Wczoraj wieczór raczej pod znakiem chilloutu ze znajomymi. Tak jak lubię: moi ludzie, dobra muzyka, piwko i grill. Poszły dwie Łomżyczki export i mimo niezbyt łaskawej pogody humor po prawie całym przespnaym dniu powrócił. Na prawdę nie interesowała mnie ta cała walka Adamka, kimkolwiek ten człowiek jest. Nie to, żebym nie miała szacunku dla polskich sportowców, wręcz przeciwnie, ale szczerze? Boks na prawdę mnie nie interesuje, i nie widzę potrzeby bicia się bez większego powodu przed oczami tysiąca ludzi. Tyle :-).Wsiadłyśmy do furki i pojechałyśmy pod klub. Wiało pustką, i powiedz mi, co tu robić w tym smutnym jak p**** mieście :-)? Jednak marząc o jakimś jednym smacznym kawałku weszłyśmy do środka by rozprostować kości. Kości może faktycznie rozprostowałyśy, i na tym by się skończyło. Z powrotem do auta, i o północy kierunek jezioro. Piękne mamy krajobrazy, choć jedno by się zgadzało. Kolejna wyprawa do Białego, choć bardzo krótka, bo trwała tylko jeden dzień, to w końcu była owocna. Mamy mieszkanie ! Jejku ! Jak ja kocham moje mieszkanie, pomijając fakt, że byłam w nim maksymalnie 15 minut. Nie oczekiwałam pałacu, ale pałac dostałam. Zawsze lubiłam takie klimatyczne, ciepłe miejscóweczki, a teraz sama taką będę miała :) ! Zieleń ścian, bakłażanowe wnęki, barek przy którym rano będę jadła płatki, a wieczorem robiła drinki. Cudo. Łazienka jak z gazety. Dzięki Bogu, że w tym roku chociaż o odpadające kafelki nie będę musiała się martwić :-). Kupimy sobie z MJ stylowe kieliszki z barwionego szkła do czerwonego wina ( ponoć wino pije się wyłącznie w czystym szkle, ale co mi tam ! nic mnie nie powstrzyma przed zakupem tych małych cudeniek) i będziemy oglądały w weekendy romansidła owinięte kocykiem ! W końcu mogę spać spokojnie, a przyznam szczerze, że dużo wysiłku i nerwów nas to kosztowało. Byłyśmy już tak poirytowane całym tym szukaniem, oglądaniem, odmawianiem, że zaczęłyśmy walczyć ze sobą wzajemnie. Dodatkowo ta odległość... I zamiast szukać kompromisu, to każda sobie na przekór, ale bywa i tak :) Niestety.
Dwa ostatnie tygodnie stały pod znakiem wielkich zakupów i odwortnie proporcjonalnej ilości pieniędzy. Ale mam wszystko ( praktycznie wszystko oczywiście ) co chciałam. Przed moimi drzwiami stoją bialutkie Air Force One'y, w szafie wisi moja osobista bluza FP, w końcu kupiłam sobie porządną torbę Adidasa, za którą, tak jak przypuszczałam więcej zapłaciłabym w sklepie niż na Allegro. Więc troszkę pieniążków ocało :). Uwielbiam robić zakupy w centrach handlowych, ale jeżeli kupno czegoś nie obejmuje mierzenia, śmiało korzystam z Allegro. Przede wszystkim konkurencyjne ceny, wszystko w jednym miejscu, większy wybór :-). Tak czy siak, nie oparłam się przed wejściem do Adidasa. Po 5 sekundach, mimo że zaoszczędziłam na torbie, pożałowałam, że mój but tam stanął. Dlaczego!! Bo zobaczyłam z MJ cudowną baseballówkę. Różowo-błękitna. Piękna. Bardzo podoba mi się ten typ kurtek/bluz. Bo tak bardzo kojarzą się ze Stanami i Collegem. Jednak chyba będę musiała postawić na inną markę, bo nie stać mnie na zakup owej kurtki za (bagatela;P ) około 380 polskich złotówek. Ma. Sa. Kra. Ale nie martwię się, nie umrę bez niej :-). Zostało mi jedynie znalezienie jakichś wszystkoodpornych butów na zimę. Dzięki Bogu kurtki na kilka lat mam z głowy, bo w tamtym roku zakupiłam 3! kurtki w Croppie. Rozważałam też kupno roweru żeby choć częściowo uwolnić się od tak beznadziejnej białostockiej komunikacji miejskiej. Jednak rozważania nad zakupem takowego roweru poczekam do wiosny, bo choć dziś od rana świeci słońce, to czuję, że wielkimi (bardzo wielkimi) krokami zbliżamy się do zimy !
Jakie plany na dzisiaj ? Nie mam zielonego pojęcia, wiem jedynie, że muszę poinstalować programy na mojego nowego Della. Kochani ! Nie znacie dnia ani godziny. Zgrywajcie ważne dla siebie pliki, by uniknąć płaczu i zgrzytania zębów w razie gdyby Wasz sprzęt zaniemógł tak, jak mój. Otóż miesiąc przed sesją padł mi dysk twardy, moje wszystkie projekty, niezliczona ilość gb muzyki, zdjęcia z kilku lat poszły się je.... :). Przepłakałam kilka nocy, przebolałam utratę wszystkiego!! po czym kupiłam nowy dysk. Ale kilka miesięcy później ( trzy lub cztery) padła mi płyta główna! Tak... jak nie urok to sraczka. Stwierdziłam, że nie mam już siły na kupno nowej płyty głównej, ponieważ zapewne w niedalekiej przyszłości padłoby mi coś innego :[ Więc z wielkim bólem serca wydałam niemałe pieniądze na nowy laptop. Teraz pozostało mi tylko kupno przenośnego dysku, który będzie moja asekuracją, gdyby ( nie daj Boże) mój Dell odmówił posłuszeństwa.
- Tak więc nieznając planów dnia dzisiejszego kończę ten post i życzę każdemu pięknej, słonecznej niedzieli pełnej przygód :) A tymczasem ja obejrzę wywiad Rawicza z Rasmenalismem. Polecam:) http://www.cgm.pl/video,18046,1_na_3_artur_rawicz_vs_rasmentalism_czesc_1_video_,video.html
- N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz