sobota, 25 czerwca 2011

Fair Play Chickas:-)

Byłam raz na fali, raz pod nią. Miałam chwile zwątpienia, chwile euforii. Na początku było mi ciężko z racji tego, że byłam pojedynczą jednostką. Znałam kilka osóbek, i to tylko na cześć. Wraz z utworzeniem Casty stopniowo poznawałam więcej ludzi, a potem to już tylko konie z nimi kraść. Mimo, że w większości są to osoby przeważnie dwa, trzy, a nawet czasem z pięć lat młodsze ( nie wspominając o dziewczynce młodszej lat 10) nie przeszkadzało mi to i traktowałam je na równi. Szczerze powiedziawszy mogłabym śmiało powiedzieć, że niektóre mające 16cie lat wyglądały doroślej niż ja. Nie wiem dokąd one się tak śpieszą. Oprócz wyglądu, mają też niezłe dominujące charaktery, tak, że ja dwudziestoletnia studentka czasami wykazuję nie wiem jakąś dziwną pokorę, niższość i nie mam na prawdę zielonego pojęcia skąd to się bierze. No tak - pokora może brać się stąd, że mam uznanie dla nich, jako tancerzy. Ale niższość? Nie mam pojęcia. Może dla tego, że te osóbki są tak pewne siebie ! Tak, jednej lub dwóm z chęcią utarłabym zadzieranego nosa :-)

Tak czy siak, przy okazji treningów do Festiwalu FPS zaczęło towarzyszyć nam dziwne spięcie. Tu jeden pojazd, tam drugi. Każdą coś ugryzło w dupę, i nie mam pojęcia co to było. Problemy z dopasowaniem treningów, stroi...Ale mniejsza o to. Choreo na występie wyszło dość dobrze, ja byłam zadowolona. Pod koniec poczułam wielką ulgę, a zaraz smutek, że to trwało dosłownie sekundę ! Na koniec dałyśmy prezenty chłopakom, były nawet łzy wzruszenia ;-). Mimo różnych początków i środków koniec był udany :-)

Ukłony dla Anitki, Olcis i Simbusa za ich choreografie bo były kozackie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz