Wczoraj o 3:20 dźwięk budzika o mało co mnie zabił.
I o 5 już siedziałam w autobusie.
Kierunek : Bstok.
Słuchawki w uszach i music at full blast. Tylko nie wiedziałam, że cały autobus będzie słyszał to, czego słuchałam. Próbowałam zasypiać z większą lub mniejszą skutecznością, żeby ten cholerny czas jakoś szybciej upłynął.
Gdzie myśli się tak dobrze, jak nie w tłumie ludzi w autobusie. "W tłumie też jesteśmy sami" Patrzysz przez okno ale nie widzisz krajobrazu, tylko migawki z własnego życia.
Damn, not again.
Wszystko się pogmatwało - mimo, że niektóre rzeczy się ułożyły. Nie wiem jak sprzątnąć cały ten niematerialny bałagan, który opanował ostatnio moje małe życie.
Wymiotować mi się chce, kiedy pomyślę o nim.
I o nim.
I o nim też.
Najchętniej wywaliłabym telefon idąc lipową przez most.
Jadąc 19 tką uświadomiłam sobie, że odczuję delikatną uglę. A przynajmniej I hope so. Za szybą z wydrapanym hasłem 'chuj' kusiły mnie fontanny, pałac B. i sklepowe witryny.
Dam radę, z nimi czy bez nich.
Kiedy weszłam na mój wydział miliony drzwi trochę mnie przytłoczyły i speszyły, ale póki co, nie ma co się bać, na to będzie czas w październiku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz