
brak mi tchu, brak mi śliny, wypłukuję witaminy, pragnę więcej dopaminy.
Badania trochę wytrąciły mnie z równowagi. Zabiegana, zajęta całym tym ambarasem z tańcem, moje troski i zmartwienia, uczelnia. Przeciążyłam swój organizm, a on zbuntował się przeciwko mnie. Muszę zwolnić, i zacząć oddychać. Znów. Jestem zmęczona, ciężko mi zasnąć w nocy, co jest paradoksem, bo w dzień, śpię do oporu, do tego stopnia, że ciężko mi się obudzić. Dużo myśli biega po mojej głowie, dużo niepoukładanych spraw i niedokończonych historii. Mam złe sny. To tak jak w kawałku HiFi Bandy, noc nie daje snu. Obiecałam sobie, że zwolnię. Obiecuję.
Dziś obudziłam się z myślą, że idę na drugi kierunek. Zawsze chciałam, ale miałam takie czy inne wątpliwości. Jednak dzisiejszego ranka wiedziałam już, że to się stanie na pewno.
Reszta dnia minęła na niskim tonie. Zakupy, pierogi, drzemka, serial, teraz skończyłam robić mamie włosy. Zaplatanie mnie uspokaja. Melancholia, nostalgia, refleksje. Cztery lata byliśmy beztroskimi dzieciakami. Pięćset kilometrów na zawody nie mogło nas powstrzymać. Nasza czwórka, picie w samochodzie, widoki zza okna, drętwiejąca dupka od tak długiego siedzenia w aucie, nasze chore fazy, nasz śmiech. Wzgórze yapa3, Tede. To był nasz czas. A dzisiaj ? Dzisiaj nie ma Ciebie już z nami, i zamiast postawić Ci piwo, mogę już tylko zapalić Ci świeczkę i położyć białą różę. I te Twoje zdjęcie, które tam jest. Ten Twój szyderczy uśmiech na zdjęciu, kiedy stoję nad Tobą w zadumie i myślę sobie, cholera, czemu nas zostawiłeś ?
Stałam już prawie o własnych siłach, na własnych nogach. Twardo stąpałam po ziemi, choć wiadomo, czasami marzyłam o nie wiadomo jak niebieskich migdałach. Nie mogę stwierdzić, że zaleczyłam ranę, i pozostała po niej mi już tylko blizna, raczej strup. Który znowu rozdrapałeś, wdało się zakażenie, i rana nie chce się już goić. Paskudzi się, strasznie.
Broniłam się. Na prawdę się broniłam. Nogami i rękoma. Znałam już Twoje gierki, tak dobrze je znałam. Ale odrobina alkoholu sprawiła, że jednak... mimo wszystko tak bardzo chciałam słuchać tych bajek, które mi opowiadałeś. Pięknie kłamiesz, wręcz cudownie i hipnotyzująco. Przez Ciebie na moment zapomniałam o Bożym świecie, o tym, że tam dalej trwa zabawa, o tym, że ona pewnie siedzi w domu i myśli co robisz. I z kim. Kiedyś ja byłam na jej miejscu, i była inna ona. A przez Ciebie na chwilę straciłam głowę, karmiona tymi bajkami i również stałam się inną mną. Czy gdybym miała jeszcze raz podjąć decyzję... czy zrobiłabym to? Tak. Ale zrobiłabym to inaczej. Z zimną krwią. Nie potrafię uwierzyć, jakie, za przeproszeniem głupoty potraficie pierdolić, by osiągnąć cel. A my głupie, naiwne stworzonka wierzymy w każde wasze słowo. Nie martw się, ja nie mam wyrzutów sumienia, bo ja jestem wolna, a Ty ? Sam się uwięziłeś w klatce, w której ja nigdy trzymać Ciebie nie chciałam. Nie interesuje mnie jakiego wyboru dokonasz. Kiedy już się delikatnie z Ciebie wyleczyłam doszłam do pewnego wniosku, a teraz tylko dałeś mi potwierdzenie. Mijam Was, skurwysyny. Zrobiłeś to mi, zrobiłeś to jej, zrobisz to każdej kolejnej. Bo nie wiesz co to miłość. Umiesz tylko kłamać, dla osiągnięcia własnych celów. Mówiłeś, że się zakochałeś.Bolało, ale zrozumiałam. Ale patrząc na wydarzenia sprzed kilku dni, śmiało stwierdzam, że nie masz serca. Jesteś przebiegłym sukinkotem, i potrafisz mówić takie czułości, z tym swoim uśmiechem na ustach i z tą pustką w sercu. Nie wiedziałam, że tak można. Powiedziałabym Ci to w twarz, albo chociaż napisała, ale stwierdziłam, że nie jesteś kurwa wart mojego jednego słowa. Poniżyłeś się wystarczająco, ja nie będę schodziła do Twojego poziomu.
Mam taki żal w sercu, do Ciebie....
Ej mów, jeśli trzeba Ci znów kolejnych słów, tak łatwo wychodzą Ci z ust. Ja też swoje, ze wbijają się w mózg jak w serce nóż i cóż, że po lituję, wolę wypluwać jak kurz, i jest za późno już razem nie sięgamy do chmur, nie mogę nawet, już nie trzeba mi piór, tylko w dół.
I nie ważne, że oddałbym tyle, żeby Cię dotknąć na końcu i na początku jest samotność.
piątek, 6 kwietnia 2012
1. Rzym z mamą. 2. Wrzucić pieniążek do fontanny di Trevi. 3. Zrobić tatuaż. 4. Summer albo Dance camp. 5. Nauczyć się włoskiego. 6. Zrobić zakupy w UK. 7. Wykąpać się w Polskim morzu. 8. Święta z rodziną z Australii. 9. Plener. 10. Mieć psa. 11. Przeczytać wszystkie książki z mojej listy. 12. Porozmawiać z Leszkiem. 13. Samochód. 14. Pojechać w końcu na tą cholerną wymianę :)