wtorek, 11 września 2012

Blackpool


A więc... w niedzielę wyruszyliśmy całym autokarem na tripa do Blackpool. Blackpool jak głosi Wikipedia to miasto położone nad Morzem Irlandzkim. Wycieczka była zorganizowana przez Pakinstańczyków z jednego z zakładów pracy, w którym nasza znajoma miała wtyki. Na dole autokaru ulokowali się Polacy, jednak z powodu braku miejsc na dole musiałyśmy ulokować się na górnym piętrze autokaru. W sumie dla mnie było wszystko jedno, do czasu...

Otóż Pakistańczycy, jak wiadomo, kojarzeni z turbanami na głowie, z kolorowymi sukienkami, z wdziankami kobiet, które muszą zakrywać twarz słuchają takiej muzyki, jaką kojarzy się z filmów Bollywood. Moje słuchawki się zepsuły, więc wyobraźcie sobie jaką miałam mękę przez jakieś 2 - 3 godziny jazdy. Ma-sa-kra. W dodatku chciałam zasnąć choć na chwilę, bo mój pieprzony ząb nie mógł wybrać sobie lepszego czasu na zepsucie się jak mój pobyt w Anglii. Nigdy nie miałam bólu zęba to teraz tak mnie nakur***, że non stop lecę na przeciwbólówkach. Wydawało mi się, że ta podróż trwała nie 3 godziny, a 3 tygodnie, cholernie mi się dłużyło bez muzyki, było niewygodnie, a do tego śmierdziało curry. ( Przyprawa namiętnie używana przez Pakistańczyków). Kiedy dojechaliśmy już do Blackpool pogoda była w miarę, jak to w Anglii bywa. Nie było ani ciepło, ani zimno. Zabrałyśmy nasze torby i poszłyśmy popytać ludzi gdzie jest plaża. Jak widać po fotkach - znalazłyśmy :)





Zaczęła się faza na skakanie w wodzie, niestety...

.... takie były efekty naszej zabawy, a moja dupa wyglądała jak z fotki Beaty Kozidrak z Pudelka, kiedy się zsiusiała a ludzie na koncercie krzyczeli Plama na ścianie ;P 


Jak wiadomo plaża to i duperele typu zbieranie muszelek, zdechłych krabów itp. :-)



Kto pierwszy po pączka;P

Nasze rysuneczki na piasku, które potem, jak widać na którymś zdjęciu niżej, zostały całkowicie przykryte wodą.




To nie ja, ani nie Danio ;P To Młoda, która robią zdjęcie mi i Danio potknęła się  i usiadła dupą w wodę :) A to jej mokre spodnie :) ;P

My tuż przed wejściem do Pleasure Beach Blackpool, który jest najpopularniejszym angielski parkiem rozrywki  z Pepsi Max Big One, najwyższą (65 m) i najszybszą (119 km/h) kolejką na świecie w latach 94-96.  



Jako biedne studentki, które nie zarobiły kokosów w Anglii miałyśmy do wyboru po jednej atrakcji w wesołym miasteczku. Ja wybrałam z Młodą Rollercoaster, a Danio z Ulką Valhallę.
Wiem, że nie za pięknie wyszłam, ale właśnie darłam ryja na kolejce :D 
Okazało się, że ten ogromy rollercoaster Pepsi został zamknięty z powodu zbyt silnego wiatru. Wkurzyłam się z tego powodu ogromnie, zważywszy na fakt, że kolejki do najkrótszych nie należały, a do zamknięcia parku została godzina ;/. Tak więc wyruszyłyśmy z Młodą na poszukiwanie czegoś innego, byleby nie zmarnować hajsu. Poszłyśmy na jakąś mniejszą kolejkę, która była pomarańczowa i wydawała się marna w porównaniu z tamtą wielką. Kutwa co to było. Jak widać po mojej minie, mało się za przeproszeniem nie osrałam :) Bo chciałam nakręcić jak na niej jedziemy, jednak jej prędkość i różnice wysokości były takie, że myślałam o tym czy łapać telefon czy trzymać się barierki, bo myślałam że wypadnę, flaki mi w brzuchu skakały, darłam mordę i zamykałam oczy, bo to było kutwa straszne :D. I szczerze... dobrze wyszło, że tamtą zamknęli, bo Małki pewnie by tego nie przeżyła, a niestety to ten rodzaj zabawy, z której nie ma już odwrotu;P. W sumie to zastanawiałam się czy nie zwymiotuję tego, co zjadłam, a dodam że nie siedziałam w pierwszym wagoniku, więc ludzie siedzący przede mną nie byliby zbyt zadowoleni ;P 


Danio z Ulką poszły zaś na Valhallę. Ja z Młodą stałyśmy też tam w kolejce, ale kiedy zobaczyłyśmy długość kolejki oraz napis nad wejściem: " Możesz zmoknąć całkowicie" zmieniłyśmy zdanie, bo jak wiadomo, na plaży zmoczyłyśmy już ciuchy i przebrałyśmy się drugi raz, a innych ciuszków brak ;P. Umówiłyśmy się więc, że spotkamy się w określonym miejscu. Przychodzimy a tam - Danio i Ulka całe mokruteńkie, ani jednej suchej nitki. Ani jednej. Opowiadały, że to było coś na kształt domu strachów z czterema żywiołami. Wodą, ogniem, lodem i ziemią. Na you  tubie są filmiki, ale mało i słabej jakości ze względu na fakt, że pewnie każdemu zamoczyłoby aparat:) 





Miałam jeszcze kilka funtów w kieszeni, więc poszłyśmy z dziewczynami porzucać do takich różnych badziewek, żeby wygrać ślicznego misia. I kij nie udało się nam ani razu hehehe, myślałam, że to łatwiejsze, jak w filmach ale jednak nie;P. Po zamknięciu parku rozrywki poszłyśmy na lody, ja z Danio kupiłyśmy sobie slusha i poszłyśmy z powrotem na plażę, zobaczyć jak przypływ przykrył plażę.




Murek był dość wysoki i musiałyśmy wciągnąć Ulkę;P 

Kilka godzin wcześniej była tu plaża. Teraz już wiem, czemu pan ratownik tak się spinał żeby opuścić plażę;P 











Diabelski młyn i Blackpool Tower, wieża wzorowana na wieży Eiffla, ma 158 m wysokości.
Reszty chyba opisywać nie muszę, wszystko widać na zdjęciach. Na początku myślałam, że nie będzie tak fajnie ze względu na nasze ograniczenia finansowe, ale było na prawdę zajebiście. Naśmiałam się, nawrzeszczałam na kolejce, zobaczyłam kolejny raz w życiu morze, które tak bardzo kocham. PS. dziewczyny bądźcie mądrzejsze od nas i w dzień wyjazdu nad morze nie golcie nóg, bo ogolone nogi i słona woda = not good. Teraz mam wysypkę na nóżkach ;P. Co więcej... Mieliśmy opóźnienie w wyjeździe, bo komuś kutwa zachciało się oglądać iluminacji na mieście, które wyglądają po prostu jak ozdoby świąteczne, jakie są w Polsce w większych miastach. Przez tą zachciankę staliśmy w korku wieki, ja patrzyłam za okno, próbowałam reanimować moje słuchawki i myślałam o nim, bo morze tak cholernie mi go przypomina...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz