piątek, 18 marca 2011

weekendos

Jeszcze tylko jeden wf dzieli mnie od weekendu. Mam taki plan, że weekend czuć u mnie już w czwartek. Wczoraj było słonecznie, ale nie obyło się bez bezlitosnego wiatru. Na rzeźbie było ok, powoli kończymy projekty i za dwa tygodnie zaczynamy. Z niechęcią szykowałam się na te zajęcia, obawiałam się najzwyczajniej tego, że po pobłażliwej P. Ani mogę dostać szoku przy spotkaniu twarzą w twarz z artys,tą na którego wystawie byłam. Do ostatniej chwili czekałam z oddaniem szkiców oraz na poddanie się krytyce. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Ciężko porównać rysunek z rzeźbą, bo odbywa się na różnych płaszczyznach, ale trochę krytyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a przeciwnie - zmobilizowało do ciężkiej pracy.

Moje plany na zbliżający się wielkimi krokami weekend są bliżej nieokreślone. W zarysie jest jako taka domówka, ale zobaczymy, co wyjdzie w praniu. W poniedziałek byłam bliska szaleństwa, bo byłam szalenie rozczarowana faktem, że koncert Ostrego został odwołany ;/ ..

Wczoraj sprzątałam swoją szafę z wszystkimi olejami, akrylami, pastelami itp. I stwierdziłam, że mam tyle zajebistych rzeczy, na które wydałam górę pieniędzy i nie robię z nich żadnego pożytku. Dlatego też postanowiłam, że w ramach weekendowego relaksu w końcu coś stworzę.



Dziś czeka mnie trochę załatwiania, bo okazało się, że zajęcia z wyższego poziomu angola kolidują mi z okresowo przeniesionym gleboznawstwem.... Apropo, ostatnio ręką, podkreślam RĘKĄ ! musiałyśmy mieszać wodę z piaskiem (takie błotko). Stwierdziłam, że w dzieciństwie nie było to nic strasznego, ręki nie urywało, i było w dodatku czasem dość zabawne. Odważyłam się pierwsza, ale z faktu, że dłoń mam bardzo małą połowa mi wyleciała. Na szczęście pomyślałam o tym i swoje marne próby wykonywałam nad zlewem;P

1 komentarz:

  1. To bardzo ciekawe, co robisz. Będę śledzić Twojego bloga dalej ;)

    OdpowiedzUsuń