sobota, 28 maja 2011

endless love

Łikendunio

Wczorajszy dzień był taki 50/50. Na pewno dobrym zakończeniem dnia był świetny efekt mojej pracy. Moje pierwsze dredloki zrobione, niestety kabel od aparatu mi się zepsuł i za żadne skarby nie chce się ładować, więc na zdjęcia muszę trochę poczekać.

Sobota zaczęła się bardzo wcześnie i energicznie. Zaczęłam kombinować coś na ten zbliżający się wielkimi krokami hardkorowy pogrom na uczelni. Jednak po przerwie obiadowej absolutnie nie było mowy o jakiejkolwiek nauce. Wciągnęłam się w wir poszukiwania nowych dźwięków, myślę, że z dość dobrym wynikiem. Teraz moje szyby drgają od basów w nowym wydaniu. Postanowiłam, że muszę trochę wyczilować, bo w tym tygodniu będzie dość ciężko. Miniony był jakąś istną teksańską masakrą z piłą mechaniczną. Pot i łzy, w pewnym tego słowa znaczeniu. Moja złość i frustracja sięgały zenitu, zmęczenie chyba sprawiało, że byłam mega rozdrażniona i swój stres wyładowywałam na tych, których kocham najbardziej. Jednak wróciłam na ziemię, przeprosiłam z pokorą tego kogo trzeba i oto jestem znowu. Na nogach. Jeszcze nie w pełni gotowa na to, co ma się wydarzyć w przyszłym tygodniu, ale wszystko powoli, po kolei.

Obejrzałam sobie dziś Och, Karol 2. Szukałam czegoś z trochę ambitniejszego kina, ale wykończona przeglądaniem filmów typu Dziewczyny z drużyny czy głupi i głupszy, zakończyłam polowanie i kliknęłam po prostu na to. Chwilami śmieszne, nawet wątek ma :) Nie zadzieraj z dziewczynami. Znam paru takich, którym przydałaby się nauczka na kształt tej filmowej, dobrze by im to zrobiło i nauczyłoby jak szanować kobiety. Aha :-).


Jakie plany na dalszą część dnia ? Nie wiem, powinnam się uczyć z gleboznawstwa, ale nie wiem czy w tym momencie kwasowość gleby i inne niuanse interesują moją głowę. Chyba włączę muzyczkę i poukładam w szafie a potem kawa? film? książka? Nie wiem, nie wiem.

W studiu zagęszczona atmosfera. Każdy przygotowuje swój showcase. Jeszcze nie czuć tego nerwowego napięcia ale powoli można zaczynać odliczanie. Nie ukrywam, poczułam małe ukłucie w sercu na naszych zajęciach, ale widocznie na to zasłużyłam. Trzeba pokornie stać w swoim rzędzie, i pokazać to, na co mnie stać ;-) !

Natalia Kills

Weekend pod znakiem dobrej muzyki. I nauki....









wtorek, 24 maja 2011

Rolling in the deep



Jaram się dziewczynką, totalnie.


Jak to różnie bywa. Ludzie mają swoje lepsze i gorsze dni. Ja dziś mam ten gorszy. Ave

poniedziałek, 23 maja 2011

Dieta?


Dziś był mój pierwszy dzień diety. I ostatni. Ja jednak wyznaję zasadę Eat Pray and Love. To nie ma sensu dla mnie, to całe głodzenie się i jedzenie rzeczy których się nie lubi po to, żeby schudnąć. Dziś zaczęłam, i definitywnie zakończyłam Dietę Norweską. Zazdroszczę tym, który lubią jajka. Bo ja po czwartym myślałam że zwymiotuję, i pomyślałam sobie, pierdzielę tą diete :) Wolę ćwiczyć i pocić się jak mysz niż uskuteczniać na mojej osobie jakieś drakońskie wyczyny :)


To by bylo na tyle z mojego odchudzania, choć wczoraj czułam to podniecenie, że wyrobię się do festiwalu, że będę lepiej się ze sobą czuła. Ale wolę innymi sposobami to zrobić, niż jeść coś po czym na wzmiankę o tym robi mi się nie dobrze :-). Życie jest ponoć za krótkie, żeby rezygnować z rzeczy które się lubi ;)

sobota, 21 maja 2011

Koniec świata nie nadszedł

Tamten tydzień minął dość szybko. Ten będzie dużo bardziej pracowity. Z wielkim żalem muszę powiedzieć, że rzeźbę i owszem skończyłam, ale pękła na skutek przewrócenia się kiedy ja byłam w łazience. Było trzeba widzieć moją minę na kibelku kiedy usłyszałam huk. Myślałam, że dostanę zawału na miejscu. I cały mój dobry humor związany z rozpoczęciem się Juwenaliów a co za tym idzie z  wieczornymi koncertami raperów poszedł się ...... . Nie mniej jednak dostałam tą 4, z wielkim odetchnięciem, że nie będę musiała na to patrzeć. Zostało mi już z tego przedmiotu zaprojektowanie przestrzeni.

Odnośnie Juwenaliów kto był, ten wie jak zajebiście było :-) Najbardziej podobali mi się oczywiście mój Tetris i Junior Stress. Na Mesie i Guralu jeszcze się zaprawiałam :)


Wczorajszy dzień... wymażmy go. Nie było w sumie aż tak źle, ale i bez polotu szczególnego. Wytaszczyłam się z łóżka o 10 rano, i z wielkim trudem zabrałam się za sprzątanie, na prawdę dość długo się ociągałam. Ale jak potem zaczęłam to umyłam nawet okna. Łał. Właśnie słyszę, że skończyło mi się robić pranie, ale nie chce mi się wychodzić z łóżka. Czekam, aż ściągnę instalkę z autocada, który przyprawił mnie już niejednokrotnie o płacz. Tak się pisze? Nieważne.

Wieczorem obejrzałam z A. film "Life before her eyes " z Umą Thurman. Polecam. Kiedy oglądałam go pierwszy raz zaskoczyło mnie samo zakończenie, natomiast oglądając go ponownie wczoraj, zrozumiałam dużo więcej niuansów.

W trakcie filmu, miał nastąpić jako taki koniec świata. Ale chyba ZNOWU się nie udało. Szczerze, nie ruszają mnie takie rzeczy, ewentualnie śmieszą. Tak czy siak, obudziłam się i jest zdecydowanie dzisiaj. I chyba jednak żyję, bo czuję jak nogi mi drętwieją. Za to noc była dla mnie ciężka. Miałam bardzo ważną rozmowę, w której dostrzegłam jak wykańcza mnie ta cała sytuacja psychicznie. Nie chcę jej naprawiać, bo to nigdy nie ulegnie zmianie. Tak, jak tchórz chcę po prostu uciec od problemu. Bo to nie jest mój problem, i to nie ja powinnam go rozwiązać.

Zrobiłam też jeden krok w przód. I choć rano wstaję, i nie jestem już taka pewna czy znowu zrobiłabym to samo, może wyjdzie lepiej. Chociaż odbiór tego co zrobiłam mógł być różny, musi być dobrze. Albo chociaż przeciętnie dobrze. Cieszę się, że nie należymy do konfliktowych ludzi, którzy się kłócą. Wczoraj miałam swój mały koniec świata, a dziś nastał nowy dzień. nowy początek.

niedziela, 15 maja 2011

The end of the weekend

A więc powolnymi krokami zbliżamy się do końca tego jakże zacnego weekendu. Co prawda pogoda dziś nie dopisała, i nie wystawiłam nosa za próg, ale za to jestem bliska ukończeniu rzeźby. Zajęła mi ona łącznie kilkanaście godzin, dziś robię ją z przerwami od 12 w południe. Teraz czekam, aż ostatnia warstwa zwiąże i będę mogła ją wyszlifować i w końcu odstawić, odetchnąć i stwierdzić z wielką ulgą : skończone. Nie prościej byłoby od razu polecić nam ten gips szpachlowy? Nie, no po co, zawsze możemy wydać trochę czasu i umierać przy tej rzeźbie, ale o tym już pisałam.

Ogólnie ten weekend był dość chillowy. Trochę angielskiego, rzeźba, dwie książki, kilka na prawdę dobrych filmów. Od rana robiąc rzeźbę przesłuchałam z kilkanaście razy album " Czysta brudna prawda" Sokoła i Marysi starosty, i jestem święcie przekonana, że wspomnę o nim jeszcze nie raz, i nie dwa. O, znów pada deszcz. Ale w końcu kiedyś musi, nie ? Dobra, wracając do płyty. Myślę, że mimo, że mamy dopiero maj, już spokojnie mogę stwierdzić, że ta płyta będzie w czołówce roku, może nawet w pierwszej trójce? Na pewno zagości na mojej półce, obok innych perełek, ale za jakiś czas, bo muszę oszczędzać fundusze. Zachęcam nie tylko do posłuchania, ale i do kupna, jeżeli ktoś może sobie na to pozwolić, bo jest warta swojej ceny. Teksty wyszukane, myślę, że dokładnie przemyślane, co doskonale widać, kiedy tak świetne linijki wpadają do, i co najważniejsze, nie wypadają z ucha. Dziś w przerwach na robienie rzeźby oglądałam film. Tak, tak wiem, znowu. I muszę przyznać, że kolejny raz wpadłam na film bardzo dobry. Nazywa się " Jestem Bogiem" ( Limitless).



Czy gdybyś miał taki narkotyk, który sprawiałby, że mógłbyś wszystko, wziąłbyś go? Hmmm, długo się zastanawiałam na tym, jest to ryzykowne, ma skutki uboczne, ale bohaterowi filmowemu się udało. Ale życie to nie film. Na pewno byłby świetnym zbawieniem dla studentów, oj tak :-).  Ale, kurcze tak sobie myślę, jeżeli wszyscy mieliby do niego dostęp, to życie stałoby się za łatwe, tak, za łatwe. Nie istniałaby konkurencja, każdy byłby dobry we wszystkim. Czy to miałoby jakiś większy sens ? Co by z nami było? Tak, to prawda, każdy chce być najlepszy, bo któż by nie chciał ? Ale gdybyśmy byli wszyscy idealni, co by stało się ze światem ? Nie wiem, i pewnie nigdy się nie dowiem, bo to tylko fikcja :-).

Swoją drogą, jeżeli przeciętny człowiek korzysta tylko z około 20% swojego mózgu, to i ja i Ty moglibyśmy więcej :-)?

Natalia.

Autodestrukcyjny potwór

Ostatnio piszę tu bardzo dużo, dodaję dużo zdjęć z codziennego życia, bo wiem, jak każdy mały dzień liczy się w skali życia. Pamięć ludzka jest ulotna, a ja nie chcę zapominać. Nie potrafię robić profesjonalnych zdjęć, ale mimo, że są źle wykadrowane, nieostre to zapamiętują to, co sprawia, że moje serce kwitnie. Nikt nie robi sobie zdjęć w smutnych momentach, bo każdy chciałby je wymazać. Ostatnie wieczory są raczej miłe, produktywne. Zapalam lampkę, która nadaje mojemu pokojowi ciepły odcień i czytam. To już nie jest to samo leżenie, i gapienie się w prawie biały sufit bez ruchu. Coś się we mnie zmieniło. Choć przyznam, czasem Autodestrukcyjny Potwór wkracza do mojego życia, ale ja się nie poddaję. Po nocy zawsze nastaje dzień. I choćbym nie wiem ile łez wypłakała w poduszkę, rano się budzę, i po smutku zostają już tylko zapuchnięte oczy. Czasem wydawałoby się banalne czynności poprawiają człowiekowi nastrój.

Jakby nie patrzeć mogę się cieszyć z tego co mam. Nie każdy ma takie szczęście robić to, co kocha. Mam takie czynności, które sprawiają, że poziom endorfin w mojej krwi znacząco wzrasta a na twarzy rośnie uśmiech, nieśmiały, ale uśmiech.

Nie każdy z nas ma pasje, zdolności, ale nie martwcie się, jak nie dziś, to jutro przyjdą same z siebie. Ale zamiast czekać, ja radziłabym zacząć działać. Bo ja tańca, malowania nie znalazłam siedząc w domu na kanapie przed telewizorem. Dla mnie czytanie książek, tak dawno zapomniane, sprawia przyjemność. Mówisz, nie lubię czytać. Ale to pewnie odnosi się do lektur, choć niektóre są przyznam dobre, to zniechęcają etykietką : Lektura. Ale przyznaj się, poszukałeś kiedyś książki, która by Ciebie interesowała? Nie. I tu jest pies pogrzebany. Ale nie chodzi o książki, nawet szukanie nowej muzyki, nowych brzmień może sprawić przyjemność. Ja nie jestem muzykalna, ani trochę. Ale sprawia mi cholerną przyjemność słuchania fantastycznych ludzi. Kolejną rzeczą, która sprawia mi radość jest pisanie, tutaj na blogu, zawsze to lubiłam, składałam papiery na dziennikarstwo, i dostałam się. Ale z zawodem dziennikarza różnie bywa, nie zawsze jesteś Martyną Wojciechowską czy Beatą Pawlikowską, czasem jesteś paparazzim i musisz wisieć na płocie przed domem Kasi Cichopek. Ja piszę dla siebie, na prawdę obojętne mi czy będę dostawała komentarze czy nie. Gdybym ich chciała dalej miałabym bloga na photoblogu, ale nie zależało mi na tym, i porzuciłam go, bo po prostu doprowadzał mnie do szału.

Tak więc

Sam zdecyduj o tym, co będzie wywoływało uśmiech w Twoim życiu.
I schowaj Autodestrukcyjnego Potwora do szafy.

Owocnej niedzieli,
Natalia.

sobota, 14 maja 2011

czysta brudna prawda







O tu dziś czytałam książkę. I jak nie kochać tego pięknego miasta?  Ta zieleń sprawia, że człowiek od razu uśmiecha się w środku, chociaż czasem nie mam zupełnej ochoty wystawić nosa za okno. Ale kiedy widzę coś takiego, zaczynam kochać to wszystko co jest dookoła. A najwspanialsze jest to, że to wszystko mamy pod nosem, w centrum miasta, i to nie jeden park, ale niezliczoną ilość. Wchodzisz tam, siadasz na ławkę, i zapominasz o Bożym świecie, i o ruchliwej ulicy, która jest kilkadziesiąt kroków stąd.



Po spacerze wróciłam do mieszkania i postanowiłam obejrzeć film. Padło na ten :-). I bardzo słusznie, śmieszny, oczywiście law story. ale... nie z serii takich po których obejrzeniu mam ochotę rzygać wymuszoną słodyczą. Ten opowiada dość życiową sytuację dwojga ludzi we współczesnym świecie.


A teraz idę słuchać "Czystej brudnej prawdy" i czytać książkę. Proszę, nie dzwoń.

N.

RESET




Najpierw odstaw RedBulla, którego pijesz z rana.
Papierosa, po którego sięgasz, też nie zapalaj.
Odpuść kawę, alkohol. Nie skręcaj jonitów.
Wszystko jest dla ludzi, ale zacznij od początku.
Stań na ziemi, nie w Air maxach, ale boso.
Wartości wypisane w sercu miej, nie koszulkach.

weekend

Mimo tak fatalnej pogody wczoraj, zaszłam do Empiku i nabyłam książkę Pawlikowskiej. Kobieta, która jest dla mnie inspiracją. Inteligentna, piękna, dojrzała kobieta, która mimo upływu lat, nie rezygnuje ze swoich marzeń.




Zaczęłam też czytać Trucicielkę Schmitta, i historie opisane w niej sprawiają, że dużo myślę. O rodzinie, o przyjaciołach, o miłości. Z jednej strony chłoniesz ją stronami, w drugiej przerywasz, żeby przemyśleć to i owo. I odnieść treść do własnego życia.

Wczoraj był piątek, 13tego. Premiera płyty Marysi Starosty i Sokoła. Duet muzyczny i życiowy :-) Niestety w białostockim empiku jeszcze nie dostałam. 





A wczorajszy dzień? Dość męczący. Miałam trochę kiepski humor w drugiej części dnia. Ale zamiast się wyżywać na kim popadnie, wolałam najnormalniej w świecie pójść spać. Szukanie szkoły, i odwalanie całej roboty za ludzi z Erasmusa, którym zapewne płacą wykańczało mnie. Jeżeli nie znajdę interesującej mnie oferty, po prostu zrezygnuję i spróbuję w przyszłych latach, bo uważam, że nie warto tracić takiej szansy i na pewno sporej ilości pieniędzy na coś co mnie zupełnie nie satysfakcjonuje. Bo Turcja na 2 tygodniowe wakacje ok, ale nie na półroczny lub roczny pobyt. Dziękuję.

Blondynka na językach





Przez ostatnie dni byłam pochłonięta rzeźbą. Było brudno, duszno, nie obyło się bez łez. Ogólnie nie wygląda to tragicznie, ale nie tak, jakbym chciała. Moje chore ambicje :-). Rano wstałam ze słowem fak na ustach, i modliłam się, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. Spodziewałam się ostrej krytyki, robienia dziur w rzeźbie w celu udowodnienia jak cienką warstwę gipsu położyliśmy, ale ku mojemu zdumieniu z niczym takim się dziś nie zetknęliśmy. Kiedy przyszłam do domu, od razu wyciągnęłam kołdrę i dałam nura pod nią. Tak bardzo nie lubię zimy, ale upał też nie działa na mnie jakoś nadzwyczajnie. Szczególnie kiedy trzeba siedzieć na uczelni i nabijać sobie godzin.




Wczoraj na treningu było kozacko. Będzie kosiwo :-) Nie mogę doczekać się już festiwalu :-)

Tak poza tym, byłam dzisiaj z Arletą na dłuuugim spacerze, oczywiście zahaczyłyśmy o Empik my love, i zobaczyłam kurs hiszpańskiego Pawlikowskiej. Nie wiedziałam, że ona pisze też książki  o swoich podróżach.  Szkoda, że nie ma żadnej właśnie o Włoszech lub o Hiszpanii, ale jest dużo z krajów Ameryki Łacińskiej i jutro zamierzam sobie nabyć jakąś. Jestem w trakcie załatwiania szkoły we Włoszech lub Hiszpanii  i idzie to trochę dość opornie, bo moja architektura krajobrazu nie ma podpisanego kontraktu i nie wszystkie przedmioty są, więc muszę wybierać to, co choć delikatnie pod nie podchodzi. Na sto procent mogę jechać do Turcji, ale nie chcę jakoś za bardzo...

poniedziałek, 9 maja 2011

Zakochany

Ty jesteś zakochany z wzajemnością.




W SOBIE. 


Dzięki Bogu lub też mojej cudownej inteligencji lub też wspaniałej umiejętności lania wody lub też strzelaniu lub dzięki wszystkiemu na raz zaliczyłam kolosa. Amen. Dziś raczej spokojny, ale dość brudny dzień, bo muszę dokończyć moją rzeźbę na czwartek w pokoju, co wiąże się z ogromnymi pokładami pyłu od gipsu i ogólnie syfem po gipsie. Normalnie mogłabym to zrobić u J. albo na balkonie. Ale a) z J. jak to z kobietami bywa więcej gadamy niż robimy, prawda, i b) mam balkon o wymiarach 0,5x1 więc bez szans :) 

Oprócz tego, że miałyśmy dziś klasykę z Zytą nie działo się nic szczególnego dzisiaj. No za wyjątkiem paktu, którego złamanie może kosztować mnie 5dych, które drogą nie chodzi. Dotyczy on wstrzemięźliwości, uwaga, słodyczowej. Nie dotyczy lodów wodnych :-) 

Idę oglądać Magdalenę Miłowicz.

niedziela, 8 maja 2011

dupa biskupa :)














Cały dzień zapierałam się nogami i rękoma. Zrobiłabym wszystko tylko żeby nie uczyć się tych cholernych drzewek. Ale mus to mus, rajt ? Nie mogę zainstalować autocada. Ktoś jeszcze przeciwko mnie ?

sobota, 7 maja 2011

Goo Goo Dolls - Iris


And I give up forever to touch you...




Podczas robienia tego cholernego reliefu, oglądałam transmisję z koncertu De La Soul. I myślałam...

Co za dzień

Co za dzień... a piątek 13tego dopiero za tydzień.

Zaczęło się z dość dużym powerem o 7 rano. Nikt nie przypuszczał, że ten dzień będzie tak fatalny. Dobrze, że już tylko  15 minut dzieli mnie od niedzieli. Czułam, że mogłam zrobić dużo tego dnia, mimo fatalnej pogody za oknem. A jednak... Nawet niebo wiedziało, że to definitywnie nie będzie mój dzień.

Posprzątałam swoje mieszkanko, ułożyłam ubrania w szafie, zrobiłam pranie, itp, itd. Nałożyłam na siebie moją jakże czystą koszulę i usiadłam przed sztalugą, żeby dokończyć to, co zaczęłam wczoraj.

Było tak dobrze, póki nie ścisnęło mi serca. Słodkie kłamstwa, czy gorzka prawda? Czasami myślę, że lepiej byłoby nie wiedzieć. Ale to chyba sprawiło, że oprzytomniałam. Nie zawsze byłeś wobec mnie fair, wiedziałam o tym. Ale kłamstwo ? O nie, mój kochany. Co to, to nie.

Idąc na zakupy myślałam, że rozpłaczę się ze złości, albo rzucę się na byle kogo. Na pierwszą osobę, którą spotkam. Bo tak cholernie mnie rozczarowałeś. Ale nie upiekło Ci się. Łyso, co ? Kłamstwo ma krótkie nogi.

Ten dzień nie był fatalny tylko dla mnie. Arleta miała dzisiaj serię niefortunnych wydarzeń. A do tego... miałyśmy mały pożar w domu, i poczułam taką adrenalinę, że mało nie dostałam zawału. Zapaliła się nam patelnia, ja oczywiście oglądałam film w zamkniętym pokoju, więc nie widziałam ani nie czułam dymu, a Arleta grała na gitarze i najzwyczajniej zapomniała o kotletach. Działałam dość instynktownie, szmata na usta i nos i biegnę do okna, ale dym był już tak gęsty, że nie widziałam co stoi na parapecie. 5 sekund i dusił mnie już dym, więc trzeba było ewakuować się na balkon. Oczy łzawiły mi tak bardzo, że nie wiedziałam już czy to od dymu czy od płaczu. Więcej dymu niż ognia, ale przestraszyłam się nie na żarty. Po lekkim szoku zamiast na siebie wrzeszczeć konałyśmy ze śmiechu, dopiero potem dotarło jakoś do nas co się stało.
Strzeżcie się samozapalających patelni i mielonych kotletów.

Miłej niedzieli,
milszej niż ten dzień.

N.

dupa

I tak oto dzień z zapowiadającego się bardzo dobrze zmienia się w iście z dupy.
Pozdrawiam serdecznie.

Kłamliwy kutasie.

N.

piątek, 6 maja 2011

Marylin






love and other drugs



Hmm... Love and other drugs. Miłość. I inne używki. A. kupiła książkę pod tym tytułem i faktycznie, o ile było w niej opisane o całym przemyśle farmakologicznym odnośnie prozaku i wiagry, tak o historii miłosnej nie było tam ni joty. Czyżbym pierwszy raz spotkała się z przypadkiem, kiedy to film jest lepszy od książki ? Możliwe, bardzo...

Jaka siła jest w stanie zmienić zabawowego chłopaka w zakochanego mężczyznę, tak jak w przypadku głównego bohatera? Zauroczenie ? Chęć posiadania nieosiągalnego ? Zabawa w kotka i myszkę ? Wyzwanie ?

Na pozór mógł mieć każdą, ale z czasem on nie chciał tej każdej. Chciał tylko jej. Podobało mu się to, że jedna nie dała się złapać na jego sztuczki. Musiał więc myśleć i próbować. I to próbowanie tak go cieszyło.

Ona nie chciała związku, a on, biedak pragnął być z nią coraz bardziej. Pewnego dnia uprawiają niezobowiązujący seks, po czym jego częstotliwość zwiększa się do takiego stopnia, że nic innego nie robią :-) Ostrzegam młodszych, że w filmie jest na prawdę dużo niezakrytej nagości, ale to pewnie jeszcze bardziej mogłoby zachęcić do obejrzenia :P.

W TYM MOMENCIE PRZERWIJ CZYTANIE, JEŻELI CHCESZ OBEJRZEĆ TO, BO JA OPISUJĘ CAŁĄ HISTORIĘ, A CHYBA NIE CHCESZ MIEĆ SPALONEGO FILMU ?:)



I co z nimi ? Sypiają ze sobą i tyle. Wydawałoby się, że nic ponadto, ale... :-) . Jej zależy na nim i odwrotnie, jemu na niej. Przechodzą na etap pary. Dalej jest wszystko pięknie, ładnie, dopóki, dopóty Jamie'mu wyrwało się "Kocham Cię". Miałaś w swoim życiu coś takiego, że chciałaś to powiedzieć, ale coś trzymało to głęboko w sobie. Czasem byłoby o wiele łatwiej wydusić to z siebie, ale obawiamy się riposty. I faktycznie Maggie zamurowało, bo ona nie chciała powiedzieć tego samego. Ogólnie mam wrażenie, że mężczyźni tego nie mówią, bo najczęściej nie czują tego. A kobiety nie mówią tego, bo boją się właśnie riposty, boją się tego co będzie dalej.

Maggie nie chciała miłości, nie dlatego że była nieczuła, że nie kochała. Ona bała się. Bała się ponownego zranienia, zostania na lodzie, bo widzisz... Maggie w wieku 26 lat miała już chorobę Parkinsona z charakterystycznym trzęsieniem się, zacinaniem się w mowie, itd. Miała już partnerów, ale Ci, z braku chęci, tudzież miłości zostawiali ją, w obawie, że będą musieli stawić razem z nią czoła chorobie. W momencie kiedy Jamie i Maggy sypiali ze sobą, ten wiedział o chorobie, ale jakoś specjalnie mu to nie przeszkadzało.
Do czasu... kiedy na targach leków ( sam był przedstawicielem Zoloftu i drugiego specefiku) spotkał mężczyznę, którego żona miała już 4 stadium choroby. I wiecie co mu powiedział ? Że kocha swoją żonę, ale nie powtórzyłby tego. Że przy takiej chorobie, osoba którą kochasz diametralnie się zmienia. Najpierw lekkie drżenie, potem zacinanie się, następnie zapominanie jak się chodzi, ubiera, myje.

Jamie stoi z nietęgą miną. Maggie wychodzi cała w skowronkach ze spotkania dla ludzi chorujących na to samo. Cieszy się, bo w końcu zdała sobie sprawę, że jest wielu takich ludzi i że potrafią sobie radzić w życiu. W euforii w końcu mówi Jamie'mu kocham. Ale ten, nie wiadomo, cieszy się czy nie ? Odwzajemnia pocałunek, ale myślami jest gdzie indziej.

Prosi swojego zaprzyjaźnionego przyjaciela o pomoc, wozi Maggie po specjalistach, jednak konkretnego leku na Parkinsona nie ma. On jest sfrustrowany, ona zmęczona podróżami.

I w pewnym momencie kropla przepełnia czarę. Maggie mówi : Stop. Nigdzie więcej już nie jedziemy. Jamie nie rozumiał jej, przecież on ją kochał, chciał jej pomóc, chciał żeby była zdrowa.

W tym momencie na filmie zaczęłam płakać. Maggie stwierdza, że on jest tchórzem. Ale wiedział od początku o jej chorobie, i o tym, że niestety jest nieuleczalna. Każe mu się spakować. Bo ona nie chce być zdrowa, już pogodziła się ze swoją chorobą, ona chce by ktoś w końcu ją zaakceptował. Całą, z chorobą. Nie bez. Teraz rozumiesz czemu Maggie nie chciała powiedzieć kocham ? Bo już jej się to kiedyś przydażyło.

Każe Jamie'mu się wyprowadzić, i f aktycznie z wielkim bólem serca tak się dzieje. Jamie dostaje awans w pracy, ma urwanie głowy. Po jakimś czasie spotykają się przypadkiem w restauracji. On świętuje owy awans a ona...jest ze swoim nowym facetem. Akcja się zatrzymuje, są tylko oni, patrzą sobie głęboko w oczy. I nie potrafią nic powiedzieć. A potem każdy idzie w swoją stronę.

Jamie nie może przestać o niej myśleć i pragnie ją odzyskać.


 W tym momencie zastanawiam się, czy na prawdę, poza filmowym ekranem istnieje miłość. Miłość, taka na dobre i na złe. Znam ludzi, którzy są ze sobą od wielu lat, ale skąd pewność, że to nie przyzwyczajenie ? Myślę, że tą pewność, choć nie koniecznie mogą mieć tylko oni. Znam pary, które rozstają się po 7 latach, gdzie on jest wspaniałym facetem, a ona wspaniałą kobietą. 


Czy tak to już musi być w miłości, że jest ona często toksyczna ? Czy układ dobry człowiek z dobrą kobietą i odwrotnie nie ma prawa bytu ? Albo zdarza się rzadko? Czy wszystkie związki, tak jak większość moich muszą być z etykietką : Uwaga, toksyczne ? ja mam tą dziwną potrzebę naprawiania. Wmawiania sobie, że jest ciężko tak, że kłótnia może się zdarzyć, że człowiekowi puszczają nerwy. Ale to jestem ja, lubię niegrzecznych chłopców, a potem najzwyczajniej płaczę przez niegrzecznych chłopców, tak jak w podstawówce. Tylko widzisz, ja w podstawówce nie jestem już od jakichś 7 lat... Nie wiem czy kiedykolwiek zwiążę się ze zwykłym, bardzo ułożonym facetem. Bo mi najlepiej smakuje zakazany owoc.




Gdzie jest łapanie zakazanego owocu, a gdzie zaczyna się miłość?



Natalia.

:-)

Mam już nowy dysk. Ta jakże wielka przyjemność kosztowała mnie 230 zł. Moje załamanie odnośnie utraconych projektów i plików jakoś zmalało. Ogólnie to nie chce mi się ściągać nawet winampa.

Następny tydzień będzie dość hardkorowy, w związku z czym, żeby było little lżej muszę trochę ogarnąć w tej weekend. Wykończenie rzeźby, zrobienie reliefu, ogarnięcie sprawozdań, zrobienie projektu na budownictwo i kolos z szaty w poniedziałek. Aaaa.

Oficjalnie mam już weekend od jakichś 2 godzin.Wróciłam z wf i bez większych wyrzutów sumienia poszłam spać, jakie to przyjemne. Jakie mam plany na dziś? Chyba obraz, i o ile będę miała chęć to może zacznę robić coś z wyżej wymienionych rzeczy.

wtorek, 3 maja 2011

muzyka muzyka

Rano wytaszczyłam się z mojego łóżka i poczłapałam do łóżka mamy przed TV. Biorę pilota, skaczę po kanałach,
Bin laden, Bin laden, Cudowny odtłuszczacz na mango, Bin laden, Bin laden, Cudowny przyrząd parowy do mycia/prania/prasowania/czyszczenia za 499 zł na mango, MTV Kofeina, a tam :

tragiczny klip Snoopa  pt. "Sweat". Nagość w sumie nie powinna mnie dziwić, bo u Snoopa to raczej tradycja, ale to techno brzmienie ?

Ja rozumiem, że teraz są takie czasy, że są rzeczy modne, na których można dobrze zarobić, ale Snoop i David G? Może wy lepiej powróćcie do korzeni, bo nagle cała muzyka idzie w kierunku bum bum ta ra ra ra bum. Ma sa kra.

Katy Perry, która miała wg. mnie zajebisty popowy hit "Teenage dream" nagle pokazuje światu kawałek "E.T.", którego brzmienie też przypomina mi dyskotekę z białymi kozakami, a klip....... to film marsjanie atakują. Nie, nie. Zdecydowanie wolę temat obcego, a raczej obcej w klipie "Runaway" Kanyego.

I możecie mi powiedzieć, że nie jestem muzykiem, że się nie znam. Ale muzyk chyba tworzy dla odbiorców, a ja mam prawo wyrazić swoją opinię. I przeraża mnie to, w jakim kierunku to wszystko idzie.

Jednak miłym zaskoczeniem był fakt, że na Vivie zobaczyłam klip Hi Fi Bandy " A my". Tak jak kiedyś wolałam Mtv, tak teraz wolę Vivę. Na Mtv mniej jest muzyki niż powinno być wg mnie. Kiedyś Rap Kanciapa dzisiaj choćby dając na przykład Polowanie na Singla. :-)



poniedziałek, 2 maja 2011

no disc

Ogólnie wczoraj wypiłam desperadosa, wypłakałam się ze złości i dziś jest już jako tak. Ale jak myślę o tym, że muszę od nowa robić projekty i sprawozdania to żal mi dupę ściska. Mam za swoje, że nie wypalałam płytek. Szkoda mi też wszystkich zdjęć z imprez tak misternie podzielonych na pielgrzymkę, domki, 18tki, sylwestry itp. Co ja będę pokazywała moim dzieciom ;p ? Najgorsze jest to, że jakiś czas temu ruszyło mnie żeby usunąć wszystkie fotki z fb :D I jestem w czarnej dupie. Z muzyką mam o tyle dobrze, że mam dużo płyt, a pop na mp3ce. Dużej części i tak nie słuchałam, ale jednak żal będzie tego czasochłonnego kolekcjonowania. Albo moje filmiki z występów, które miałam tylko ja bo były nagrywane moim aparatem, wszystkie warsztaty. LOOOOOOOOOOOOOL.


ale dam radę tak, jak nie ja to kto ? ten weekend będzie pracowity.

a dziś ostatni dzień w domu, tak na prawdę już.
muszę ogarnąć pokój, walizkę, głowę i drzewka po łacinie.

Miłego dnia,
milszego ode mnie.

Ps. zrzucajcie swoje skarby na cd albo na dyski przenośne.
Bless
Natalia.


a teraz mistrzowski cover

jeb

Wszystko poszło się jebać.
Mój dysk
a razem z nim
PROJEKTY
sprawozdania
zdjęcia
filmiki z występów
muzyka
wszystko kurwa
wszystko

the lazy song


kozak opcja.
jaram się ;-) !

niedziela, 1 maja 2011

change my mind

Zmieniłam zdanie, wracam w środę o piątej rano, mimo, że będę mega zmęczona, na treningu z pewnością nie będę w pełni kontaktowała, a projekt na korektę będę robiła, byleby coś tylko mieć.

Są jednak jeszcze niezałatwione sprawy nieczekające zwłoki.

Całe miasto G. jest dzisiaj w Koko na koncercie. Nie powiem, strasznie mnie tam ciągnie, ale mam dwa powody dla których się mega hamuję : a) uciekająca jak woda z rąk kasa i b) nauka. Tak więc dzisiejszy wieczór spędzę na czytaniu książki i oglądaniu X-factor, tudzież milionowego już dzisiaj odcinka Laguna Beach.

Gdzie jest to piękne słońce?


Byłam dziś w kościele, choć moje myśli chwilami błądziły zupełnie gdzie indziej. Tak, to my zniewalamy siebie chcąc być wolni. Ograniczamy się podziałami, biedny, bogaty, piękny, brzydki. Wiadomo, każdy chce być zauważony, każdy chce być pożądany. I czasami staję przed lustrem i zastanawiam się: czy ja przypadkiem nie zatracam się dla tego wszystkiego ?

Czasem usprawiedliwiam się, że to zwykła chęć bycia schludnym. Tak bardzo kreują nas media i moda, że nie wyobrażamy sobie bez tego życia. Przyznaję się, nie raz staję na głowie, żyję ponad stan by mieć. I rugam się, bo kiedyś wolałam być niż mieć. Myślę, czy będę ukarana za to, że chcę być taka jak inni ? Możliwe, bo przecież Bóg tworzy nas różnymi, a my tak bardzo upodabniamy się do siebie, niejednokrotnie za dużą sumę. Gdzie podział się intelektualny rozwój, na prawdę nie wiem. W moim przypadku, myślę że nie jest jeszcze tak  tragicznie. Ale coraz częściej zapominam o swoim wnętrzu.

Czy warto jest tak zżerać się od wewnątrz ? Zatracać się dlatego wszystkiego? Może choć raz dajmy sobie spokój. Jesteśmy dorośli. Czasami najlepszym wyjściem jest chyba olanie, milczenie lub poważna, dojrzała rozmowa na poziomie z patrzeniem sobie prosto w oczy. Bez gierek, bez minek. Ale nie wiem czy z Tobą to możliwe. Za bardzo sobie wkręcam to wszystko, dlatego tak mnie to boli. Po rozmowie dziś z B. obie stwierdziłyśmy, że jestem " za bardzo". Za bardzo wrażliwa, za bardzo wnikam, za bardzo czasem lubię, za bardzo jestem miła.

 Life is not a fairy tail.


Natalia.

crush and burn

i don't wanna crush and burn...


Czas spakować swoje rzeczy.
Jutro o świcie wyjeżdżam znowu. 

Myślałam, że spędzimy więcej czasu ze sobą, 
ale może to i lepiej dla nas, dla mnie.



Natalia. 

wszystko jedno

Na prawdę jest mi już wszystko jedno. Nie staram się zbyt dużo o tym myśleć, choć czasami ponoszę klęskę. Myślę, że czasem mieć wyje**** jest najlepszym rozwiązaniem dla mnie, dla nas. Za jakiś czas nie będę już o tym pamiętała, bo po co pamiętać o jakichś bzdetach, wyrywać sobie włosy z głowy przez coś co nawet nie jest w jednej setnej prawdą ? No właśnie :-).\

To mój ostatni dzień w domu, pogoda trochę mnie zawodzi, ale myślę, że w ten szczególny dzień nie może padać. Nie lubię pożegnać, a znowu trzeba spakować swoje manatki do walizki, usiąść na nią i zamknąć, modląc się, by nie pękła w szwach. Dosłownie.

Ten czas spędziłam może nie dość owocnie, ale na pewno cziling na sto procent. Nie zawalałam sobie głowy jakimiś nędznymi jazdami, choć przyznam malutki kryzysik wkradł się do mojej głowy, ale minęło. Bardzo dużo czasu poświęciłam samej sobie i moim przyjaciołom. Pomimo tego, że teraz mieszkamy w innych miastach, nadal bardzo dobrze czujemy się w swoim gronie.  Z B. jak z nikim innym świetnie mi się leniuchowało na plaży. To co lubimy najbardziej, czyli słońce, plaża i pikantne rozmowy o wszystkim i o niczym :-). Wiem, że prędko tu nie wrócę i na pewno będę tęskniła ale po tym ponad tygodniu nicnierobienia trzeba wrócić na uczelnię i stawić czoła profesorom :-)




Natalia.