czwartek, 23 czerwca 2011

un-thinkable

Powracam, po około 3tygodniowej nieobecności. Ostatnio wiele się działo. Współlokatorka wyjechała za granicę za pracą, a moja przyjaciółka z roku zamieszkała u mnie. Ostatnie dwa tygodnie były...hmm... dość intensywne. Zarywane nocki przez uczelnie i zaliczenia, codzienne treningi.

To sprawiło, że dzisiaj kiedy mam pierwszy dzień, powiedzmy "wakacji" leżę i wegetuję. Bo przecież od tak dawna marzyłam o tym, żeby nie mieć nic w planach. Powinnam się cieszyć, że to już jako taki koniec...
Ale wcale się nie cieszę, wcale. Będzie mi tak cholernie brakowało tych ludzi przez te trzy miesiące. W październiku płakałam za przyjaciółmi z rodzinnego miasta, żeby nie użyć słowa "Starymi" bo nie uważam ich za takowych ;-) A wczoraj płakałam równie mocno za moimi nowo poznanymi ludkami. Mam tą ogromną świadomość, że nie każdy rok jest tak zżyty jak szaleni ludzie z Ak:)

Życzę wszystkim intensywnych wakacji, lecz intensywnych, a relaksujących. Niezależnie czy jesteś w rodzinnymi mieście na wypizdowie, nad morzem, w górach, czy za granicą. Korzystaj z błogiego czasu i dziel się nim z przyjaciółmi.

Odpoczywajcie, niezależnie od tego - czy robiliście dużo, czy też nic. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak ważnym elementem jest odpoczynek.

Kiedy przyszedł czas zaliczeń przed sesją, byłyśmy z dziewczynami istnymi wrakami. Czasami spałyśmy 2 godziny na dzień, czasami wcale.... Ogrom nauki przełożony na tak krótki czas był nie do udźwignięcia dla zwykłego śmiertelnika. Energetyki, kawa, jakieś śmieciowe jedzenie, którego przygotowanie nie zajmuje zbyt dużo czasu, dało nam się w kość. Przewlekłe bóle głowy, żołądka, zdenerwowanie. Każda z nas była już tak przemęczona, że nie można było porozumieć się bezkonfliktowo, każda denerwowała się o byle co, i ciągle miałyśmy jakieś drobne jazdy o nic. Potem brak snu zamienił się w odsypianie w każdym możliwym miejscu, w domu, w szkole, a nawet w autobusie. Byłyśmy tak wycieńczone, że budzik już nas po prostu nie budził. Zaspałyśmy kilka razy na zajęcia, nie wstawałyśmy w nocy, żeby uczyć się na zaliczenia. Nasz organizm definitywnie odmawiał posłuszeństwa. O jakiejkolwiek nauce nie było mowy. Ja ledwo rozumiałam co czytam, co ludzie do mnie mówią. Patrzyłam, ale nie koniecznie oczy przesyłały obraz do mózgu. Byłam jak warzywo. Całe szczęście sesja już się skończyła, wczoraj pisałam ostatni egzamin i czekam do jutra na wyniki.

Ludki, pamiętajcie o odpoczynku. Bez niego nie jesteśmy sobą. Pamiętajcie o swoich potrzebach, nie tylko psychicznych ale też fizycznych.


Dzisiaj zamierzam robić to, co lubię robić w leniwe popołudnia.

Kobieta na końcu świata
Beata Pawlikowska
Książka
może Włoski

Natalia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz