Wszyscy dziś oszaleli przy okazji premiery klipu " A pamiętasz?". Nie pozostaję w tyle, jaram się, nawet jeśli nie ma tam Leszka. A jutro ? Jutro środa, gleboznawstwo i. I premiera nowego klipu Mesa. Czuję w końcu tą cholernie leniwą wiosnę, nowy sezon, nowa wena, coś zaczyna się dziać, wszyscy budzą się do życia.
what more can I say :-)??
nie ma co wybierać dobrych wersów, jest tu tyle przekozackich linijek, że mogłabym tu nawet wkleić cały tekst. A moje początki? Myślę, że Pezet i Paktofonika. Byłyśmy takie fajne, bo nie słuchałyśmy tego co koleżanki, choć nie przeczę - na mini play back show byłam Shakirą;-). Żadna z nas nie słyszała wtedy o Jill Scott czy Eryce Badu.
wtorek, 29 marca 2011
niedziela, 27 marca 2011
Stuck
say you want me back
but you never do.
Kolejna piękna niedziela. Piękna bez wystawienia nosa za drzwi - nie licząc rozwieszania prania na balkonie i wyniesienia śmieci :-) Wstałam dzisiaj aż 3 razy, ostatecznie udało mi się zwlec dupsko z łóżka o 11 nowego czasu. Ogarnęłam co trzeba, nauczyłam się kolejnej partii Włoskiego, a potem stwierdziłam, że trzeba zrobić przegląd szafy. Byłam dzisiaj nieubłagalna i nieugięta, szafa straciła na wadze i zyskała na wyglądzie. Myślę, że to jeszcze nie koniec tych wiosennych rewolucji. Wczoraj nie dokończyłam obrazu ze względu na gości, ale bardzo się cieszyłam, bo z pewnością cały dzień zamulałabym w domu :-) Na śniadanie zrobiłam dziś mistrzowskie naleśniki. Dla smakoszy polecam przecudownego i pysznego bloga :
http://mojewypieki.blox.pl/html
czemu moja mama takich rzeczy nie robi ;-(? Przecież to jest jakieś mistrzostwo świata, a taka kobieta jako żona lepsza niż Nagroda Nobla.
Mamy godzinę 21 z kawałkiem. Ja za sobą Ojca Chrzestnego - kilka razy zaczęłam go oglądać bez finału raczej, raz też z nim ale nie mogłam się skupić na fabule i non stop zadawałam głupie pytania :-). Dziś stwierdziłam, że z okazji włoskiego klimatu trzeba w końcu to obejrzeć. I bez większej niespodzianki przyznaję, że dołączam do grona wielbicieli tego filmu. Mówię filmu, bo trylogii całej jeszcze nie widziałam.
Potężna rodzina, nawet nie chodzi może o to, że mieli jakąś tam moc w ręce, i siłę rażenia, która wybiła pół obsady :-). Dla nich wartości rodzinne stały na szczycie wszelakich priorytetów. I to mnie mega jarało. Szacunek dla ojca, wręcz możnaby powiedzieć jakiś kult. Corleone mówi, oni robią to bez mrugnięcia. Podobał mi się moment kiedy Sonny wpierniczył mężowi Connie za to, że przyłożył do niej rękę. Zawsze chciałam mieć brata, który by tak robił i któregoby wszyscy się bali :-)
Dużo jest tu wątków nad którymi możnaby się rozwodzić.
Apollonia, w której Mike zakochał się od pierwszego wejrzenia , która tragicznie umiera?
Czy Key Adams, do której Mike wraca po latach rozłąki i ma z nią syna Antonego ?
but you never do.
Kolejna piękna niedziela. Piękna bez wystawienia nosa za drzwi - nie licząc rozwieszania prania na balkonie i wyniesienia śmieci :-) Wstałam dzisiaj aż 3 razy, ostatecznie udało mi się zwlec dupsko z łóżka o 11 nowego czasu. Ogarnęłam co trzeba, nauczyłam się kolejnej partii Włoskiego, a potem stwierdziłam, że trzeba zrobić przegląd szafy. Byłam dzisiaj nieubłagalna i nieugięta, szafa straciła na wadze i zyskała na wyglądzie. Myślę, że to jeszcze nie koniec tych wiosennych rewolucji. Wczoraj nie dokończyłam obrazu ze względu na gości, ale bardzo się cieszyłam, bo z pewnością cały dzień zamulałabym w domu :-) Na śniadanie zrobiłam dziś mistrzowskie naleśniki. Dla smakoszy polecam przecudownego i pysznego bloga :
http://mojewypieki.blox.pl/html
czemu moja mama takich rzeczy nie robi ;-(? Przecież to jest jakieś mistrzostwo świata, a taka kobieta jako żona lepsza niż Nagroda Nobla.
Mamy godzinę 21 z kawałkiem. Ja za sobą Ojca Chrzestnego - kilka razy zaczęłam go oglądać bez finału raczej, raz też z nim ale nie mogłam się skupić na fabule i non stop zadawałam głupie pytania :-). Dziś stwierdziłam, że z okazji włoskiego klimatu trzeba w końcu to obejrzeć. I bez większej niespodzianki przyznaję, że dołączam do grona wielbicieli tego filmu. Mówię filmu, bo trylogii całej jeszcze nie widziałam.
Potężna rodzina, nawet nie chodzi może o to, że mieli jakąś tam moc w ręce, i siłę rażenia, która wybiła pół obsady :-). Dla nich wartości rodzinne stały na szczycie wszelakich priorytetów. I to mnie mega jarało. Szacunek dla ojca, wręcz możnaby powiedzieć jakiś kult. Corleone mówi, oni robią to bez mrugnięcia. Podobał mi się moment kiedy Sonny wpierniczył mężowi Connie za to, że przyłożył do niej rękę. Zawsze chciałam mieć brata, który by tak robił i któregoby wszyscy się bali :-)
Dużo jest tu wątków nad którymi możnaby się rozwodzić.
Apollonia, w której Mike zakochał się od pierwszego wejrzenia , która tragicznie umiera?
Czy Key Adams, do której Mike wraca po latach rozłąki i ma z nią syna Antonego ?
piątek, 25 marca 2011
mrs Stonem
Take it all
or
leave me alone !
"Sometimes I think I was born backwards... you know, come out of my mum the wrong way. I hear words go past me backwards. The people I should love, I hate, and the people I hate..."
Właśnie. Lepiej tego bym nie ujęła.
Z życiem jest jak z malowaniem. Niczego nie zetrzesz gumką tak jak w szkicu, musisz albo zostawić to tak jak jest - albo to czymś zamazać. Masz też inną opcję - zamienić coś na pozór złego w coś lepszego. Zawsze jest jakieś wyjście. Sprawy czarne jak smoła z czasem blakną, biel zaś żółknie. Omsnie Ci się ręka i całą swoją dotychczasową pracę możesz przekreślić w mgnieniu oka. Trzeba być ostrożnym. Trzeba dystansu - nie wszystko na raz kochanie. Czasem trzeba przespać się z czymś [ z czymś - nie kimś :) ] żeby następnego dnia w nowym świetle zobaczyć swoje błędy, ochłonąć, odpocząć, przemyśleć sobie wszystko. Nie ma pośpiechu, nigdzie nie uciekamy.
Dlaczego jesteśmy tak pokręceni ? Tacy zawili. Dlaczego tak cholernie komplikujemy sobie życie ?
Nie to nie separacja. Bo widzisz... my nie jesteśmy małżeństwem.
Blondynka na językach.
Ostatnio treningi są dla mnie coraz intensywniejsze. Czuję, że mój poziom niesamowicie wzrasta z zajęć na zajęcia - a chyba o to chodzi. Poza tym - atmosfera robi się coraz lepsza, fajniejsza :-). Nie czuję się już jak jakiś obcy, coraz więcej przebywam z dziewczynami. Na pewno też zintegrujemy się bardziej podczas wyjazdu na Rytm Ulicy. Nie mogę się już doczekać szczerze powiedziawszy.
Na razie cieszę się z weekendu - moje ciało jest zmęczone do tego stopnia, że codziennie po zajęciach odsypiam zmęczenie i zakwasy. Popadam w jakąś śpiączkę, dlatego modlę się o jak najrychlejsze przyjście wiosny, bo co za dużo spania, to niezdrowo, a i chciałabym w końcu obadać fajne miejscówki do biegania.
Jak już niektóre osoby wiedzą - dostałam się na wymianę z Erasmusa. Mam do wyboru takie państwa jak : Włochy, Grecję, Hiszpanię, Portugalię, Danię, Niemcy i coś tam chyba jeszcze. Myślę, że wybiorę Włochy, bo z tych wyżej wymienionych państw nic mnie tak nie jara jak one, no może za pominięciem białych domków z niebieskimi okiennicami na wybrzeżach Grecji:-). W końcu zobaczę na własne oczy to, o czym pisałam pracę na Historii Sztuki. Widzieć coś na zdjęciach, a móc postawić tam własną stopę - to niebo a ziemia, prawda:-)? Muszę znaleźć jeszcze szkołę z moim kierunkiem i zakwaterowanie. Poza tym jakieś papierki do załatwiania, ankiety, rozmowa kwalifikacyjna. Nie wiem czy coś zdoła mnie powstrzymać :-) Wiadomo, że do października dużo rzeczy może się wydarzyć, i różnie wpłynąć na moje życie, ale mentalnie już się pakuję na te pół roku w pięknym słońcu na półwyspie iberyjskim :). Marzenia się spełniają, tylko czasem trzeba wyciągnąć po nie rękę, a nie czekać aż na nas spadną.
Kupiłam sobie też wczoraj w Empiku kolejną książkę do nauki Włoskiego. Dialogi są trochę bardziej ludzkie i przydatne w życiu :-) Np czy macie dobre czerwone wino :-)?
Nie omieszkałam też zajść do pastela, wróciłam z nowymi akrylami i z kolejnymi pędzlami do kompletu. Nylonowe nie są takie drogie - ale do najtańszych też nie należą, dlatego kupuję sobie partiami, po 2 - 3. Na weekend miała do mnie przyjechać Kosa, ale niestety coś nie wypaliło. Weekend spędzę w moim białostockim kwadracie sama, bo Arleta wraca do domku.
Ja, moja muzyka, farby, pędzle, płótno, włoski i herbata.
Zobaczymy, czy coś się urodzi.
A tymczasem spadam ja na siłownię, a później na angielski.
Ciao !
środa, 23 marca 2011
sztruks
masz mózg. masz serce. masz werwę. ale masz też ręce pazerne. pomyślałeś przyjaźń poświęcę, za tę cenę będę miał więcej ;]
zawiodłeś. co tu świrować.
nigdy nie wiesz kiedy czai się sztruks
tyle razy mówiłeś o prawdzie, a ani razu nie powiedziałeś prawdy.
tyle razy brzmiałeś poważnie, nigdy jednak nie byłeś poważny.
zawiodłeś. co tu świrować.
nigdy nie wiesz kiedy czai się sztruks
tyle razy mówiłeś o prawdzie, a ani razu nie powiedziałeś prawdy.
tyle razy brzmiałeś poważnie, nigdy jednak nie byłeś poważny.
poniedziałek, 21 marca 2011
Nie ma skróconych dróg:-)
Dzisiejszy dzień - teoretyczny pierwszy dzień wiosny. W praktyce nie odbiegał od tego aż tak daleko. Nie wiem czy to za sprawą dziesięciu stopni na plusie czy ciepła w moim sercu. Jeszcze nie tak dawno temu, bo w sobotę, siedziałam zdołowana i pesymistyczna na kanapie pod kocem oglądając Tv. A dziś mam wrażenie, że
The world is mine :)!
Pisząc to przypomniał mi się klip Evidenca " Chase the clouds away"
W sumie - tak jak przewidywałam - dendrologia poszła mi źle, a w sumie to ściślej mówiąc - wcale mi nie poszła. Ale nie szkodzi, dzisiaj nikt nie jest w stanie odebrać mi tego co mam. Nie chodzi o materialne rzeczy, tylko o to, co czuję w sercu, tego, że moja dusza śpiewa ( chociaż śpiewać też nie potrafię - przyznaję się bez bicia ). A więc dostałam całe zero. Ale czym jest to jedno małe zero, taka mała głupia nieznacząca okrągła cyfra.
To tak trochę jak sytuacja, w którymś z ostatnich odcinków trzeciego sezonu Skinsów. Cała paczka siedzi i opija swoje wyniki - lepsze i te lepsze mniej. Przychodzi kolej na Effy, a ta najzwyczajniej w świecie, ogłasza, że nie ma to większego znaczenia. No właśnie. Bo jakie ma ? Fajnie jak masz tą czwórę, czy piątkę. Ale co Ci to daje ? Okej, możesz dostać np nagrodę, stypendium, to dobra opcja. Wiem, bo sama z tego czerpałam jakieś profity. Możesz dostać się do lepszej szkoły - w większym mieście może faktycznie ma to jakiś sens ale w mniejszym ? Przyjmują każdego.
A wiesz jak to jest na studiach? Jedni ściągają, i dostają 5tki, inni uczą się i dostają tróje. Niby wszystko tak samo jak w liceum czy gimnazjum. Różnica jest jedna - ja studiuję to, co chcę, to co myślę, że będę lubiła robić w swoim życiu. Studia nie są obowiązkowe, więc po co na chama męczyć się z czymś, w czym w ogóle się nie widzisz w przyszłości. Jeżeli masz olewatorskie podejście do życia i szkoły, to daruj sobie szkołę i oszczędź rodzicom kasy, no chyba, że ich stać na to, to proszę bardzo :-).
Z góry zakładam, że jeżeli podejmuję się czegoś, to stanę na głowie, żeby być może nie najlepszą, ale cholernie dobrą w tym co robię. I dążę do tego - że ocena ocenie nie równa, ale umiejętnościami możesz nadrobić każdy brak na świadectwie czy w indeksie. Wiedza i mądrość jest w głowie - ocena tylko na świstku. Myślisz, że papierek zawsze pomoże ? Nie zawsze. Czasem to kwestia zwykłych koneksji, przekazywania pałeczki z pokolenia na pokolenie, czy kwestia pieniędzy.
Dla mnie cyfra nie stanowi prawdy o człowieku. Bo może w życiu przytrafił Ci się surowy nauczyciel, bo może byłeś chory i straciłeś dużo czasu, bo może wybrałeś rodzinę, dziecko, pracę.
Szkoła - przekonałam się, że często nie jest wylęgarnią osobowości tylko zwykłą instytucją państwową zarabiającą za każdą głowę jakiś pieniądz. Nie piszę tu o ogóle - na pewno są wyjątkowe szkoły, i wyjątkowi nauczyciele, którzy uczą z powołania i wyjątkowi uczniowie:-).
Ostatnio obudziłam się z kijową myślą, że do końca życia będę już dorosła, odpowiedzialna, będę pracowała. Nie będzie już wagarowania, zasypiania i innych dobrze znanych każdemu nastolatkowi rzeczy i wybryków. Fakt - kształcę się na kierunku, który sama sobie wybrałam, który w jakiś tam sposób mi się podoba, mimo że teraz bardzo irytuje mnie te gleboznawstwo, ta cała dendrologia... Ale chcę jeszcze pobawić się w życiu, zaszaleć, robić to, co lubię. Bo na starość nie będę pamiętała tego, że na 33 stronie Dendrologii Senety była Betula Pendula. Że w indeksie miałam 3 z Matmy, a z tego czy tego 4.
Będę pamiętała kręgle, będę pamiętała jakiś tam koncert, jakieś tam zajęcia hip hopu. Będę starą babcią, wyciągnę laptopa spod fotela - bo zakładam, że tradycyjne albumy będą już bardzo nieakturalne, odpalę facebooka czy inny przyszły super portal i pokaże mojej wnuczce:
Patrz mała, tu babcia tańczyła balet jak miała 10 lat. Tu babcia miała 16 lat i była na zawodach. A tu babcia miała 18tkę i pierwszy raz legalnie się napiła. A tutaj widzisz... tutaj babcia sadziła drzewka. Albo wejdę na Youtuba, włączę klip, nie wiem - dajmy na to Fejmu i powiem : A to Twoja babcia rapowała pod sceną na koncercie :-). I może mogłabym robić wiele pożyteczniejszych rzeczy, bardziej opłacalnych, powiększających portfel i liczbę zer na kącie. Wiele osób może będzie uważało to za nieważne, za stratę czasu.
Ale ja wiem przynajmniej, że będę robiła w życiu to, co lubię. A Ty?
Te rzeczy tworzą właśnie mnie, moją osobę.
Pytasz się dorosłego człowieka :
-Kim jesteś?
I jaką odpowiedź otrzymasz?
- Lekarzem
- Nauczycielem
- Sprzedawcą
itp itd
Nikt nie powie Ci np:
- Cześć, jestem Tomek. Jestem ustami raperów, rękoma graficiarzy i nogami bboyi, a w wolnych chwilach się uczę.
- Cześć, jestem Natalia. Tańczę, rysuję, maluje, zaplatam włosy, jestem studentką.
Bo taka prawda. Uczysz się przeważnie ( podkreślam) przeważnie wtedy, kiedy musisz. A co robisz dla przyjemności ? Co robisz dla siebie ? A co żeby zadowolić rodziców, babcię, koleżankę, chłopaka ?
Zawsze spełniałam czyjeś oczekiwania, zachcianki. Ale coś w końcu we mnie pękło. I pomyślałam sobie : Pierniczę to, pierniczę takie życie.
The world is mine :)!
Pisząc to przypomniał mi się klip Evidenca " Chase the clouds away"
The girl is mine, but I'll share. Ok it also yours;-)
The world is mine, but I'll share. Ołkej its also yours :-)
W sumie - tak jak przewidywałam - dendrologia poszła mi źle, a w sumie to ściślej mówiąc - wcale mi nie poszła. Ale nie szkodzi, dzisiaj nikt nie jest w stanie odebrać mi tego co mam. Nie chodzi o materialne rzeczy, tylko o to, co czuję w sercu, tego, że moja dusza śpiewa ( chociaż śpiewać też nie potrafię - przyznaję się bez bicia ). A więc dostałam całe zero. Ale czym jest to jedno małe zero, taka mała głupia nieznacząca okrągła cyfra.
To tak trochę jak sytuacja, w którymś z ostatnich odcinków trzeciego sezonu Skinsów. Cała paczka siedzi i opija swoje wyniki - lepsze i te lepsze mniej. Przychodzi kolej na Effy, a ta najzwyczajniej w świecie, ogłasza, że nie ma to większego znaczenia. No właśnie. Bo jakie ma ? Fajnie jak masz tą czwórę, czy piątkę. Ale co Ci to daje ? Okej, możesz dostać np nagrodę, stypendium, to dobra opcja. Wiem, bo sama z tego czerpałam jakieś profity. Możesz dostać się do lepszej szkoły - w większym mieście może faktycznie ma to jakiś sens ale w mniejszym ? Przyjmują każdego.
A wiesz jak to jest na studiach? Jedni ściągają, i dostają 5tki, inni uczą się i dostają tróje. Niby wszystko tak samo jak w liceum czy gimnazjum. Różnica jest jedna - ja studiuję to, co chcę, to co myślę, że będę lubiła robić w swoim życiu. Studia nie są obowiązkowe, więc po co na chama męczyć się z czymś, w czym w ogóle się nie widzisz w przyszłości. Jeżeli masz olewatorskie podejście do życia i szkoły, to daruj sobie szkołę i oszczędź rodzicom kasy, no chyba, że ich stać na to, to proszę bardzo :-).
Z góry zakładam, że jeżeli podejmuję się czegoś, to stanę na głowie, żeby być może nie najlepszą, ale cholernie dobrą w tym co robię. I dążę do tego - że ocena ocenie nie równa, ale umiejętnościami możesz nadrobić każdy brak na świadectwie czy w indeksie. Wiedza i mądrość jest w głowie - ocena tylko na świstku. Myślisz, że papierek zawsze pomoże ? Nie zawsze. Czasem to kwestia zwykłych koneksji, przekazywania pałeczki z pokolenia na pokolenie, czy kwestia pieniędzy.
Dla mnie cyfra nie stanowi prawdy o człowieku. Bo może w życiu przytrafił Ci się surowy nauczyciel, bo może byłeś chory i straciłeś dużo czasu, bo może wybrałeś rodzinę, dziecko, pracę.
Szkoła - przekonałam się, że często nie jest wylęgarnią osobowości tylko zwykłą instytucją państwową zarabiającą za każdą głowę jakiś pieniądz. Nie piszę tu o ogóle - na pewno są wyjątkowe szkoły, i wyjątkowi nauczyciele, którzy uczą z powołania i wyjątkowi uczniowie:-).
Ostatnio obudziłam się z kijową myślą, że do końca życia będę już dorosła, odpowiedzialna, będę pracowała. Nie będzie już wagarowania, zasypiania i innych dobrze znanych każdemu nastolatkowi rzeczy i wybryków. Fakt - kształcę się na kierunku, który sama sobie wybrałam, który w jakiś tam sposób mi się podoba, mimo że teraz bardzo irytuje mnie te gleboznawstwo, ta cała dendrologia... Ale chcę jeszcze pobawić się w życiu, zaszaleć, robić to, co lubię. Bo na starość nie będę pamiętała tego, że na 33 stronie Dendrologii Senety była Betula Pendula. Że w indeksie miałam 3 z Matmy, a z tego czy tego 4.
Będę pamiętała kręgle, będę pamiętała jakiś tam koncert, jakieś tam zajęcia hip hopu. Będę starą babcią, wyciągnę laptopa spod fotela - bo zakładam, że tradycyjne albumy będą już bardzo nieakturalne, odpalę facebooka czy inny przyszły super portal i pokaże mojej wnuczce:
Patrz mała, tu babcia tańczyła balet jak miała 10 lat. Tu babcia miała 16 lat i była na zawodach. A tu babcia miała 18tkę i pierwszy raz legalnie się napiła. A tutaj widzisz... tutaj babcia sadziła drzewka. Albo wejdę na Youtuba, włączę klip, nie wiem - dajmy na to Fejmu i powiem : A to Twoja babcia rapowała pod sceną na koncercie :-). I może mogłabym robić wiele pożyteczniejszych rzeczy, bardziej opłacalnych, powiększających portfel i liczbę zer na kącie. Wiele osób może będzie uważało to za nieważne, za stratę czasu.
Ale ja wiem przynajmniej, że będę robiła w życiu to, co lubię. A Ty?
Te rzeczy tworzą właśnie mnie, moją osobę.
Pytasz się dorosłego człowieka :
-Kim jesteś?
I jaką odpowiedź otrzymasz?
- Lekarzem
- Nauczycielem
- Sprzedawcą
itp itd
Nikt nie powie Ci np:
- Cześć, jestem Tomek. Jestem ustami raperów, rękoma graficiarzy i nogami bboyi, a w wolnych chwilach się uczę.
- Cześć, jestem Natalia. Tańczę, rysuję, maluje, zaplatam włosy, jestem studentką.
Bo taka prawda. Uczysz się przeważnie ( podkreślam) przeważnie wtedy, kiedy musisz. A co robisz dla przyjemności ? Co robisz dla siebie ? A co żeby zadowolić rodziców, babcię, koleżankę, chłopaka ?
Zawsze spełniałam czyjeś oczekiwania, zachcianki. Ale coś w końcu we mnie pękło. I pomyślałam sobie : Pierniczę to, pierniczę takie życie.
Nie mam zamiaru spełniać czyichś oczekiwań.
W życiu nie chodzi o to by sympatię zdobywać.
Więc czasem ktoś zarzuci Ci egoizm - i co z tego?
Niedługo może podzielę się moim szczęściem.
Dostałam je za ciężką pracę.
Pamiętaj, nie ma skróconych dróg.
To był piękny dzień.
To był piękny dzień.
niedziela, 20 marca 2011
sucka for love
Korzystam z fakty, że jeszcze przez dwie godzinki mamy niedzielę, a w tygodniu ciężko u mnie z czasem na dłuższe skrobanie czy tam stukanie w klawiaturę.
Ostatnia niedziela była mega słoneczna i spędziłam ją z moją Justynką i z Łukaszem. Park, kebab, lody, spacer itp :-) Pogoda była iście wiosenna, czego brakuje mi przez ostatnie dni, które myślę, że mocno mnie rozczarowały. I po co ten śnieżek tutaj ? Przecież było już tak dobrze.
W parku za Pałacem Branickich jakaś para, z ciekawą osobowością (co wywnioskowałam po zachowaniu i wyglądzie ) puszczała ogromne bańki. Dookoła zebrało się mnóstwo ludzi, nie tylko rodziców z dziećmi. Jak bezinteresownym i dobrym człowiekiem trzeba być, żeby swoje niedzielne popołudnie spędzić na puszczanie dzieciom baniek. To oczywiste, że robią to z czystej przyjemności, bo nie zarabiają na tym żadnych pieniędzy. Widać było, że sprawiało im to na prawdę dużo frajdy. Mi też.
Dzisiejsza niedziela w porównaniu do ostatniej była dość leniwa. Fakt faktem - wstałam o 8 rano, żeby pouczyć się dendrologii, ale zamiast tego pochłonęła mnie lektura " Dlaczego mężczyźni ....". Dwie godziny później zadzwoniła do mnie moja A. z którą mieszkam, że przyjadą z nią rodzice na kawę. Moje pierwsze słowa : A. muszę kończyć ! Pierwsza myśl: O fak!. No dobra - wczoraj coś niecoś ruszyło mnie na sprzątanie, było schludnie, ale błyszczeć raczej nie błyszczało. Niesamowite jest, że rzeczy które przeważnie robię 3 godziny z adrenaliną we krwi zajmują mi skondensowany czas ok 20 minut. Latam jak oszalała z mopem, odkurzaczem, ścierką i innymi gadżetami perfekcyjnej pani domu ;P. Po jakimś tam czasie sytuacja była opanowana.
Miałam dziś w planach grilla pod naszym studiem, ale moje dziewczyny z grupy rozchorowały się i jakoś nie miałam ochoty, lub po prostu odwagi pójść na spontanie i pogadać z ludźmi, z którymi wcześniej nie wymieniłam nawet spojrzenia, nie mówiąc już o zdaniu :-). Może jeszcze kiedyś trafi mi się okazja... Wiem, głupia jestem, czasami za mało mam w sobie spontaniczności i pewności siebie. Tylko kiedy tańczę taka jestem. Apropo tańca, to dodaję filmik nakręcony na naszym treningu, kocham tą choreo i kawałek też :)
A jak moja dendrologia ? Kuleje, i to bardzo !
A więc Ciao moi mili
Ostatnia niedziela była mega słoneczna i spędziłam ją z moją Justynką i z Łukaszem. Park, kebab, lody, spacer itp :-) Pogoda była iście wiosenna, czego brakuje mi przez ostatnie dni, które myślę, że mocno mnie rozczarowały. I po co ten śnieżek tutaj ? Przecież było już tak dobrze.
W parku za Pałacem Branickich jakaś para, z ciekawą osobowością (co wywnioskowałam po zachowaniu i wyglądzie ) puszczała ogromne bańki. Dookoła zebrało się mnóstwo ludzi, nie tylko rodziców z dziećmi. Jak bezinteresownym i dobrym człowiekiem trzeba być, żeby swoje niedzielne popołudnie spędzić na puszczanie dzieciom baniek. To oczywiste, że robią to z czystej przyjemności, bo nie zarabiają na tym żadnych pieniędzy. Widać było, że sprawiało im to na prawdę dużo frajdy. Mi też.
Dzisiejsza niedziela w porównaniu do ostatniej była dość leniwa. Fakt faktem - wstałam o 8 rano, żeby pouczyć się dendrologii, ale zamiast tego pochłonęła mnie lektura " Dlaczego mężczyźni ....". Dwie godziny później zadzwoniła do mnie moja A. z którą mieszkam, że przyjadą z nią rodzice na kawę. Moje pierwsze słowa : A. muszę kończyć ! Pierwsza myśl: O fak!. No dobra - wczoraj coś niecoś ruszyło mnie na sprzątanie, było schludnie, ale błyszczeć raczej nie błyszczało. Niesamowite jest, że rzeczy które przeważnie robię 3 godziny z adrenaliną we krwi zajmują mi skondensowany czas ok 20 minut. Latam jak oszalała z mopem, odkurzaczem, ścierką i innymi gadżetami perfekcyjnej pani domu ;P. Po jakimś tam czasie sytuacja była opanowana.
Miałam dziś w planach grilla pod naszym studiem, ale moje dziewczyny z grupy rozchorowały się i jakoś nie miałam ochoty, lub po prostu odwagi pójść na spontanie i pogadać z ludźmi, z którymi wcześniej nie wymieniłam nawet spojrzenia, nie mówiąc już o zdaniu :-). Może jeszcze kiedyś trafi mi się okazja... Wiem, głupia jestem, czasami za mało mam w sobie spontaniczności i pewności siebie. Tylko kiedy tańczę taka jestem. Apropo tańca, to dodaję filmik nakręcony na naszym treningu, kocham tą choreo i kawałek też :)
A jak moja dendrologia ? Kuleje, i to bardzo !
A więc Ciao moi mili
sobota, 19 marca 2011
pasje
Wczorajszy wieczór był na prawdę udany, przekozak. Nie miałam całkowicie na niego ochotę, chciałam go spędzić w domowych pieleszach pod kocem, ale Justyśka mnie usilnie wyciągnęła hasłem "nie pierdol, szykuj się". Mały Before w Aprtamentach Papieskich na Stołecznej. Następnie pojechaliśmy w 8mkę na kręgle. Rozdzieliliśmy się na dwie taksy. Hanys pomagał kierowcy prowadzić, bo ten załapał naszą głupią fazę i śmiał się że jest po spożyciu :-) Ponadto chcieliśmy dojechać za piątaka ;P. Wiecie bajer - że jesteśmy z małego miasta i że u nas można za tyle całe miasto objechać wzdłóż i wszerz. Zapłaciliśmy 5,80 hehe. Weszliśmy do Hula Kula. ( co za nazwa :-) ?) Dali nam super czadowe buty, w których nie poszłabym nawet kopać ziemniaków. Ale spokojnie - nie jesteśmy jakimiś damulami, co "sobie rąk nie ubrudzą", prawda? Ogólnie ja i Justyśka grałyśmy pierwszy raz w życiu, więc wyglądało to dość komicznie z perspektywy drugiej osoby. Wybrałyśmy sobie najładniejszą - i zarazem najlżejszą różową kulę nr 8. Żałuję bardzo tego, że nie miałam przy sobie aparatu, bo wieczór był na prawdę epicki i należałoby go uwiecznić. Uwaga, uwaga, proszę odsunąć się od toru, komu życie miłe:) Natalia rzuca. Bałam się, że potoczę się razem z kulą, ale tak jednak się nie stało;P. Ula odstawiała za każdym razem taniec pupką, Hanys robił swoje Flinstonowe kroczki, a ja ? A ja rzucałam/turlałam/toczyłam kulę i od razu odwracałam się, żeby nie widzieć mojej porażki. Aczkolwiek kilka razy udało mi się zbić wszystkie oprócz jednej, piszę tak - bo sama nie wiem ile ich jest :D
Potem poszliśmy do Tunelu, piwko piwko. Bardzo dużo ludzi, ciasto. Parkiet był praktycznie pusty, w odróżnieniu od Loftowego, który kocham:-) Dwie piosenki z Bakiem na praktycznie pustym parkiecie. Zawsze mam na to wywalone, tutaj nikt mnie nie zna, poza tym w moim rodzinnym mieście seksu i biznesu też raczej się nie wstydzę.
Ostatnim przystankiem wieczoru, a raczej nocy, było Metro. Drumandbejsowe podziemne królestwo. Raj dla smakoszy dupstepów i innych rzeczy o których ja nie mam bladego pojęcia. Mega klimat i mega ludzie:-) Był nawet koleś w białym fartuchu - i postanowiłyśmy z Justą, że my też nasze musimy kiedyś wziąć:) Koleś udawał, że to kaftan bezpieczeństwa, nie wiem co brał, ale miło było na niego popatrzeć i pośmiać się:-). Jedynym minusem, który szybko dał mi się we znaki były krzesełka i kanapy barowe, które zaczynały się mniej więcej na wysokości mojego biustu. Nie powiem, że nie sprawiało mi to delikatnych trudności, które były spowodowane raczej brakiem sportowego obuwia, niż alkoholem we krwi. Właśnie. Już nigdy żadnych eleganckich butów na obcasie na kluby, moje adidasy są niezastąpione.
Rano obudziłam się z delikatnym bólem głowy. Kac. Chociaż po powrocie przed 4 robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby nawodnić mój organizm. Nawodnić? Nie wiem, nie jestem nawet pewna czy takie słowo istnieje, ale nie ważne. Sąsiedzi z pewnością kochają mnie za kąpiele i pranie o 4 w nocy. Poza tym - moja klatka jest fenomenalna, mieszkam tu pół roku, i stwierdzam, że to jakaś klatka dla osiedlowym mentów. Drzwi można otworzyć każdym płaskim kluczem, bo zamek się obraca. Więc chłopcy piją sobie u mnie na klatce. W sumie nie specjalnie by mi to przeszkadzało, gdyby nie fakt, że mieszkam na parterze, a mój pokój od klatki oddziela ściana o wątpliwej grubości. I co ja zrobię :-)? Nie jestem wredną pipą, niech sobie piją, póki mi to jakoś bardziej nie przeszkadza, do drzwi mi się nie dobijają. Może kiedyś wyjdę do nich w kapciach i wypiję z nimi:P
Ogólnie w planach miałam obraz i dendrologię, ale wciągnął mnie film "Beat Streat", o którym napiszę szerzej w niedalekiej przyszłości. Przebrałam się w dres, i na kolanach sprzątałam moje małe, nie tak super już błyszczące królestwo.
Tak tu cicho... nawet jeżeli muzyka jest na full. Tylko moje chomiki mnie rozumieją bez słów.
Dziś napisał do mnie On. Takie pisanie o wszystkim i o niczym, ale już nie boli, nie tak jak wcześniej. Do wielu spraw nabrałam dystansu i ochłonęłam, choć przyznam bywają dni, że mam ochotę stłuc cały serwis Heleny i drzeć się w poduszkę. Nie wiem co mi jest. Mam ciągłą huśtawkę nastrojów, być może jest to związane ze stresem i pośpiechem w jakim żyję. Muszę ogarniać uczelnie, treningi, dom, wkrótce także pracę.
Wieczór spędziłam oglądając "Must be the music". Mam tylko Polsat, więc ciężko mi powiedzieć, czy ten czas poświęciłabym na jakiś inny program. Ogólnie nie oglądam telewizji, bo mózg mi się od tego lasuje. Wszystko co puszczają w mediach, trzeba przemaglować i przefiltrować, żeby nie zrobiła nam się przysłowiowa "woda z mózgu". Ale do rzeczy... popłakałam się jak jakaś dziewczyna śpiewała "This is war", 30 seconds to Mars. Nie wiem czy to przez piosenkę, która jest cudna, przez klip z fragmentami "Bękartów wojny" czy przez tą sekundę, kiedy zobaczyłam, jak jej ojciec się wzruszył po czterech TAK. Był dumny. Nie pamiętam kiedy moja mama widziała mnie ostatnio tańczącą...
Ja czegoś takiego nigdy nie zobaczę. Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że w moim życiu marzenia nie mogą być priorytetem. W moim życiu priorytetem ciągle są i zapewne będą pieniądze. Fakt - na studiach trochę się rozchulałam, nie wiem czy to efekt psa spuszczonego ze smyczy. Ale po prostu miałam dość wrażenia, że ciągle się ograniczam, że siedzę w domu przed komputerem, że coś mnie omija. Chciałam w końcu żyć bez ograniczeń, w sensie - nie że bez ograniczeń na karcie. W sensie takim, żeby robić to, o czym się marzy. A do tego potrzeba czasem środków finansowych - i nie mów mi, że nie. Najprostszy przykład, z mojego życia - raczej nigdy nie dorównasz tancerzom, którzy szkolą się za granicą pod okiem najlepszych choreografów. Już teraz się o tym przekonałam, jak bardzo wzrosły moje umiejętności. Chociaż tańcząc w moim mieście, uważałam swój poziom za OK. Ale przy zderzeniu się z ludźmi, który codziennie tyle tańczą, w dodatku różnorodne style jestem zerem. Albo byłam, bo jest coraz lepiej.
Tańczyć tańczyłam całe swoje dotychczasowe życie, ale w mojej rodzinie nikt chyba nie bierze tego serio. Tylko nie wiem dlaczego. Ja nie wiążę z tym swojej kariery zawodowej, ale mam tą świadomość, że bez tego nie byłabym tą osobą, którą jestem dzisiaj. Nie byłabym odważna, spontaniczna, przebojowa. Byłabym szarą, zakompleksioną Natalką. Kiedy tańczę nie myślę o jakichś bzdetach, o tym, że ktoś mnie tam nie lubi, nie kocha, że mam kolokwium, że w portfelu mam 5 groszy. To się wtedy nie liczy.
Ja chcę pojechać na Rytm Ulicy.... tak bardzo cholernie tego pragnę! Bo w lato być może Anglia, potem Włochy albo jakieś inne państwo, które sobie wybiorę, a potem to już będzie za późno na jeżdzenie i startowanie w zawodach.( W ogóle, to nie mam zielonego pojęcia jak poszedł mi Erasmus, bo zapomniałam skreślić nie wyrażam zgody na opublikowanie moich wyników w internecie. Damn! )
Nie chcę się obudzić z 30tką na karku, i stwierdzić że nie robiłam w życiu nic, prócz uczenia się. To byłoby takie beznadziejne. Życie bez pasji. Spanie, jedzenie, nauka/praca, jedzenie, spanie. Nie jestem jakiś chomikiem, psem. Chcę mieć jakieś zajęcia oprócz kształcenia się i załatwiania czysto fizjologicznych spraw. Bo to ostatni czas na spełnianie marzeń, na życie na pełnym wydechu. Potem będzie trzeba udawać dojrzałą, dorosłą, i stąpać twardo po ziemi, zamiast mieć głowę w chmurach.
Chcę żyć, a nie udawać, że żyję !
Potrzebuję wsparcia, i bycia dumnym ze mnie. Tylko kto mi to zapewni ?
Chcę czegoś więcej od tego bardzo często gównianego życia.'
30 SECONDS TO MARS - THIS IS WAR. MP3
Potem poszliśmy do Tunelu, piwko piwko. Bardzo dużo ludzi, ciasto. Parkiet był praktycznie pusty, w odróżnieniu od Loftowego, który kocham:-) Dwie piosenki z Bakiem na praktycznie pustym parkiecie. Zawsze mam na to wywalone, tutaj nikt mnie nie zna, poza tym w moim rodzinnym mieście seksu i biznesu też raczej się nie wstydzę.
Ostatnim przystankiem wieczoru, a raczej nocy, było Metro. Drumandbejsowe podziemne królestwo. Raj dla smakoszy dupstepów i innych rzeczy o których ja nie mam bladego pojęcia. Mega klimat i mega ludzie:-) Był nawet koleś w białym fartuchu - i postanowiłyśmy z Justą, że my też nasze musimy kiedyś wziąć:) Koleś udawał, że to kaftan bezpieczeństwa, nie wiem co brał, ale miło było na niego popatrzeć i pośmiać się:-). Jedynym minusem, który szybko dał mi się we znaki były krzesełka i kanapy barowe, które zaczynały się mniej więcej na wysokości mojego biustu. Nie powiem, że nie sprawiało mi to delikatnych trudności, które były spowodowane raczej brakiem sportowego obuwia, niż alkoholem we krwi. Właśnie. Już nigdy żadnych eleganckich butów na obcasie na kluby, moje adidasy są niezastąpione.
Rano obudziłam się z delikatnym bólem głowy. Kac. Chociaż po powrocie przed 4 robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby nawodnić mój organizm. Nawodnić? Nie wiem, nie jestem nawet pewna czy takie słowo istnieje, ale nie ważne. Sąsiedzi z pewnością kochają mnie za kąpiele i pranie o 4 w nocy. Poza tym - moja klatka jest fenomenalna, mieszkam tu pół roku, i stwierdzam, że to jakaś klatka dla osiedlowym mentów. Drzwi można otworzyć każdym płaskim kluczem, bo zamek się obraca. Więc chłopcy piją sobie u mnie na klatce. W sumie nie specjalnie by mi to przeszkadzało, gdyby nie fakt, że mieszkam na parterze, a mój pokój od klatki oddziela ściana o wątpliwej grubości. I co ja zrobię :-)? Nie jestem wredną pipą, niech sobie piją, póki mi to jakoś bardziej nie przeszkadza, do drzwi mi się nie dobijają. Może kiedyś wyjdę do nich w kapciach i wypiję z nimi:P
Ogólnie w planach miałam obraz i dendrologię, ale wciągnął mnie film "Beat Streat", o którym napiszę szerzej w niedalekiej przyszłości. Przebrałam się w dres, i na kolanach sprzątałam moje małe, nie tak super już błyszczące królestwo.
Tak tu cicho... nawet jeżeli muzyka jest na full. Tylko moje chomiki mnie rozumieją bez słów.
Dziś napisał do mnie On. Takie pisanie o wszystkim i o niczym, ale już nie boli, nie tak jak wcześniej. Do wielu spraw nabrałam dystansu i ochłonęłam, choć przyznam bywają dni, że mam ochotę stłuc cały serwis Heleny i drzeć się w poduszkę. Nie wiem co mi jest. Mam ciągłą huśtawkę nastrojów, być może jest to związane ze stresem i pośpiechem w jakim żyję. Muszę ogarniać uczelnie, treningi, dom, wkrótce także pracę.
Wieczór spędziłam oglądając "Must be the music". Mam tylko Polsat, więc ciężko mi powiedzieć, czy ten czas poświęciłabym na jakiś inny program. Ogólnie nie oglądam telewizji, bo mózg mi się od tego lasuje. Wszystko co puszczają w mediach, trzeba przemaglować i przefiltrować, żeby nie zrobiła nam się przysłowiowa "woda z mózgu". Ale do rzeczy... popłakałam się jak jakaś dziewczyna śpiewała "This is war", 30 seconds to Mars. Nie wiem czy to przez piosenkę, która jest cudna, przez klip z fragmentami "Bękartów wojny" czy przez tą sekundę, kiedy zobaczyłam, jak jej ojciec się wzruszył po czterech TAK. Był dumny. Nie pamiętam kiedy moja mama widziała mnie ostatnio tańczącą...
Ja czegoś takiego nigdy nie zobaczę. Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że w moim życiu marzenia nie mogą być priorytetem. W moim życiu priorytetem ciągle są i zapewne będą pieniądze. Fakt - na studiach trochę się rozchulałam, nie wiem czy to efekt psa spuszczonego ze smyczy. Ale po prostu miałam dość wrażenia, że ciągle się ograniczam, że siedzę w domu przed komputerem, że coś mnie omija. Chciałam w końcu żyć bez ograniczeń, w sensie - nie że bez ograniczeń na karcie. W sensie takim, żeby robić to, o czym się marzy. A do tego potrzeba czasem środków finansowych - i nie mów mi, że nie. Najprostszy przykład, z mojego życia - raczej nigdy nie dorównasz tancerzom, którzy szkolą się za granicą pod okiem najlepszych choreografów. Już teraz się o tym przekonałam, jak bardzo wzrosły moje umiejętności. Chociaż tańcząc w moim mieście, uważałam swój poziom za OK. Ale przy zderzeniu się z ludźmi, który codziennie tyle tańczą, w dodatku różnorodne style jestem zerem. Albo byłam, bo jest coraz lepiej.
Tańczyć tańczyłam całe swoje dotychczasowe życie, ale w mojej rodzinie nikt chyba nie bierze tego serio. Tylko nie wiem dlaczego. Ja nie wiążę z tym swojej kariery zawodowej, ale mam tą świadomość, że bez tego nie byłabym tą osobą, którą jestem dzisiaj. Nie byłabym odważna, spontaniczna, przebojowa. Byłabym szarą, zakompleksioną Natalką. Kiedy tańczę nie myślę o jakichś bzdetach, o tym, że ktoś mnie tam nie lubi, nie kocha, że mam kolokwium, że w portfelu mam 5 groszy. To się wtedy nie liczy.
Ja chcę pojechać na Rytm Ulicy.... tak bardzo cholernie tego pragnę! Bo w lato być może Anglia, potem Włochy albo jakieś inne państwo, które sobie wybiorę, a potem to już będzie za późno na jeżdzenie i startowanie w zawodach.( W ogóle, to nie mam zielonego pojęcia jak poszedł mi Erasmus, bo zapomniałam skreślić nie wyrażam zgody na opublikowanie moich wyników w internecie. Damn! )
Nie chcę się obudzić z 30tką na karku, i stwierdzić że nie robiłam w życiu nic, prócz uczenia się. To byłoby takie beznadziejne. Życie bez pasji. Spanie, jedzenie, nauka/praca, jedzenie, spanie. Nie jestem jakiś chomikiem, psem. Chcę mieć jakieś zajęcia oprócz kształcenia się i załatwiania czysto fizjologicznych spraw. Bo to ostatni czas na spełnianie marzeń, na życie na pełnym wydechu. Potem będzie trzeba udawać dojrzałą, dorosłą, i stąpać twardo po ziemi, zamiast mieć głowę w chmurach.
Chcę żyć, a nie udawać, że żyję !
Potrzebuję wsparcia, i bycia dumnym ze mnie. Tylko kto mi to zapewni ?
Chcę czegoś więcej od tego bardzo często gównianego życia.'
30 SECONDS TO MARS - THIS IS WAR. MP3
piątek, 18 marca 2011
weekendos
Jeszcze tylko jeden wf dzieli mnie od weekendu. Mam taki plan, że weekend czuć u mnie już w czwartek. Wczoraj było słonecznie, ale nie obyło się bez bezlitosnego wiatru. Na rzeźbie było ok, powoli kończymy projekty i za dwa tygodnie zaczynamy. Z niechęcią szykowałam się na te zajęcia, obawiałam się najzwyczajniej tego, że po pobłażliwej P. Ani mogę dostać szoku przy spotkaniu twarzą w twarz z artys,tą na którego wystawie byłam. Do ostatniej chwili czekałam z oddaniem szkiców oraz na poddanie się krytyce. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Ciężko porównać rysunek z rzeźbą, bo odbywa się na różnych płaszczyznach, ale trochę krytyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a przeciwnie - zmobilizowało do ciężkiej pracy.
Moje plany na zbliżający się wielkimi krokami weekend są bliżej nieokreślone. W zarysie jest jako taka domówka, ale zobaczymy, co wyjdzie w praniu. W poniedziałek byłam bliska szaleństwa, bo byłam szalenie rozczarowana faktem, że koncert Ostrego został odwołany ;/ ..
Wczoraj sprzątałam swoją szafę z wszystkimi olejami, akrylami, pastelami itp. I stwierdziłam, że mam tyle zajebistych rzeczy, na które wydałam górę pieniędzy i nie robię z nich żadnego pożytku. Dlatego też postanowiłam, że w ramach weekendowego relaksu w końcu coś stworzę.
Dziś czeka mnie trochę załatwiania, bo okazało się, że zajęcia z wyższego poziomu angola kolidują mi z okresowo przeniesionym gleboznawstwem.... Apropo, ostatnio ręką, podkreślam RĘKĄ ! musiałyśmy mieszać wodę z piaskiem (takie błotko). Stwierdziłam, że w dzieciństwie nie było to nic strasznego, ręki nie urywało, i było w dodatku czasem dość zabawne. Odważyłam się pierwsza, ale z faktu, że dłoń mam bardzo małą połowa mi wyleciała. Na szczęście pomyślałam o tym i swoje marne próby wykonywałam nad zlewem;P
Moje plany na zbliżający się wielkimi krokami weekend są bliżej nieokreślone. W zarysie jest jako taka domówka, ale zobaczymy, co wyjdzie w praniu. W poniedziałek byłam bliska szaleństwa, bo byłam szalenie rozczarowana faktem, że koncert Ostrego został odwołany ;/ ..
Wczoraj sprzątałam swoją szafę z wszystkimi olejami, akrylami, pastelami itp. I stwierdziłam, że mam tyle zajebistych rzeczy, na które wydałam górę pieniędzy i nie robię z nich żadnego pożytku. Dlatego też postanowiłam, że w ramach weekendowego relaksu w końcu coś stworzę.
Dziś czeka mnie trochę załatwiania, bo okazało się, że zajęcia z wyższego poziomu angola kolidują mi z okresowo przeniesionym gleboznawstwem.... Apropo, ostatnio ręką, podkreślam RĘKĄ ! musiałyśmy mieszać wodę z piaskiem (takie błotko). Stwierdziłam, że w dzieciństwie nie było to nic strasznego, ręki nie urywało, i było w dodatku czasem dość zabawne. Odważyłam się pierwsza, ale z faktu, że dłoń mam bardzo małą połowa mi wyleciała. Na szczęście pomyślałam o tym i swoje marne próby wykonywałam nad zlewem;P
czwartek, 17 marca 2011
million dollar bill
Whitney Houston - Million dollar bill.mp3
Moje huśtawki na prawdę mnie zaskakują.
Hormony powiadają ;-)
Raz chce mi się płakać, raz tańczyć i skakać na mojej marnej jakości studenckiej kanapie.
Poczytałam "Zołzy..." i przesłałam się.
Obudził mnie kawałek "Million dollar bill" i jestem jak nowa.
Mnie nikt nie kocha, ale co to szkodzi?
Są dni kiedy nikt i nic nie jest mi potrzebne do szczęścia :-)
Czuję wiosnę w płucach. Będzie dobrze
Moje huśtawki na prawdę mnie zaskakują.
Hormony powiadają ;-)
Raz chce mi się płakać, raz tańczyć i skakać na mojej marnej jakości studenckiej kanapie.
Poczytałam "Zołzy..." i przesłałam się.
Obudził mnie kawałek "Million dollar bill" i jestem jak nowa.
Mnie nikt nie kocha, ale co to szkodzi?
Są dni kiedy nikt i nic nie jest mi potrzebne do szczęścia :-)
Czuję wiosnę w płucach. Będzie dobrze
If he makes you feel like a million dollar bill
Say ooooo oooooh :-) !
słońce w sercu
w takie piękne słoneczne dni jak dzisiaj tęsknię za Tobą, całym sercem.
to była nasza wiosna i nasze lato.
byliśmy tacy szaleni, tacy cali dla siebie.
zapach lata
to była nasza wiosna i nasze lato.
byliśmy tacy szaleni, tacy cali dla siebie.
zapach lata
piątek, 11 marca 2011
leniwy piątek
Znowu byłam w Empiku, i nie wyszłam z pustymi rękoma.
Czy oni nie mają jakieś karty stałego klienta ze zniżkami :)?
Projekt wyszedł cudownie, jutro zostało mi jeszcze tylko zrobić przekrój ogrodu.
Rośliny ekspansywne....Pną się na sam szczyt, do blasku słońca, nawet kosztem innych mniejszych, skromniejszych roślin...Zabierają całą przestrzeń życiową, kładąc cień na pozostałe gatunki. Co gorsza, często rywalizują także z własnym gatunkiem...Są kształtowane, zadbane...chcą górować nad zdziczałymi osobnikami. Kuszą pięknymi owocami i barwnymi kwiatami i ich zapachem. A w środku...a widzisz w środku są takie same... ksylem i floem.
Nie jest to bynajmniej rozprawa o roślinach.
Klip mojego mistrza
Eldo - Jam
Czy oni nie mają jakieś karty stałego klienta ze zniżkami :)?
Projekt wyszedł cudownie, jutro zostało mi jeszcze tylko zrobić przekrój ogrodu.
Rośliny ekspansywne....Pną się na sam szczyt, do blasku słońca, nawet kosztem innych mniejszych, skromniejszych roślin...Zabierają całą przestrzeń życiową, kładąc cień na pozostałe gatunki. Co gorsza, często rywalizują także z własnym gatunkiem...Są kształtowane, zadbane...chcą górować nad zdziczałymi osobnikami. Kuszą pięknymi owocami i barwnymi kwiatami i ich zapachem. A w środku...a widzisz w środku są takie same... ksylem i floem.
Nie jest to bynajmniej rozprawa o roślinach.
Klip mojego mistrza
Eldo - Jam
fallin
Mike Posner - Falling. mp3
Tydzień minął bardzo szybko, ale ogrom nauki jaką po sobie zostawił załamał mnie.
Może nie tyle nauki - co projektów.
Projekt na projektowanie, na budownictwo ogrodowe miaaaazga :-)
Treningi... ?
Coraz ciężej, ale coraz lepiej sobie radzę.
Będzie dobrze.
Mike Posner <3
Tydzień minął bardzo szybko, ale ogrom nauki jaką po sobie zostawił załamał mnie.
Może nie tyle nauki - co projektów.
Projekt na projektowanie, na budownictwo ogrodowe miaaaazga :-)
Treningi... ?
Coraz ciężej, ale coraz lepiej sobie radzę.
Będzie dobrze.
Mike Posner <3
wtorek, 8 marca 2011
a jednak
a jednak. jeden telefon i odrobinkę cieplej w sercu.
albo żaden albo dwóch. lol
if you think im commin back dont hold your breathe
Ogólnie na uczelni ostry zapieprz. Na treningach to samo.
Przeniosłam się na wyższy poziom z angola, do innego roku.
Liczę na większą ilość chłopaków niż na moim kierunku ( czterech ) :-)
Zapisałyśmy się we czwórkę na Erasmusa,
Panie Boże jak zdam to jadę do Włoch.:-) !
Na wtorek projekt działki z zagospodarowanym ogrodem.
W sumie to właśnie chciałam robić, więc nie ma co narzekać.
Przeraża mnie fakt, że jutro z treningu wrócę po 21, a jeszcze czekają mnie szkice
rzeźby na czwartek. Miodzio.
Naszym zadaniem jest zaprojektowanie i wykonanie pionków do szachów o wysokości ok. 1m
Z jednej strony czad, z drugiej delikatnie mnie to przeraża.
A najbardziej połączenie złośliwie skrzypiącego styropianu i gipsu.
Wydumałam sobie że zrobię króla lub królową.
I pierwsze co przyszło mi na myśl - Madonna lub MJ.
Bo kiedy o nich pomyślimy od razu nasuwa się myśl " król/królowa popu"
W ostateczności może zmienię projekt bo mnie to przerośnie.
Jutro przyjdą nowe podręczniki z angola,
a Dendrologia Senety ma ponoć stać się moją biblią.
Lol.... moje życie prywatne zakończyło się w momencie rozpoczęcia dendrologii...
albo żaden albo dwóch. lol
if you think im commin back dont hold your breathe
Ogólnie na uczelni ostry zapieprz. Na treningach to samo.
Przeniosłam się na wyższy poziom z angola, do innego roku.
Liczę na większą ilość chłopaków niż na moim kierunku ( czterech ) :-)
Zapisałyśmy się we czwórkę na Erasmusa,
Panie Boże jak zdam to jadę do Włoch.:-) !
Na wtorek projekt działki z zagospodarowanym ogrodem.
W sumie to właśnie chciałam robić, więc nie ma co narzekać.
Przeraża mnie fakt, że jutro z treningu wrócę po 21, a jeszcze czekają mnie szkice
rzeźby na czwartek. Miodzio.
Naszym zadaniem jest zaprojektowanie i wykonanie pionków do szachów o wysokości ok. 1m
Z jednej strony czad, z drugiej delikatnie mnie to przeraża.
A najbardziej połączenie złośliwie skrzypiącego styropianu i gipsu.
Wydumałam sobie że zrobię króla lub królową.
I pierwsze co przyszło mi na myśl - Madonna lub MJ.
Bo kiedy o nich pomyślimy od razu nasuwa się myśl " król/królowa popu"
W ostateczności może zmienię projekt bo mnie to przerośnie.
Jutro przyjdą nowe podręczniki z angola,
a Dendrologia Senety ma ponoć stać się moją biblią.
Lol.... moje życie prywatne zakończyło się w momencie rozpoczęcia dendrologii...
sobota, 5 marca 2011
lovin you is killin me
Loving you, is killing me
When you know it should be thrilling me
wszystko wydaje się takim banałem, kiedy twardo stąpa się po ziemi
i rozdaje się karty. bo nie dam się już ustawiać z kąta w kąt.
i Ty też nie daj się.
o ile zabawniej jest, kiedy to Ty trzymasz ster, nie on :-).
zaczyna się głowić, dwoić, troić i tak dalej,
to miłe :-)
i śmieszne.
weekend z mamą !
empatia
Zaczął się drugi semestr na PB. Nowe przedmioty, nowe twarze, kilka osób mniej.
Nowe zapotrzebowanie na rzeczy z Pastela.
Jeżeli idziesz na architekturę - przygotuj się, że meeega dużo kasy idzie na rzeczy w sklepie plastycznym.
Podkreślam mega.
I tak oto w jeden, dwa dni można lekką ręką wydać 200zł.
Jak woda. Ale nie o tym chciałam pisać - chociaż w sumie, może i o tym.
Obrazuje to jak w pięć minut można wydać monstrualną sumę pieniędzy. Ale do rzeczy...
Szłam sobie ulicą Białówny w stronę placu Kościuszki. Ludzi jak mrówek, dookoła witryny sklepów.
Przecena -70%, -50%, - 40%. Z 349 zł na 299. Hehehe.
Jak zwykle miałam na uszach słuchawki i słuchałam muzy najgłośniej jak się dało.
Świat był dla mnie taki jakiś rozmazany, niewyraźny.
Widziałam tylko swój punkt docelowy i parłam przed siebie.
Wdychałam to miasto, i jakieś niezbyt mroźne powietrze.
Śpieszyłam się na trening.
Nagle coś mnie ciągnie za rękach.
Dziewczyna.
Zdjęłam słuchawki, myślałam że zapyta o drogę czy coś?
-Kupisz mi coś do jedzenia ?
- [ Jejku, mam z 2 złote w portfelu] Tak, Boże oczywiście chodź do sklepu.
Dopiero zobaczyłam jak wygląda. Niziutka. Nie wiem czy starsza ode mnie czy młodsza. Trudno mi to określić, bo jest brudna na twarzy. Wygląda na grubiutką, bo ma tyle warstw odzieży na sobie, że zrobiła się z niej piłeczka.
- Jak masz na imię ?
- Agnieszka.
Zaczęła opowiadać mi o swoim życiu, życiu- jakiekolwiek by nie było.
Ścisnęło mi żołądek.
- Wiesz, mi jest strasznie głupio. Chciałabym iść do pracy, ale z takim wyglądem nikt mnie nie weźmie. Ludzie myślą, że ja chcę pieniędzy - a ja chcę tylko coś zjeść. Wszyscy myślą, że ja pijaczka albo narkomanka. Zmarli mi rodzice w wypadku, nie miałam płacić z czego za mieszkanie i mnie wywalili.
- To gdzie teraz śpisz?
- Czasami uda się w schronisku, czasami nie.
Wzięłam ją do jakiegoś marketu i mówię : bierz co chcesz.
Pomyślałam sobie, że i tak wydałabym to na kosmetyki albo na jakieś niepotrzebne szmaty.
Czasem zachowujemy się jak rozpieszczone gówniary. Przynajmniej ja. Wszystko jest mi potrzebne, wszystko. Ja wiem, że posiadanie to bardzo przyjemna rzecz. Nigdy przed studiami nie wywalałam tyle kasy, co teraz. Tym bardziej, że za dużo jej nie mam. Ale jestem jak pies spuszczony ze smyczy. I nie - nie, nie uważam się jeszcze za dorosłą, bo nie potrafię się ograniczyć i racjonalnie zarządzać portfelem.
Wzięła chleb, patrzy na mnie i mówi
- Dziękuję.
- Chyba żartujesz, mówiłam, bierz to, na co masz ochotę.
- Na prawdę ?
- Na prawdę.
Jest trochę niepewna, przed każdym wyborem patrzy na mnie z niepewnością.
- Bierz.
Chciałam jej pomóc, chociaż w taki sposób. Bo nie mam żadnej mocy w swoich rękach, by pomóc jej bardziej. Ekspedientki patrzyły się na mnie jak na debilkę. No to patrzcie się i uczcie jebane suki miłosierdzia. To nie była litość. Widziałam, że po naszym wyjściu otworzyły drzwi na oścież. Rozumiem - nie pachniało od niej najpiękniej - ale mogły zrobić to bardziej dyskretnie.
Stoimy na chodniku, ja nie wiem co powiedzieć.
Mówię - Aga masz telefon?
- Nie e.
- Słuchaj, ja tutaj przechodzę codziennie przeważnie o tej samej godzinie,
zawsze mam te słuchawki. Jak zobaczysz mnie to goń mnie, zawsze Ci pomogę chociaż w taki sposób.
Szczerze, chciałam wziąć ją do domu, zrobić ciepłej herbaty, zupy, kotleta. Dać jej się wykąpać. Wybrać jej coś z mojej szafy. Ale Arlety nie było w domu, a ja musiałam iść na trening. Powiecie - wybrała trening. Tak, wybrałam trening bo najzwyczajniej w świecie mamy limit nieobecności do czerwca, i jak je przekroczysz, to wywalą. Nie miałam nawet na czym napisać jej adresu.
Dziewczyna się rozpłakała, powiedziała, że życzy mi powodzenia w życiu i że będzie się modliła za mnie.
Uścisnęłam jej rękę i uśmiechnęłam się.
- Powodzenia Aga, i uważaj na siebie.
Odwróciłam się na pięcie, i ciekły mi łzy. Poczułam jakieś ciepło w moim sercu, to jest chyba ta cała miłość do drugiego człowieka. Przez nią poczułam się, że może jestem lepsza. To w ogóle inne uczucie niż miłość między chłopakiem a dziewczyną, nad której istnieniem ostatnio bardzo dużo rozmyślałam.
Nagle z tego rozmazanego świata, zaczęłam dostrzegać jednostki. Lód w moim sercu stopniał i nagle zrozumiałam, że to przecież ludzie, nie roboty bez uczuć. Wiadomo - są ludzie dobrzy i są ludzie którym w życiu się nie udało. Pieniędzy do ręki nigdy nie daję - nie mogę patrzeć na ludzi, którzy siedzą na chodniku, Mężczyzna ma napisane, że potrzebuje pieniędzy na operację nóg i nie może chodzić. Tego samego dnia po południu, w Dzień Zaduszny, widzę go jak ma kule pod pachą i przemierza 3km drogę z centrum na cmentarz, żeby tam wyciagać pieniądze.
Takich kobiet też wiele widziałam, najgorsze - że żeby wzbudzić litość biorą ze sobą dzieci. A wiecie co jest najśmieszniejsze? Ponoć zbierają na jedzenie, ale jak kupisz im bułkę to potrafią rzucić nią w Ciebie. Często bywa tak, że one po prostu mają nad sobą jakiegoś, że tak to ujmę "zwierzchnika" który potem im to zabiera.
Mówią
- idź do pracy.
Ale powiedzcie mi, kto takie Pruczka weźmie do pracy ?
Co jakiś czas zabierają go do jakiegoś ośrodka każą się mu myć itp.
Ale to jest na prawdę raz na jakiś czas.
A kto da pracę osobie, która tak wygląda? Nie oszukujmy się, ale wygląd jest bardzo ważny.
To nie jest tak- że oni mają wyjebane.
Kiedyś może mieli, życie kopnęło ich jeszcze w dupę za przeproszeniem.
I teraz kiedy są już na samym dnie, ciężko im się odbić.
Powiecie ćpun.
A co mu pozostało ?
To jego ostatnia przyjemność na tym świecie.
Bo tylko tak może sobie umilić jakoś cały ten syf.
Sama osobiście trochę się go boję.
Ale powiedz mi szczerze,
nigdy nie miałaś takiej ochoty wejść do sklepu kupić mu coś i po prostu mu dać ?
Już nawet nie chodzi o ludzi, co powiedzą jak zobaczą,
ja tylko boję się przełamać, bo boję się jego reakcji. Ale kiedyś można spróbować.
Stopmy lód w naszych sercach.
Nowe zapotrzebowanie na rzeczy z Pastela.
Jeżeli idziesz na architekturę - przygotuj się, że meeega dużo kasy idzie na rzeczy w sklepie plastycznym.
Podkreślam mega.
I tak oto w jeden, dwa dni można lekką ręką wydać 200zł.
Jak woda. Ale nie o tym chciałam pisać - chociaż w sumie, może i o tym.
Obrazuje to jak w pięć minut można wydać monstrualną sumę pieniędzy. Ale do rzeczy...
Szłam sobie ulicą Białówny w stronę placu Kościuszki. Ludzi jak mrówek, dookoła witryny sklepów.
Przecena -70%, -50%, - 40%. Z 349 zł na 299. Hehehe.
Jak zwykle miałam na uszach słuchawki i słuchałam muzy najgłośniej jak się dało.
Świat był dla mnie taki jakiś rozmazany, niewyraźny.
Widziałam tylko swój punkt docelowy i parłam przed siebie.
Wdychałam to miasto, i jakieś niezbyt mroźne powietrze.
Śpieszyłam się na trening.
Nagle coś mnie ciągnie za rękach.
Dziewczyna.
Zdjęłam słuchawki, myślałam że zapyta o drogę czy coś?
-Kupisz mi coś do jedzenia ?
- [ Jejku, mam z 2 złote w portfelu] Tak, Boże oczywiście chodź do sklepu.
Dopiero zobaczyłam jak wygląda. Niziutka. Nie wiem czy starsza ode mnie czy młodsza. Trudno mi to określić, bo jest brudna na twarzy. Wygląda na grubiutką, bo ma tyle warstw odzieży na sobie, że zrobiła się z niej piłeczka.
- Jak masz na imię ?
- Agnieszka.
Zaczęła opowiadać mi o swoim życiu, życiu- jakiekolwiek by nie było.
Ścisnęło mi żołądek.
- Wiesz, mi jest strasznie głupio. Chciałabym iść do pracy, ale z takim wyglądem nikt mnie nie weźmie. Ludzie myślą, że ja chcę pieniędzy - a ja chcę tylko coś zjeść. Wszyscy myślą, że ja pijaczka albo narkomanka. Zmarli mi rodzice w wypadku, nie miałam płacić z czego za mieszkanie i mnie wywalili.
- To gdzie teraz śpisz?
- Czasami uda się w schronisku, czasami nie.
Wzięłam ją do jakiegoś marketu i mówię : bierz co chcesz.
Pomyślałam sobie, że i tak wydałabym to na kosmetyki albo na jakieś niepotrzebne szmaty.
Czasem zachowujemy się jak rozpieszczone gówniary. Przynajmniej ja. Wszystko jest mi potrzebne, wszystko. Ja wiem, że posiadanie to bardzo przyjemna rzecz. Nigdy przed studiami nie wywalałam tyle kasy, co teraz. Tym bardziej, że za dużo jej nie mam. Ale jestem jak pies spuszczony ze smyczy. I nie - nie, nie uważam się jeszcze za dorosłą, bo nie potrafię się ograniczyć i racjonalnie zarządzać portfelem.
Wzięła chleb, patrzy na mnie i mówi
- Dziękuję.
- Chyba żartujesz, mówiłam, bierz to, na co masz ochotę.
- Na prawdę ?
- Na prawdę.
Jest trochę niepewna, przed każdym wyborem patrzy na mnie z niepewnością.
- Bierz.
Chciałam jej pomóc, chociaż w taki sposób. Bo nie mam żadnej mocy w swoich rękach, by pomóc jej bardziej. Ekspedientki patrzyły się na mnie jak na debilkę. No to patrzcie się i uczcie jebane suki miłosierdzia. To nie była litość. Widziałam, że po naszym wyjściu otworzyły drzwi na oścież. Rozumiem - nie pachniało od niej najpiękniej - ale mogły zrobić to bardziej dyskretnie.
Stoimy na chodniku, ja nie wiem co powiedzieć.
Mówię - Aga masz telefon?
- Nie e.
- Słuchaj, ja tutaj przechodzę codziennie przeważnie o tej samej godzinie,
zawsze mam te słuchawki. Jak zobaczysz mnie to goń mnie, zawsze Ci pomogę chociaż w taki sposób.
Szczerze, chciałam wziąć ją do domu, zrobić ciepłej herbaty, zupy, kotleta. Dać jej się wykąpać. Wybrać jej coś z mojej szafy. Ale Arlety nie było w domu, a ja musiałam iść na trening. Powiecie - wybrała trening. Tak, wybrałam trening bo najzwyczajniej w świecie mamy limit nieobecności do czerwca, i jak je przekroczysz, to wywalą. Nie miałam nawet na czym napisać jej adresu.
Dziewczyna się rozpłakała, powiedziała, że życzy mi powodzenia w życiu i że będzie się modliła za mnie.
Uścisnęłam jej rękę i uśmiechnęłam się.
- Powodzenia Aga, i uważaj na siebie.
Odwróciłam się na pięcie, i ciekły mi łzy. Poczułam jakieś ciepło w moim sercu, to jest chyba ta cała miłość do drugiego człowieka. Przez nią poczułam się, że może jestem lepsza. To w ogóle inne uczucie niż miłość między chłopakiem a dziewczyną, nad której istnieniem ostatnio bardzo dużo rozmyślałam.
Nagle z tego rozmazanego świata, zaczęłam dostrzegać jednostki. Lód w moim sercu stopniał i nagle zrozumiałam, że to przecież ludzie, nie roboty bez uczuć. Wiadomo - są ludzie dobrzy i są ludzie którym w życiu się nie udało. Pieniędzy do ręki nigdy nie daję - nie mogę patrzeć na ludzi, którzy siedzą na chodniku, Mężczyzna ma napisane, że potrzebuje pieniędzy na operację nóg i nie może chodzić. Tego samego dnia po południu, w Dzień Zaduszny, widzę go jak ma kule pod pachą i przemierza 3km drogę z centrum na cmentarz, żeby tam wyciagać pieniądze.
Takich kobiet też wiele widziałam, najgorsze - że żeby wzbudzić litość biorą ze sobą dzieci. A wiecie co jest najśmieszniejsze? Ponoć zbierają na jedzenie, ale jak kupisz im bułkę to potrafią rzucić nią w Ciebie. Często bywa tak, że one po prostu mają nad sobą jakiegoś, że tak to ujmę "zwierzchnika" który potem im to zabiera.
Mówią
- idź do pracy.
Ale powiedzcie mi, kto takie Pruczka weźmie do pracy ?
Co jakiś czas zabierają go do jakiegoś ośrodka każą się mu myć itp.
Ale to jest na prawdę raz na jakiś czas.
A kto da pracę osobie, która tak wygląda? Nie oszukujmy się, ale wygląd jest bardzo ważny.
To nie jest tak- że oni mają wyjebane.
Kiedyś może mieli, życie kopnęło ich jeszcze w dupę za przeproszeniem.
I teraz kiedy są już na samym dnie, ciężko im się odbić.
Powiecie ćpun.
A co mu pozostało ?
To jego ostatnia przyjemność na tym świecie.
Bo tylko tak może sobie umilić jakoś cały ten syf.
Sama osobiście trochę się go boję.
Ale powiedz mi szczerze,
nigdy nie miałaś takiej ochoty wejść do sklepu kupić mu coś i po prostu mu dać ?
Już nawet nie chodzi o ludzi, co powiedzą jak zobaczą,
ja tylko boję się przełamać, bo boję się jego reakcji. Ale kiedyś można spróbować.
Stopmy lód w naszych sercach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







