Ostatnio piszę tu bardzo dużo, dodaję dużo zdjęć z codziennego życia, bo wiem, jak każdy mały dzień liczy się w skali życia. Pamięć ludzka jest ulotna, a ja nie chcę zapominać. Nie potrafię robić profesjonalnych zdjęć, ale mimo, że są źle wykadrowane, nieostre to zapamiętują to, co sprawia, że moje serce kwitnie. Nikt nie robi sobie zdjęć w smutnych momentach, bo każdy chciałby je wymazać. Ostatnie wieczory są raczej miłe, produktywne. Zapalam lampkę, która nadaje mojemu pokojowi ciepły odcień i czytam. To już nie jest to samo leżenie, i gapienie się w prawie biały sufit bez ruchu. Coś się we mnie zmieniło. Choć przyznam, czasem Autodestrukcyjny Potwór wkracza do mojego życia, ale ja się nie poddaję. Po nocy zawsze nastaje dzień. I choćbym nie wiem ile łez wypłakała w poduszkę, rano się budzę, i po smutku zostają już tylko zapuchnięte oczy. Czasem wydawałoby się banalne czynności poprawiają człowiekowi nastrój.
Jakby nie patrzeć mogę się cieszyć z tego co mam. Nie każdy ma takie szczęście robić to, co kocha. Mam takie czynności, które sprawiają, że poziom endorfin w mojej krwi znacząco wzrasta a na twarzy rośnie uśmiech, nieśmiały, ale uśmiech.
Nie każdy z nas ma pasje, zdolności, ale nie martwcie się, jak nie dziś, to jutro przyjdą same z siebie. Ale zamiast czekać, ja radziłabym zacząć działać. Bo ja tańca, malowania nie znalazłam siedząc w domu na kanapie przed telewizorem. Dla mnie czytanie książek, tak dawno zapomniane, sprawia przyjemność. Mówisz, nie lubię czytać. Ale to pewnie odnosi się do lektur, choć niektóre są przyznam dobre, to zniechęcają etykietką : Lektura. Ale przyznaj się, poszukałeś kiedyś książki, która by Ciebie interesowała? Nie. I tu jest pies pogrzebany. Ale nie chodzi o książki, nawet szukanie nowej muzyki, nowych brzmień może sprawić przyjemność. Ja nie jestem muzykalna, ani trochę. Ale sprawia mi cholerną przyjemność słuchania fantastycznych ludzi. Kolejną rzeczą, która sprawia mi radość jest pisanie, tutaj na blogu, zawsze to lubiłam, składałam papiery na dziennikarstwo, i dostałam się. Ale z zawodem dziennikarza różnie bywa, nie zawsze jesteś Martyną Wojciechowską czy Beatą Pawlikowską, czasem jesteś paparazzim i musisz wisieć na płocie przed domem Kasi Cichopek. Ja piszę dla siebie, na prawdę obojętne mi czy będę dostawała komentarze czy nie. Gdybym ich chciała dalej miałabym bloga na photoblogu, ale nie zależało mi na tym, i porzuciłam go, bo po prostu doprowadzał mnie do szału.
Tak więc
Sam zdecyduj o tym, co będzie wywoływało uśmiech w Twoim życiu.
I schowaj Autodestrukcyjnego Potwora do szafy.
Owocnej niedzieli,
Natalia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz