czwartek, 23 sierpnia 2012

Nauczyciele part I

Nauczyciele. Bardzo ważni ludzie w naszych życiach, a często tak niedoceniani. Mowa o takich nauczycielach jak: Jezus, rodzice, nauczyciele w szkole, trenerzy, szefowie w pracy i wielu, wielu innych ludzi, którzy na co dzień nauczycielami nazywani nie są. 
Moja mama, dla mnie - najmądrzejsza kobieta na świecie, choć bez Nagrody Nobla czy innego wysokiego odznaczenia. Dla mnie jest uosobieniem kobiety, która jest w stanie osiągnąć wszystko. Kiedy ktoś mówi jej: " Nie dasz rady.", odpowiedziałaby w myślach: " No to patrz.". Imponuje mi fakt, że mimo życiowych trudów jest kobietą silną i nigdy się nie poddaje. W najczarniejszych chwilach potrafi położyć mi dłoń na ramieniu i powiedzieć: "Natalka, damy radę. Czy my kiedyś nie dałyśmy rady?". Tak to prawda, tworzymy niepokonany duet. Wielu ludzi na pewno ocenia moją mamę nie znając ani jej ani jej przeszłości. Ale w moim świecie, w moim domu, moja mama jest moim bohaterem.  
Mimo braku wyższego wykształcenia ma nieskończone pokłady inteligencji i wiedzy, choć nie miała możliwości studiowania. Zawsze chciała dla mnie jak najlepiej, i myślę, że chciała trochę, żebym spełniła jej niespełnione marzenie - studiowanie prawa. Jednak jako matka wyrozumiała i kochająca wspierała mnie w moich życiowych wyborach, których dokonałam sama i według swoich pasji. Nigdy nie usłyszałam słowa krytyki, jeżeli chodzi o to co kocham. No może za wyjątkiem moich chłopców, którzy pozostawiali wiele do życzenia. Tak, tak, mama mówiła :-). 
Nauczyciele w szkole. Możemy na nich psioczyć i przeklinać, ale zawsze jakąś tam prawdę niosą. Krzyczą na nas, wstawiają jedynki, wiecznie oceniają, wtrącają się w życie prywatne, chcą wiedzieć wszystko i o wszystkim. Nie mówię, że wszyscy zasługują na miano życiowych nauczycieli, ale w moim życiu przynajmniej miałam ten zaszczyt bycia czyjąś uczennicą. Pan od polskiego z gimnazjum. Jeżeli miałabym w głowie wyobrazić sobie starszego i prawdziwie mądrego człowieka wskazałabym jego, ewentualnie po tym roku studiów mam jeszcze w głowie jednego pana, o którym wspomnę później. Pan od polskiego w gimnazjum. Siedziałam w ostatniej ławce, bodajże z Radkiem. Czytaliśmy wiersze, pamiętam sonety Petrarki, treny Kochanowskiego. Pamiętam moją szóstkę za sonet i moją dumę tamtego dnia. Pamiętam też moją recytację inwokacji z Pana Tadeusza i moje zacięcie. "Spokojnie Natalka, zacznij jeszcze raz i się nie denerwuj". Jego piękne pismo, jego spokojne, mądre oczy, które nigdy się nie zestarzały, i jego charakterystyczna czynność - przygryzanie uszka od okularów w delikatnym zawieszeniu. Jak ja go lubiłam. Muszę przyznać, że z wielkim bólem w sercu patrzyłam, jak zostawia naszą klasę i odchodzi na emeryturę. Jednak wciąż go spotykam na mieście, w jego niebieskim prochowcu ze skórzaną torbą. Zawsze kłania się w pas, uśmiechnięty. Miły obraz w głowie. To on zaraził mnie pasją do czytania, co więcej do czytania między wierszami.
Po nim przejęła moją klasę dość młoda nauczycielka. Kolejna nauczycielka w moim życiu, z prawdziwym powołaniem. To ona zaraziła mnie czytaniem dobrych pozycji, nie zawsze łatwych. Sama podsuwała mi tytuły, pożyczała swoje książki, a ja chłonęłam je jak gąbka wodę. To dzięki niej przeczytałam " Weronika postanawia umrzeć", to dzięki niej przeczytałam "11 minut" chociaż odradzała mi, ze względu na mój wiek. Dzięki niej przeczytałam wiele książek, które być może miały wpływ na mój rozwój. 
Moja wychowawczyni z liceum. Starsza kobieta o silnym charakterze, bardzo dominująca i rzucająca się w oczy. Wiele ludzi ją przeklina, ja sama często używałam mało wyszukanych słów chcąc opisać moją frustracje z jej powodu. Jednak dziś, po 2 latach po skończeniu liceum stwierdzam, że może ma jakieś tam swoje " widzimisię", swoją najlepszą i najprawdziwszą prawdę, która jest jej i musi być prawdą wszystkich. Nie uznaje słowa nie, i zawsze [ prawie ;-) ] dostaje to, czego chce. Na szczęście moja klasa skutecznie pokazała jej, że chcieć to nie zawsze móc. Jednak miała na nas jakiś tam wpływ, wszyscy skończyliśmy szkołę, wszyscy, choć z niemałym wysiłkiem, zdaliśmy dobrze maturę. Fakt, nie mogliśmy równać się z jej poprzednimi klasami mat - fiz. jednak klasa humanistów - artystów na pewno zostawiła w jej głowie wiele wspomnień, nie tylko złych. Ludzie w większości uważają ją chyba za niesympatyczną, ze względu na jej mocny charakter. Sama przyznaję, denerwuje mnie czasem jej brak szacunku do innych ludzi. Jednak jak wiemy - wielu starszych ludzi ma swoje prawdy i wszystko wiedzą najlepiej. Pamiętam dzień, kiedy opowiadała nam o swojej miłości z mężem, z którym jest do dziś dzień. Jej rodzice nie zgadzali się na ten związek, więc ona musiała wybrać: życie z rodzicami pod ich dachem albo życie z nim na własnym, skromnym garnuszku. Chyba tym życiowym wyborem zyskała respekt w moich oczach. Byli zakochani, istnieli we dwójkę na przekór wszystkiemu, żyli w jednym skromnym pokoiku, za marne nauczycielskie grosze. I ta jej opowieść... o odkładaniu po kryjomu za jego plecami dwóch złotych, na rurkę z kremem... Bezcenne :-). Czasami miło jest posłuchać, że jednak miłość zwycięża, co więcej, potrafi trwać latami [ dodam : bardzo długimi]. 
Mój doktor od Inżynierii Środowiska. To jest facet ! Stary, bo nie powiem już że starszy, ale  to nie odejmuje mu uroku, wręcz przeciwnie  - dodaje. Nie jestem jakąś zwolenniczką związków osób o bardzo dużej różnicy wiekowej, jednak patrząc na niego stwierdziłam, że gdybym była starą babcią, chciałabym starzeć się z takim oto starym dziadkiem;P. Facet jest inteligentny, chyba najinteligentniejszy jakiego w życiu poznałam. Jeżeli ktoś miałby wiedzieć wszystko, to na pewno on. Fakt, że wielu rzeczy, o których mi mówił nie rozumiałam, sprawiał, że byłam bardziej ciekawa świata. Czasem jednak jego wiedza przerażała mnie, i stwierdziłam, że im mniej wiem, tym lepiej śpię. Uwierz mi, nie chcesz wiedzieć, jakie procesy przechodzi Twoja woda z kranu, ile kg włosów codziennie zbiera się w oczyszczalni ścieków i z czego robiony jest Masmix :D. Podobało mi się to, że posiadał niezwykłe przeczucie co do ludzi. Potrafił przejrzeć człowieka na wylot po kilku minutowej rozmowie. Dzięki temu potrafił odróżniać ludzi dobrych od ludzi dobrych fałszywie. Wie, kto go szanował, a kto miał w dupie. I mimo usilnych starań, kilometrowych ściąg, potrafił udowodnić Ci Twój brak wiedzy. Co więcej ludziom chcącym się uczyć gotowy był podarować gwiazdkę z nieba w postaci swoich własnych książek. Podobał mi się też jego uśmiech, kiedy przed robieniem projektu przyszłam do niego załamana i powiedziałam: "Uważałam, ale jestem kobietą i jestem chyba za głupia, żeby to wszystko zrozumieć". Tak oto mój uczelniany mentor wytłumaczył mi łopatologicznie wszystko od A do Z. Projekt zrobiłam sama, bo na moje koleżanki liczyć nie mogłam, dostałam zasłużoną piątkę, co więcej - wiedza została w głowie. Nie było to typowe 3z : zakuć, zaliczyć, zapomnieć. Piątka w indeksie dumnie lśni, a głowa pamięta nieprzespane noce nad książkami. Niestety, mam tego pecha, że totalnie nie potrafię ściągać, co czasem byłoby dość pomocne, a moja twarz zdradza wszystkie emocje efektownie czerwieniąc się jak burak ! [ swoją drogą głupie te stwierdzenie, bo przecież burak jest różowo-fioletowy, ale niech już będzie].
Babka od matmy i staty. Klękajcie narody. Matma na studiach, nie ma nic wspólnego z matmą z liceum. Jedyny wspólny aspekt tego przedmiotu z liceum i tego ze studiów to dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie. Macierze, całki, pochodne, w głowie się nie mieści. Dzięki Bogu ! i dzięki naszej babeczce, ku mojemu zdumieniu ominęło mnie powtarzanie roku bądź warunek. Tak, jak zobaczyłam listy zadań, usiadłam i się popłakałam, że nie zdam. Jednak z pomocą tej babeczki, opatrzności Bożej i wielkiej ilości mojego wysiłku ocalałam. Kobieta zdawała sobie po prostu sprawę, że nie ma sensu męczyć nas rzeczami, które akurat w naszym zawodzie będą nam mało potrzebne. Wiadomo jednak, że Polska oświata kuleje [ przynajmniej wg. mnie nasz program nauczania pozostawia wiele do życzenia ] i  wszyscy muszą coś tam przecierpieć, pomimo faktu, że jest to kompletnie zbyteczne. Poza tym wspominam ją jako kobietę piszącą prawą ręką, a lewą ręką ścierającą to co przed chwilką napisała z powodu braku miejsca na tablicy;P. Dobrze też kojarzę sobie jej barwę głosu i delikatną wadę wymowy, która w sumie nie przeszkadzała mi, ale była charakterystyczna. I ostatnie: jej kocia kitka przy plecaki, będąca swoimi czasy jakimś chyba hitem modowym, którego nie ogarniałam ;P. 

Na tyle dziś wystarczy. Lecę spać, bo jutro do praaaaaacy :-), a już niedługo weeekend i bank holiday w poniedziałek. Ah :-)

C.D.N :-)

Natalia.


1 komentarz: