Ostatnio treningi są dla mnie coraz intensywniejsze. Czuję, że mój poziom niesamowicie wzrasta z zajęć na zajęcia - a chyba o to chodzi. Poza tym - atmosfera robi się coraz lepsza, fajniejsza :-). Nie czuję się już jak jakiś obcy, coraz więcej przebywam z dziewczynami. Na pewno też zintegrujemy się bardziej podczas wyjazdu na Rytm Ulicy. Nie mogę się już doczekać szczerze powiedziawszy.
Na razie cieszę się z weekendu - moje ciało jest zmęczone do tego stopnia, że codziennie po zajęciach odsypiam zmęczenie i zakwasy. Popadam w jakąś śpiączkę, dlatego modlę się o jak najrychlejsze przyjście wiosny, bo co za dużo spania, to niezdrowo, a i chciałabym w końcu obadać fajne miejscówki do biegania.
Jak już niektóre osoby wiedzą - dostałam się na wymianę z Erasmusa. Mam do wyboru takie państwa jak : Włochy, Grecję, Hiszpanię, Portugalię, Danię, Niemcy i coś tam chyba jeszcze. Myślę, że wybiorę Włochy, bo z tych wyżej wymienionych państw nic mnie tak nie jara jak one, no może za pominięciem białych domków z niebieskimi okiennicami na wybrzeżach Grecji:-). W końcu zobaczę na własne oczy to, o czym pisałam pracę na Historii Sztuki. Widzieć coś na zdjęciach, a móc postawić tam własną stopę - to niebo a ziemia, prawda:-)? Muszę znaleźć jeszcze szkołę z moim kierunkiem i zakwaterowanie. Poza tym jakieś papierki do załatwiania, ankiety, rozmowa kwalifikacyjna. Nie wiem czy coś zdoła mnie powstrzymać :-) Wiadomo, że do października dużo rzeczy może się wydarzyć, i różnie wpłynąć na moje życie, ale mentalnie już się pakuję na te pół roku w pięknym słońcu na półwyspie iberyjskim :). Marzenia się spełniają, tylko czasem trzeba wyciągnąć po nie rękę, a nie czekać aż na nas spadną.
Kupiłam sobie też wczoraj w Empiku kolejną książkę do nauki Włoskiego. Dialogi są trochę bardziej ludzkie i przydatne w życiu :-) Np czy macie dobre czerwone wino :-)?
Nie omieszkałam też zajść do pastela, wróciłam z nowymi akrylami i z kolejnymi pędzlami do kompletu. Nylonowe nie są takie drogie - ale do najtańszych też nie należą, dlatego kupuję sobie partiami, po 2 - 3. Na weekend miała do mnie przyjechać Kosa, ale niestety coś nie wypaliło. Weekend spędzę w moim białostockim kwadracie sama, bo Arleta wraca do domku.
Ja, moja muzyka, farby, pędzle, płótno, włoski i herbata.
Zobaczymy, czy coś się urodzi.
A tymczasem spadam ja na siłownię, a później na angielski.
Ciao !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz