Stałam już prawie o własnych siłach, na własnych nogach. Twardo stąpałam po ziemi, choć wiadomo, czasami marzyłam o nie wiadomo jak niebieskich migdałach. Nie mogę stwierdzić, że zaleczyłam ranę, i pozostała po niej mi już tylko blizna, raczej strup. Który znowu rozdrapałeś, wdało się zakażenie, i rana nie chce się już goić. Paskudzi się, strasznie.
Broniłam się. Na prawdę się broniłam. Nogami i rękoma. Znałam już Twoje gierki, tak dobrze je znałam. Ale odrobina alkoholu sprawiła, że jednak... mimo wszystko tak bardzo chciałam słuchać tych bajek, które mi opowiadałeś. Pięknie kłamiesz, wręcz cudownie i hipnotyzująco. Przez Ciebie na moment zapomniałam o Bożym świecie, o tym, że tam dalej trwa zabawa, o tym, że ona pewnie siedzi w domu i myśli co robisz. I z kim. Kiedyś ja byłam na jej miejscu, i była inna ona. A przez Ciebie na chwilę straciłam głowę, karmiona tymi bajkami i również stałam się inną mną. Czy gdybym miała jeszcze raz podjąć decyzję... czy zrobiłabym to? Tak. Ale zrobiłabym to inaczej. Z zimną krwią. Nie potrafię uwierzyć, jakie, za przeproszeniem głupoty potraficie pierdolić, by osiągnąć cel. A my głupie, naiwne stworzonka wierzymy w każde wasze słowo. Nie martw się, ja nie mam wyrzutów sumienia, bo ja jestem wolna, a Ty ? Sam się uwięziłeś w klatce, w której ja nigdy trzymać Ciebie nie chciałam. Nie interesuje mnie jakiego wyboru dokonasz. Kiedy już się delikatnie z Ciebie wyleczyłam doszłam do pewnego wniosku, a teraz tylko dałeś mi potwierdzenie. Mijam Was, skurwysyny. Zrobiłeś to mi, zrobiłeś to jej, zrobisz to każdej kolejnej. Bo nie wiesz co to miłość. Umiesz tylko kłamać, dla osiągnięcia własnych celów. Mówiłeś, że się zakochałeś.Bolało, ale zrozumiałam. Ale patrząc na wydarzenia sprzed kilku dni, śmiało stwierdzam, że nie masz serca. Jesteś przebiegłym sukinkotem, i potrafisz mówić takie czułości, z tym swoim uśmiechem na ustach i z tą pustką w sercu. Nie wiedziałam, że tak można. Powiedziałabym Ci to w twarz, albo chociaż napisała, ale stwierdziłam, że nie jesteś kurwa wart mojego jednego słowa. Poniżyłeś się wystarczająco, ja nie będę schodziła do Twojego poziomu.
Mam taki żal w sercu, do Ciebie....
Ej mów, jeśli trzeba Ci znów kolejnych słów, tak łatwo wychodzą Ci z ust. Ja też swoje, ze wbijają się w mózg jak w serce nóż i cóż, że po lituję, wolę wypluwać jak kurz, i jest za późno już razem nie sięgamy do chmur, nie mogę nawet, już nie trzeba mi piór, tylko w dół.
I nie ważne, że oddałbym tyle, żeby Cię dotknąć na końcu i na początku jest samotność.
Mocne słowa... ale w takich sytuacjach nie warto poskramiać uczuć .
OdpowiedzUsuńJamal < 3