Wczorajszy wieczór był na prawdę udany, przekozak. Nie miałam całkowicie na niego ochotę, chciałam go spędzić w domowych pieleszach pod kocem, ale Justyśka mnie usilnie wyciągnęła hasłem "nie pierdol, szykuj się". Mały Before w Aprtamentach Papieskich na Stołecznej. Następnie pojechaliśmy w 8mkę na kręgle. Rozdzieliliśmy się na dwie taksy. Hanys pomagał kierowcy prowadzić, bo ten załapał naszą głupią fazę i śmiał się że jest po spożyciu :-) Ponadto chcieliśmy dojechać za piątaka ;P. Wiecie bajer - że jesteśmy z małego miasta i że u nas można za tyle całe miasto objechać wzdłóż i wszerz. Zapłaciliśmy 5,80 hehe. Weszliśmy do Hula Kula. ( co za nazwa :-) ?) Dali nam super czadowe buty, w których nie poszłabym nawet kopać ziemniaków. Ale spokojnie - nie jesteśmy jakimiś damulami, co "sobie rąk nie ubrudzą", prawda? Ogólnie ja i Justyśka grałyśmy pierwszy raz w życiu, więc wyglądało to dość komicznie z perspektywy drugiej osoby. Wybrałyśmy sobie najładniejszą - i zarazem najlżejszą różową kulę nr 8. Żałuję bardzo tego, że nie miałam przy sobie aparatu, bo wieczór był na prawdę epicki i należałoby go uwiecznić. Uwaga, uwaga, proszę odsunąć się od toru, komu życie miłe:) Natalia rzuca. Bałam się, że potoczę się razem z kulą, ale tak jednak się nie stało;P. Ula odstawiała za każdym razem taniec pupką, Hanys robił swoje Flinstonowe kroczki, a ja ? A ja rzucałam/turlałam/toczyłam kulę i od razu odwracałam się, żeby nie widzieć mojej porażki. Aczkolwiek kilka razy udało mi się zbić wszystkie oprócz jednej, piszę tak - bo sama nie wiem ile ich jest :D
Potem poszliśmy do Tunelu, piwko piwko. Bardzo dużo ludzi, ciasto. Parkiet był praktycznie pusty, w odróżnieniu od Loftowego, który kocham:-) Dwie piosenki z Bakiem na praktycznie pustym parkiecie. Zawsze mam na to wywalone, tutaj nikt mnie nie zna, poza tym w moim rodzinnym mieście seksu i biznesu też raczej się nie wstydzę.
Ostatnim przystankiem wieczoru, a raczej nocy, było Metro. Drumandbejsowe podziemne królestwo. Raj dla smakoszy dupstepów i innych rzeczy o których ja nie mam bladego pojęcia. Mega klimat i mega ludzie:-) Był nawet koleś w białym fartuchu - i postanowiłyśmy z Justą, że my też nasze musimy kiedyś wziąć:) Koleś udawał, że to kaftan bezpieczeństwa, nie wiem co brał, ale miło było na niego popatrzeć i pośmiać się:-). Jedynym minusem, który szybko dał mi się we znaki były krzesełka i kanapy barowe, które zaczynały się mniej więcej na wysokości mojego biustu. Nie powiem, że nie sprawiało mi to delikatnych trudności, które były spowodowane raczej brakiem sportowego obuwia, niż alkoholem we krwi. Właśnie. Już nigdy żadnych eleganckich butów na obcasie na kluby, moje adidasy są niezastąpione.
Rano obudziłam się z delikatnym bólem głowy. Kac. Chociaż po powrocie przed 4 robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby nawodnić mój organizm. Nawodnić? Nie wiem, nie jestem nawet pewna czy takie słowo istnieje, ale nie ważne. Sąsiedzi z pewnością kochają mnie za kąpiele i pranie o 4 w nocy. Poza tym - moja klatka jest fenomenalna, mieszkam tu pół roku, i stwierdzam, że to jakaś klatka dla osiedlowym mentów. Drzwi można otworzyć każdym płaskim kluczem, bo zamek się obraca. Więc chłopcy piją sobie u mnie na klatce. W sumie nie specjalnie by mi to przeszkadzało, gdyby nie fakt, że mieszkam na parterze, a mój pokój od klatki oddziela ściana o wątpliwej grubości. I co ja zrobię :-)? Nie jestem wredną pipą, niech sobie piją, póki mi to jakoś bardziej nie przeszkadza, do drzwi mi się nie dobijają. Może kiedyś wyjdę do nich w kapciach i wypiję z nimi:P
Ogólnie w planach miałam obraz i dendrologię, ale wciągnął mnie film "Beat Streat", o którym napiszę szerzej w niedalekiej przyszłości. Przebrałam się w dres, i na kolanach sprzątałam moje małe, nie tak super już błyszczące królestwo.
Tak tu cicho... nawet jeżeli muzyka jest na full. Tylko moje chomiki mnie rozumieją bez słów.
Dziś napisał do mnie On. Takie pisanie o wszystkim i o niczym, ale już nie boli, nie tak jak wcześniej. Do wielu spraw nabrałam dystansu i ochłonęłam, choć przyznam bywają dni, że mam ochotę stłuc cały serwis Heleny i drzeć się w poduszkę. Nie wiem co mi jest. Mam ciągłą huśtawkę nastrojów, być może jest to związane ze stresem i pośpiechem w jakim żyję. Muszę ogarniać uczelnie, treningi, dom, wkrótce także pracę.
Wieczór spędziłam oglądając "Must be the music". Mam tylko Polsat, więc ciężko mi powiedzieć, czy ten czas poświęciłabym na jakiś inny program. Ogólnie nie oglądam telewizji, bo mózg mi się od tego lasuje. Wszystko co puszczają w mediach, trzeba przemaglować i przefiltrować, żeby nie zrobiła nam się przysłowiowa "woda z mózgu". Ale do rzeczy... popłakałam się jak jakaś dziewczyna śpiewała "This is war", 30 seconds to Mars. Nie wiem czy to przez piosenkę, która jest cudna, przez klip z fragmentami "Bękartów wojny" czy przez tą sekundę, kiedy zobaczyłam, jak jej ojciec się wzruszył po czterech TAK. Był dumny. Nie pamiętam kiedy moja mama widziała mnie ostatnio tańczącą...
Ja czegoś takiego nigdy nie zobaczę. Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że w moim życiu marzenia nie mogą być priorytetem. W moim życiu priorytetem ciągle są i zapewne będą pieniądze. Fakt - na studiach trochę się rozchulałam, nie wiem czy to efekt psa spuszczonego ze smyczy. Ale po prostu miałam dość wrażenia, że ciągle się ograniczam, że siedzę w domu przed komputerem, że coś mnie omija. Chciałam w końcu żyć bez ograniczeń, w sensie - nie że bez ograniczeń na karcie. W sensie takim, żeby robić to, o czym się marzy. A do tego potrzeba czasem środków finansowych - i nie mów mi, że nie. Najprostszy przykład, z mojego życia - raczej nigdy nie dorównasz tancerzom, którzy szkolą się za granicą pod okiem najlepszych choreografów. Już teraz się o tym przekonałam, jak bardzo wzrosły moje umiejętności. Chociaż tańcząc w moim mieście, uważałam swój poziom za OK. Ale przy zderzeniu się z ludźmi, który codziennie tyle tańczą, w dodatku różnorodne style jestem zerem. Albo byłam, bo jest coraz lepiej.
Tańczyć tańczyłam całe swoje dotychczasowe życie, ale w mojej rodzinie nikt chyba nie bierze tego serio. Tylko nie wiem dlaczego. Ja nie wiążę z tym swojej kariery zawodowej, ale mam tą świadomość, że bez tego nie byłabym tą osobą, którą jestem dzisiaj. Nie byłabym odważna, spontaniczna, przebojowa. Byłabym szarą, zakompleksioną Natalką. Kiedy tańczę nie myślę o jakichś bzdetach, o tym, że ktoś mnie tam nie lubi, nie kocha, że mam kolokwium, że w portfelu mam 5 groszy. To się wtedy nie liczy.
Ja chcę pojechać na Rytm Ulicy.... tak bardzo cholernie tego pragnę! Bo w lato być może Anglia, potem Włochy albo jakieś inne państwo, które sobie wybiorę, a potem to już będzie za późno na jeżdzenie i startowanie w zawodach.( W ogóle, to nie mam zielonego pojęcia jak poszedł mi Erasmus, bo zapomniałam skreślić nie wyrażam zgody na opublikowanie moich wyników w internecie. Damn! )
Nie chcę się obudzić z 30tką na karku, i stwierdzić że nie robiłam w życiu nic, prócz uczenia się. To byłoby takie beznadziejne. Życie bez pasji. Spanie, jedzenie, nauka/praca, jedzenie, spanie. Nie jestem jakiś chomikiem, psem. Chcę mieć jakieś zajęcia oprócz kształcenia się i załatwiania czysto fizjologicznych spraw. Bo to ostatni czas na spełnianie marzeń, na życie na pełnym wydechu. Potem będzie trzeba udawać dojrzałą, dorosłą, i stąpać twardo po ziemi, zamiast mieć głowę w chmurach.
Chcę żyć, a nie udawać, że żyję !
Potrzebuję wsparcia, i bycia dumnym ze mnie. Tylko kto mi to zapewni ?
Chcę czegoś więcej od tego bardzo często gównianego życia.'
30 SECONDS TO MARS - THIS IS WAR. MP3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz