Słodkie cytryny, mówi się kiedy mówimy, że wolimy rzeczy, które są nie te, o których śnimy.
Wczoraj przybyłam do miasta G. jeszcze po ostatnią turę moich rzeczy. Kocham moje mieszkanko, i już nie mogę się doczekać jutrzejszego castingu i nowego sezonu w studio FPC. ;-) Czy na uczelnię mi się śpieszy ? A bo ja wiem, fakt. Moje mordki z chęcią zobaczę :). Ogólnie ogarniam już wszystko tak, by było zapięte na przysłowiowy ostatni guzik. Muszę jeszcze pojechać do Majka po moje rzeczy, które czekały na mnie całe lato w jej piwnicy :). Jak będę miała więcej wolnego czasu, to coś naskrobię.
Dzisiejszy dzień minął pod znakiem zakupów. Ja i moja Jot znowu spotkałysmy się i przy okazji odchudziłysmy nasze portfele. Odbyły się dzis moje szkolne zakupy part.II ( nie wiem czy ostatnie). Należę do osób, myslę, że dobrze zorganizowanych. Zawsze lubię mieć pod ręką potrzebne rzeczy, dlatego, mając na uwadze to, co było mi potrzebne w ubiegłym roku akademickim i ile czasu zajmowało mi latanie do sklepu to po zszywki, to po segregator postanowiłam kupić wszystko na zas. ( Kurczę s z kreską mi nie działa, bo zainstalowałam nowy program komputerowy Stickers, i nacisniecie kombinacji s + alt powoduje, że odwiera mi się nowa karteczka;P ).
Odwiedziłam też z Jot księgarnię. Nie jeden raz pisałam już o tym, że jestem chora na książki i płyty dlatego wszelkie księgarnie, empiki są dla mnie rajem na ziemi. W przyszłosci chciałabym być bogata ( chyba jak każdy;P ), ale nie, nie tak obrzydliwie. Po prostu chciałabym, żeby było mnie stać na to, by każda dobra książka, którą lubię, mogła stać na mojej półce. Jest wiele pozycji na mojej liscie zarówno płyt, jak i książek, które grzecznie czekają na swoją kolej. Widziałam dzis na jednej z księgarnianych półek książki autorki, której nie znam, ale jutro chyba wrócę tam, chociażby po to, by zapisać sobie jej nazwisko. Książki ma piękne, w sensie okładki. Wiem, wiem, mama mówiła " nie sądź książki po okładce" ale jak książka w tak pięknej oprawie mogłaby być kiepska ? To chyba niemożliwe
wizualizacja mojej łazieneczki i sypialni, którą zrobiłam dzisiaj rano:).
Powyżej widać efekty mojej nudy. Mój humor dzis prawdę powiedziawszy kulał na jedną nogę, ale zdecydowałam, że nie pójdę spać. Nasze mieszkanko, tj. moje i MJ jest małe, ale cudne. Wszystko jest nowe, po remoncie, meble, AGD. Dodatkowo jest klimatyczne oswietlone punktówkami, co wieczorem wygląda dosć przytulnie. Na wizualizacji znajdują się dodatki takie jak książki, owoce, pomidory (za którymi nie przepadam;p ), swieczki, których w tym momencie nie ma w tym mieszkanku, ale które posiadam, bo jestem chora na punkcie dodatków :)! Uważam, że każde przeciętne miejsce może mieć styl, duszę i charakter. Wystarczy tylko kobieca ręka i trochę pomysłów.
Nie mogę się doczekać kiedy się wprowadzimy:) Czuję, że przez pierwszy tydzień lub dwa będę trochę sapała wchodząc na czwarte piętro, bo to nie lada wyczyn dla dziewczyny, która przez 20 lat mieszkała na parterze :). Ale to w sumie dobrze, kondycja będzie lepsza a i moja dupka na tym zyska :) Niedługo zapewnę zrobię jeszcze wizualizację łazienki i sypialni.:). Ogólnie na projekcie nie jest wszystko kropka w kropkę, wiadomo :) Szafa jest wbudowana z lustrami, ta typowo przedpokojowa to po prostu wysoka półka na buty ( mam nadzieję, że pomiesci nasze wszystkie buciki, bo samych adidasów mam tyle, że na palcach obu rąk nie zliczę :) ), półek przy lodówce nie ma, są za to wnęki, pomalowane na ten sam kolor, co kuchnia.
Co tu dużo mówić, zakochałam się w tym mieszkanku od pierwszego wejrzenia i mam wielką nadzieję, że będzie nam się tam dobrze mieszkało, uczyło i imprezowało :)
Byłam dziś z Jot ( od wczoraj 20letnią już ;) ) i z Bibi w Domu Kultury u naszej dawnej instruktorki. Wróciły wspomnienia :-), których nikt nam nie odbierze. Patrząc na dzisiejsze podwórka, nie widzę tych dzieci, jakimi my byłysmy. Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że miałam tak wspaniałe dzieciństwo, mimo faktu, że dopiero teraz, z perspektywy czasu je doceniam. W Domu Kultury, choć bywało różnie, spędziłam większosć swojego dotychczasowego życia. Tak, to był dla nas drugi dom.
Obejrzałysmy urywki z naszych showcasów na festiwalu Fair Play Studio, masę innych na youtubie i przyznam, że wygadałam się za wszystkie czasy:). Zdecydowałysmy, że na dniach powracamy do korzeni i będziemy przez najbliższy czas do wyjazdu na uczelnię tańczyły klasykę. Kiedys nie doceniałysmy baletu, teraz widzę, jak wielką różnicę w tańcu robi to, czy ktos zna podstawy klasyki. Na prawdę, pojęcia, postawa to wszystko jest tak bardzo widoczne, że widać to gołym okiem. Taniec klasyczny uczy dyscypliny, panowania nad własnym ciałem, umysłem. Uważam, że to odgrywa bardzo ważną rolę w tańcu dojrzałego tancerza. I szczerze, może zapierałysmy się nogami i rękoma przed tym baletem, ale to było to, co robiłymsmy od 8 roku życia. Potem nadszedł okres gimnazjum, buntu i odejscia od baletu na rzecz new age'u i hip hopu. Wielki bum taneczny przez you can dance. I tak, fajnie, że ludzie dzielą naszą pasję, ale miałam wrażenie, że bynajmniej w naszym miescie bardziej chyba chodziło o sam szpan, niż faktycznie o taniec. Widać to najlepiej teraz, po dwóch, trzech latach na przykładzie choćby naszego Domu Kultury. Miałam nawet w związku z tym małą wymianę zdań. Otóż na naszym miastowym portalu dodany został post o warsztatach tanecznych, do którego załączono także zdjęcie z uczestniczkami. Patrzę... kilkanascie komentarzy, o super, wejdę zobaczę, co kto sądził o tym, co miało miejsce. A tam komentarze typu : O ja, ale wyszłam na tej focie... Następny: Ty, a spójrz na mnie... Itd, itd... Ma. Sa. Kra. :-) Uprzejmie napisałam do dziewczyn, że zamiast przejmować się pozowaniem, mogłyby napisać cos odnosnie wrażeń po warsztatach, jak było, czy im się podobało, czy było im trudno. Czy fajnie się bawiły. Z jaką opowiedzią się spotkałam? Przeczytałam, że po prostu zazdroszczę im, bo one są na zdjęciu, a ja nie... No tak, rozgryzły mnie dziewczynki :). Ale dzis po ich "tańcu" faktycznie....zostały ale tylko zdjęcia i pozy...
Gdzie są dzieci ? Gdzie jest młodzież? Co oni wszyscy robią? Siedzą w domu ? Czy interesuje ich tylko imprezowanie ? Czy na prawdę nie ma już prawdziwych pasjonatów tańcem? Czy wszystko jest tylko chwilowe, dla fejmu ? Nie wiem, i nie mam pojęcia czy kiedykolwiek dostanę odpowiedź na to pytanie. Jedno wiem. Dziękuję mojej mamie, że w pierwszej klasie szkoły podstawowej zapisała mnie na lekcje baletu. Miałam osiem lat. I dzis jako 20letnia, wciąż tańcząca dziewczyna nie żałuję ani jednego dnia. Bo w dużej mierze to, jaka jestem dzis, zawdzięczam temu, jak byłam wychowywana przez mamę i przez naszą instruktorkę, która była dla nas jak druga matka. I nikt mi nie powie, że w dzisiejszych czasach jest lepiej, faktyczne, jest więcej możliwosci... Szkoda tylko... że ludzie nie potrafią ich wykorzystać.
Ludki moje kochane! Apeluję, znajdźcie swoje prawdziwe JA i pielęgnujcie je w sobie i rozwijajcie, bo wspomnień nikt Wam odebrać nie może. Będą tylko wasze, kiedy zniknie wszystko to, co materialne :) !
Peace and love ! :) N.
PS. jakos humor mi się zepsuł, może to przez niskie cisnienie, brzydką pogodę, a co za tym idzie mój ból głowy. Nie byłam na siłowni od czwartkowego wyjazdu do Białego, i dziś niestety też nie jestem na siłach. Pierwszy raz mówię: jutro.
PS2. Widzieliscie klip Kazadi ? Na prawdę wysokiej jakosci, i można go zestawić z zagranicznymi produkcjami, kawałek mnie nie ujął jakos nadzwyczajnie ale image Patrycji i klimat klipu pro :) !
Wczoraj wieczór raczej pod znakiem chilloutu ze znajomymi. Tak jak lubię: moi ludzie, dobra muzyka, piwko i grill. Poszły dwie Łomżyczki export i mimo niezbyt łaskawej pogody humor po prawie całym przespnaym dniu powrócił. Na prawdę nie interesowała mnie ta cała walka Adamka, kimkolwiek ten człowiek jest. Nie to, żebym nie miała szacunku dla polskich sportowców, wręcz przeciwnie, ale szczerze? Boks na prawdę mnie nie interesuje, i nie widzę potrzeby bicia się bez większego powodu przed oczami tysiąca ludzi. Tyle :-).Wsiadłyśmy do furki i pojechałyśmy pod klub. Wiało pustką, i powiedz mi, co tu robić w tym smutnym jak p**** mieście :-)? Jednak marząc o jakimś jednym smacznym kawałku weszłyśmy do środka by rozprostować kości. Kości może faktycznie rozprostowałyśy, i na tym by się skończyło. Z powrotem do auta, i o północy kierunek jezioro. Piękne mamy krajobrazy, choć jedno by się zgadzało. Kolejna wyprawa do Białego, choć bardzo krótka, bo trwała tylko jeden dzień, to w końcu była owocna. Mamy mieszkanie ! Jejku ! Jak ja kocham moje mieszkanie, pomijając fakt, że byłam w nim maksymalnie 15 minut. Nie oczekiwałam pałacu, ale pałac dostałam. Zawsze lubiłam takie klimatyczne, ciepłe miejscóweczki, a teraz sama taką będę miała :) ! Zieleń ścian, bakłażanowe wnęki, barek przy którym rano będę jadła płatki, a wieczorem robiła drinki. Cudo. Łazienka jak z gazety. Dzięki Bogu, że w tym roku chociaż o odpadające kafelki nie będę musiała się martwić :-). Kupimy sobie z MJ stylowe kieliszki z barwionego szkła do czerwonego wina ( ponoć wino pije się wyłącznie w czystym szkle, ale co mi tam ! nic mnie nie powstrzyma przed zakupem tych małych cudeniek) i będziemy oglądały w weekendy romansidła owinięte kocykiem ! W końcu mogę spać spokojnie, a przyznam szczerze, że dużo wysiłku i nerwów nas to kosztowało. Byłyśmy już tak poirytowane całym tym szukaniem, oglądaniem, odmawianiem, że zaczęłyśmy walczyć ze sobą wzajemnie. Dodatkowo ta odległość... I zamiast szukać kompromisu, to każda sobie na przekór, ale bywa i tak :) Niestety.
Dwa ostatnie tygodnie stały pod znakiem wielkich zakupów i odwortnie proporcjonalnej ilości pieniędzy. Ale mam wszystko ( praktycznie wszystko oczywiście ) co chciałam. Przed moimi drzwiami stoją bialutkie Air Force One'y, w szafie wisi moja osobista bluza FP, w końcu kupiłam sobie porządną torbę Adidasa, za którą, tak jak przypuszczałam więcej zapłaciłabym w sklepie niż na Allegro. Więc troszkę pieniążków ocało :). Uwielbiam robić zakupy w centrach handlowych, ale jeżeli kupno czegoś nie obejmuje mierzenia, śmiało korzystam z Allegro. Przede wszystkim konkurencyjne ceny, wszystko w jednym miejscu, większy wybór :-). Tak czy siak, nie oparłam się przed wejściem do Adidasa. Po 5 sekundach, mimo że zaoszczędziłam na torbie, pożałowałam, że mój but tam stanął. Dlaczego!! Bo zobaczyłam z MJ cudowną baseballówkę. Różowo-błękitna. Piękna. Bardzo podoba mi się ten typ kurtek/bluz. Bo tak bardzo kojarzą się ze Stanami i Collegem. Jednak chyba będę musiała postawić na inną markę, bo nie stać mnie na zakup owej kurtki za (bagatela;P ) około 380 polskich złotówek. Ma. Sa. Kra. Ale nie martwię się, nie umrę bez niej :-). Zostało mi jedynie znalezienie jakichś wszystkoodpornych butów na zimę. Dzięki Bogu kurtki na kilka lat mam z głowy, bo w tamtym roku zakupiłam 3! kurtki w Croppie. Rozważałam też kupno roweru żeby choć częściowo uwolnić się od tak beznadziejnej białostockiej komunikacji miejskiej. Jednak rozważania nad zakupem takowego roweru poczekam do wiosny, bo choć dziś od rana świeci słońce, to czuję, że wielkimi (bardzo wielkimi) krokami zbliżamy się do zimy !
Jakie plany na dzisiaj ? Nie mam zielonego pojęcia, wiem jedynie, że muszę poinstalować programy na mojego nowego Della. Kochani ! Nie znacie dnia ani godziny. Zgrywajcie ważne dla siebie pliki, by uniknąć płaczu i zgrzytania zębów w razie gdyby Wasz sprzęt zaniemógł tak, jak mój. Otóż miesiąc przed sesją padł mi dysk twardy, moje wszystkie projekty, niezliczona ilość gb muzyki, zdjęcia z kilku lat poszły się je.... :). Przepłakałam kilka nocy, przebolałam utratę wszystkiego!! po czym kupiłam nowy dysk. Ale kilka miesięcy później ( trzy lub cztery) padła mi płyta główna! Tak... jak nie urok to sraczka. Stwierdziłam, że nie mam już siły na kupno nowej płyty głównej, ponieważ zapewne w niedalekiej przyszłości padłoby mi coś innego :[ Więc z wielkim bólem serca wydałam niemałe pieniądze na nowy laptop. Teraz pozostało mi tylko kupno przenośnego dysku, który będzie moja asekuracją, gdyby ( nie daj Boże) mój Dell odmówił posłuszeństwa.
Jak nazywa się Twój ulubiony kawałek? Czy znasz jego słowa na pamięć ? Czy na samą myśl o nim słyszysz w głowie melodię, każdy bęben, stopę?
Obejrzałam ten klip i z począktu myślałam, że chłopak tańczy... Dopiero kilkanaście sekund później zorientowałam się, że on "miga". Nie jestem muzykiem, ale uświadomiłam sobie, że moje życie bez muzyki byłoby takie... beznadziejne ! Muzyka raz dodaje energii, raz pozwala się zrelaksować, innym razem skłania do refleksji. Zresztą... muzyka to pół, a może nawet 3/4 mojego życia, bo bez muzyki nie było by tańca. A to byłoby równoznaczne z tym, że nie wiem kim byłabym dzisiaj, gdyby nie taniec.
Dziwnym trafem, kiedy jechałam do Białegostoku ( kolejny raz w tym tygodniu !! ) obok mnie siedziały dwie głuchonieme dziewczynki. Porozumiewały się językiem migowym, albo pisały sobie smsy. Wtedy w głowie odpalił mi się powyższy klip, i pomyślałam sobie: Jak to jest nie słyszeć? To jak żyć w grze z trybem volume off. Wieczna cisza. Niesłyszysz śmiechu, krzyku, zbliżającego się niebezpieczeństwa, dzwoniącego telefonu. Właśnie, nie możesz rozmawiać przez telefon ! Nie chodzisz na dyskoteki. Na koncerty. Nigdy nie usłyszysz cudownego głosu Adele czy Beyonce. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Każdego dnia doświadczamy miliona cudów. I jesteśmy przy tym tak cholernie niewdzięczni, nie zdając sobie z tego sprawy.
6.34. Zamknęłam drzwi od naszego mieszkania na dolny zamek ( ponoć słowo "zakluczać" nie istnieje =), tak przynajmniej twierdziła moja anglistka ). Odwróciłam się plecami do numeru dziesiątego, chwyciłam rączkę od mojej fioletowej walizki i zaczęłam schodzić po schodach. Po ponad trzy godzinnej podróży, mój but ponownie stanął na chodniku, jednym z tych niezliczonych kilometrów, jakie znajdują się w Białymstoku. Podróż nie dłużyła mi się z jednego powodu, właściwie to pierwszy raz zapragnęłam by trwała nie trzy, a z dziesięć godzin. Powód ten ma nawet imię i około 1,85 wzrostu. Ale nie o tym dziś, tu.
Kiedy zobaczyłam moje dziewczynki serce mi się uradowało, po tak długiej, wakacyjnej rozłące. Jak dobrze jest wejść do studia, które niezaprzeczalnie należy do miejsc, gdzie wszystko jest możliwe, gdzie spełniają się marzenia, rosną skrzydła. Gdzie pot i łzy niejednokrotnie płyną litrami, ale także gdzie słychać dobrą muzykę, i rytm płynący prosto z serca.
Włożyłam swoje miętowe dresy, adidasy i poszłam na Białą. I nagle, TEN moment upojenia. Dla jednego jest to haust powietrza w górach, gdzie powietrze jest zimne i orzeźwiające. Dla drugiego jest to sekunda, kiedy stoisz przed lustrem, patrzysz prosto w oczy, ale nie komuś, sobie. I wiesz TO. Wiesz, że dasz radę. I w sercu krzyczysz : Chwilo, proszę, bądź wieczna !
5....
6....
7....
8....
I WCHODZISZ ! Twoje ciało robi to, co dyktuje głowa i serce. Odtwarza choreografię, w której ułożenie ktoś być może włożył pół, a nawet całe serce. Obraz, który posiadał w głowie staje się rzeczywisty. Wiesz jakie to uczucie, kiedy ktoś tańczy tak, jak Ty mu zagrasz =)? W tym przypadku jednak nie jest to, broń Boże, negatywne stwierdzenie. To ekranizacja Twojej ulubionej książki, ale w najlepszej okazałości. Ktoś robi coś tak, jak Ty tego sobie zażyczyłeś. I co więcej, robi to z przyjemnością. Tak. To właśnie Taniec. Właściwie, to jedna z wielu twarzy Tańca. Odtwarzanie choreografii i wkładanie w nią serca to nie lada wyczyn, ale jeszcze większej siły i odwagi wymaga taniec improwizowany. Wyłączenie głowy, i tańczenie w taki sposób, jaki dyktuje Ci serce.
Co ja bym w swoim życiu robiła gdyby nie Taniec? Kim byłabym dzisiaj?