Zaczął się drugi semestr na PB. Nowe przedmioty, nowe twarze, kilka osób mniej.
Nowe zapotrzebowanie na rzeczy z Pastela.
Jeżeli idziesz na architekturę - przygotuj się, że meeega dużo kasy idzie na rzeczy w sklepie plastycznym.
Podkreślam mega.
I tak oto w jeden, dwa dni można lekką ręką wydać 200zł.
Jak woda. Ale nie o tym chciałam pisać - chociaż w sumie, może i o tym.
Obrazuje to jak w pięć minut można wydać monstrualną sumę pieniędzy. Ale do rzeczy...
Szłam sobie ulicą Białówny w stronę placu Kościuszki. Ludzi jak mrówek, dookoła witryny sklepów.
Przecena -70%, -50%, - 40%. Z 349 zł na 299. Hehehe.
Jak zwykle miałam na uszach słuchawki i słuchałam muzy najgłośniej jak się dało.
Świat był dla mnie taki jakiś rozmazany, niewyraźny.
Widziałam tylko swój punkt docelowy i parłam przed siebie.
Wdychałam to miasto, i jakieś niezbyt mroźne powietrze.
Śpieszyłam się na trening.
Nagle coś mnie ciągnie za rękach.
Dziewczyna.
Zdjęłam słuchawki, myślałam że zapyta o drogę czy coś?
-Kupisz mi coś do jedzenia ?
- [ Jejku, mam z 2 złote w portfelu] Tak, Boże oczywiście chodź do sklepu.
Dopiero zobaczyłam jak wygląda. Niziutka. Nie wiem czy starsza ode mnie czy młodsza. Trudno mi to określić, bo jest brudna na twarzy. Wygląda na grubiutką, bo ma tyle warstw odzieży na sobie, że zrobiła się z niej piłeczka.
- Jak masz na imię ?
- Agnieszka.
Zaczęła opowiadać mi o swoim życiu, życiu- jakiekolwiek by nie było.
Ścisnęło mi żołądek.
- Wiesz, mi jest strasznie głupio. Chciałabym iść do pracy, ale z takim wyglądem nikt mnie nie weźmie. Ludzie myślą, że ja chcę pieniędzy - a ja chcę tylko coś zjeść. Wszyscy myślą, że ja pijaczka albo narkomanka. Zmarli mi rodzice w wypadku, nie miałam płacić z czego za mieszkanie i mnie wywalili.
- To gdzie teraz śpisz?
- Czasami uda się w schronisku, czasami nie.
Wzięłam ją do jakiegoś marketu i mówię : bierz co chcesz.
Pomyślałam sobie, że i tak wydałabym to na kosmetyki albo na jakieś niepotrzebne szmaty.
Czasem zachowujemy się jak rozpieszczone gówniary. Przynajmniej ja. Wszystko jest mi potrzebne, wszystko. Ja wiem, że posiadanie to bardzo przyjemna rzecz. Nigdy przed studiami nie wywalałam tyle kasy, co teraz. Tym bardziej, że za dużo jej nie mam. Ale jestem jak pies spuszczony ze smyczy. I nie - nie, nie uważam się jeszcze za dorosłą, bo nie potrafię się ograniczyć i racjonalnie zarządzać portfelem.
Wzięła chleb, patrzy na mnie i mówi
- Dziękuję.
- Chyba żartujesz, mówiłam, bierz to, na co masz ochotę.
- Na prawdę ?
- Na prawdę.
Jest trochę niepewna, przed każdym wyborem patrzy na mnie z niepewnością.
- Bierz.
Chciałam jej pomóc, chociaż w taki sposób. Bo nie mam żadnej mocy w swoich rękach, by pomóc jej bardziej. Ekspedientki patrzyły się na mnie jak na debilkę. No to patrzcie się i uczcie jebane suki miłosierdzia. To nie była litość. Widziałam, że po naszym wyjściu otworzyły drzwi na oścież. Rozumiem - nie pachniało od niej najpiękniej - ale mogły zrobić to bardziej dyskretnie.
Stoimy na chodniku, ja nie wiem co powiedzieć.
Mówię - Aga masz telefon?
- Nie e.
- Słuchaj, ja tutaj przechodzę codziennie przeważnie o tej samej godzinie,
zawsze mam te słuchawki. Jak zobaczysz mnie to goń mnie, zawsze Ci pomogę chociaż w taki sposób.
Szczerze, chciałam wziąć ją do domu, zrobić ciepłej herbaty, zupy, kotleta. Dać jej się wykąpać. Wybrać jej coś z mojej szafy. Ale Arlety nie było w domu, a ja musiałam iść na trening. Powiecie - wybrała trening. Tak, wybrałam trening bo najzwyczajniej w świecie mamy limit nieobecności do czerwca, i jak je przekroczysz, to wywalą. Nie miałam nawet na czym napisać jej adresu.
Dziewczyna się rozpłakała, powiedziała, że życzy mi powodzenia w życiu i że będzie się modliła za mnie.
Uścisnęłam jej rękę i uśmiechnęłam się.
- Powodzenia Aga, i uważaj na siebie.
Odwróciłam się na pięcie, i ciekły mi łzy. Poczułam jakieś ciepło w moim sercu, to jest chyba ta cała miłość do drugiego człowieka. Przez nią poczułam się, że może jestem lepsza. To w ogóle inne uczucie niż miłość między chłopakiem a dziewczyną, nad której istnieniem ostatnio bardzo dużo rozmyślałam.
Nagle z tego rozmazanego świata, zaczęłam dostrzegać jednostki. Lód w moim sercu stopniał i nagle zrozumiałam, że to przecież ludzie, nie roboty bez uczuć. Wiadomo - są ludzie dobrzy i są ludzie którym w życiu się nie udało. Pieniędzy do ręki nigdy nie daję - nie mogę patrzeć na ludzi, którzy siedzą na chodniku, Mężczyzna ma napisane, że potrzebuje pieniędzy na operację nóg i nie może chodzić. Tego samego dnia po południu, w Dzień Zaduszny, widzę go jak ma kule pod pachą i przemierza 3km drogę z centrum na cmentarz, żeby tam wyciagać pieniądze.
Takich kobiet też wiele widziałam, najgorsze - że żeby wzbudzić litość biorą ze sobą dzieci. A wiecie co jest najśmieszniejsze? Ponoć zbierają na jedzenie, ale jak kupisz im bułkę to potrafią rzucić nią w Ciebie. Często bywa tak, że one po prostu mają nad sobą jakiegoś, że tak to ujmę "zwierzchnika" który potem im to zabiera.
Mówią
- idź do pracy.
Ale powiedzcie mi, kto takie Pruczka weźmie do pracy ?
Co jakiś czas zabierają go do jakiegoś ośrodka każą się mu myć itp.
Ale to jest na prawdę raz na jakiś czas.
A kto da pracę osobie, która tak wygląda? Nie oszukujmy się, ale wygląd jest bardzo ważny.
To nie jest tak- że oni mają wyjebane.
Kiedyś może mieli, życie kopnęło ich jeszcze w dupę za przeproszeniem.
I teraz kiedy są już na samym dnie, ciężko im się odbić.
Powiecie ćpun.
A co mu pozostało ?
To jego ostatnia przyjemność na tym świecie.
Bo tylko tak może sobie umilić jakoś cały ten syf.
Sama osobiście trochę się go boję.
Ale powiedz mi szczerze,
nigdy nie miałaś takiej ochoty wejść do sklepu kupić mu coś i po prostu mu dać ?
Już nawet nie chodzi o ludzi, co powiedzą jak zobaczą,
ja tylko boję się przełamać, bo boję się jego reakcji. Ale kiedyś można spróbować.
Stopmy lód w naszych sercach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz