wtorek, 28 czerwca 2011

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Leniwy dzień





A więc mamy prawię 17tą. Małki dalej byczy się w mieszkanku. Okazało się, że wracam do punktu G. w piątek. Tak więc okres przeprowadzki może rozciągnąć się w czasie. Nie wiem co mi jest - ale żyję leniwą myślą, co masz zrobić dzisiaj zrób jutro. Tak więc - jestem nie do końca spakowana, nie oddałam książek do biblioteki, chomiki dalej jak były tak są. ( Swoją drogą, która odpowiedzialna 20latka kupuje chomiki, które się mnożą, a potem wyjeżdża za granicę i zostawia je współlokatorce? ). Tak jak nie było tutaj śladu po mnie, tak od kilku dni tkwię tu non stop. Z nudów. Oczywiście - pomysłów na zabicie czasu mam mnóstwo, ale dopadł mnie słomiany zapał. Nic mi się nie chce. Jedynie włoski jakoś się mnie trzyma nieprzerwanie. Mój dzień wygląda następująco : Wstaję, idę do sklepu po bułki, śniadanie, serial, włoski, spać, drugie śniadanie, serial, włoski spać, obiad spać, kolacja spać, późna kolacja spać. Obawiam się, że moje nic nie robienie ukaże się niedługo na mojej wadze. I niejedzenie słodyczy przez miesiąc pójdzie się.... :-) 

Nie wiem zupełnie jak w obecnej chwili wygląda moje rodzinne miasto. Prawda. Nie wiem, jak daleko posunęły się prace nad jeziorem, ile nowych domów powstało na obrzeżach, do jakiego momentu dojdę nowym chodnikiem w stronę Miami i czy mamy jakiś nowy hmm, jak to się modnie mówi " Secondhand". 

Tak więc, zostawiam moje gdybania do weekendu, kiedy będę mogła wszystko naocznie zbadać, tudzież dotknąć. Tak sobie myślę... że skoro rozruszałam już trochę ręce i mózg pisząc, to może przejadę się ( na pewno nie przejdę :-) ) do biblioteki i oddam książki. Ciao !






niedziela, 26 czerwca 2011

Gdzie oni są ?



Pytam się gdzie ONI są?
Co się stało z nimi wszystkimi ?

Gdzie pasjonaci? Deskorolkarze, Rolkarze, Koszykarze.
Powiem Wam gdzie. Pewnie piją, palą.
Bo dziś zmieniły się priorytety.
Być czy mieć.

Nie odnajdziesz uczuć w dużych cyckach bez serca.

We don't pick who we fall love with and it never happens like it should

25 czerwca...

To był marny dzień, na prawdę marny dzień. Płakałam, i początkowo wstydziłam się tych łez ale SS napisał mi, że nie uważa łez za oznakę słabości, za coś żałosnego. Kiedy siedzę sobie sama w moim mieszkaniu, próbuję się jakoś spakować docierają do mnie najgorsze wiadomości.

Jak pogodzić się ze śmiercią? Co zrobić, jeżeli nie pamięta się waszych ostatnich słów? Co zrobić, jeżeli nie masz szans się pożegnać? Co czuje się w momencie umierania? Czy bolało go? Czy tam gdzie teraz jest, jest mu lepiej ? 

Te pytania wyglądają na pytania dziecka. Ale to nie pytania dziecka, one są moje. Niewiarygodne jest to jak kruche jest nasze ciało. Ile razy już otarliśmy się o śmierć? Dlaczego nie doceniamy dnia powszedniego, który może być czyimś ostatnim... Co czuje rodzina ? Co czuje najbliższy przyjaciel ? Dziewczyna?

Jak dobrać słowa, żeby złożyć wyrazy współczucia? Czasami brak słów wyraża wszystko.

Milion pytań pętliło mi się w głowie. Może to nie był mój przyjaciel, nie ważne. Często obserwuje się taki wyścig, kto kogo bardziej lubił. Ale to nie ważne. Ważne jest to czy był dobrym człowiekiem. Wyraz twarzy kiedy się uśmiecha, kiedy gada głupoty, gdy jest zdenerwowany lub smutny. Tacy młodzi ludzie odchodzą. Raz przeszłam już coś takiego. Nie śmierć, stratę. Czasami myślę, że strata dla bliskich jest dużo gorsza niż śmierć. Nie zrozumcie mnie źle. Ale jako osoba wierząca myślę, że tam gdzie teraz są jest im lepiej. W dzisiejszych czasach nie dostrzegamy śmierci jako nowy początek.

Ale jak uwierzyć? Jeżeli masz już kogoś nigdy nie zobaczyć, nie usłyszeć, nie dotknąć. Ja mimo wszystko wolę sobie wmawiać, że to nie prawda, że jest gdzieś tam, w pracy, na piwie. Wierzę w lepsze życie po śmierci, ale nie wierzę w to, że Go już nie ma. Że ich już nie ma. 

Nie będę pisała tu jakiś rzeczy typu, śpieszmy się kochać ludzi.... Każdy to wie. Jednych lubi mniej, drugich więcej, ale największy żal czujemy, kiedy nie zdążymy czegoś powiedzieć, kiedy nie zdążyliśmy okazać sympatii. Dlatego korzystajcie.

Natalka

sobota, 25 czerwca 2011

Someone like you

I heard that you're settled down,
That you found a girl and you're married now....

Guess she gave you things I didn't give to you




Prawde Powiedziafszy




Pytam gdzie one są ?


Leżę, słucham nowego WFD, wpierniczam płatki na sucho, i zerkam okiem na otwartą walizkę, czekając, aż spakuje się sama.

Fair Play Chickas:-)

Byłam raz na fali, raz pod nią. Miałam chwile zwątpienia, chwile euforii. Na początku było mi ciężko z racji tego, że byłam pojedynczą jednostką. Znałam kilka osóbek, i to tylko na cześć. Wraz z utworzeniem Casty stopniowo poznawałam więcej ludzi, a potem to już tylko konie z nimi kraść. Mimo, że w większości są to osoby przeważnie dwa, trzy, a nawet czasem z pięć lat młodsze ( nie wspominając o dziewczynce młodszej lat 10) nie przeszkadzało mi to i traktowałam je na równi. Szczerze powiedziawszy mogłabym śmiało powiedzieć, że niektóre mające 16cie lat wyglądały doroślej niż ja. Nie wiem dokąd one się tak śpieszą. Oprócz wyglądu, mają też niezłe dominujące charaktery, tak, że ja dwudziestoletnia studentka czasami wykazuję nie wiem jakąś dziwną pokorę, niższość i nie mam na prawdę zielonego pojęcia skąd to się bierze. No tak - pokora może brać się stąd, że mam uznanie dla nich, jako tancerzy. Ale niższość? Nie mam pojęcia. Może dla tego, że te osóbki są tak pewne siebie ! Tak, jednej lub dwóm z chęcią utarłabym zadzieranego nosa :-)

Tak czy siak, przy okazji treningów do Festiwalu FPS zaczęło towarzyszyć nam dziwne spięcie. Tu jeden pojazd, tam drugi. Każdą coś ugryzło w dupę, i nie mam pojęcia co to było. Problemy z dopasowaniem treningów, stroi...Ale mniejsza o to. Choreo na występie wyszło dość dobrze, ja byłam zadowolona. Pod koniec poczułam wielką ulgę, a zaraz smutek, że to trwało dosłownie sekundę ! Na koniec dałyśmy prezenty chłopakom, były nawet łzy wzruszenia ;-). Mimo różnych początków i środków koniec był udany :-)

Ukłony dla Anitki, Olcis i Simbusa za ich choreografie bo były kozackie.




piątek, 24 czerwca 2011

First year behind my back

Wczorajszy wieczór spędziłam na chillunku. Obejrzałam sobie Friendsów, tłumaczyłam mamie przepisy drogowe i tak jakoś zleciało. Dzisiaj rano podniosłam swoją dupkę z łózka i udałam się (myślałam że po raz ostatni w tym semestrze) na uczelnię po wyniki z egzaminu i po ostatni wpis.

Sprawa ogólnie wyglądała następująco. Wszystko pięknie ładnie, do zapięcia indeksu na ostatni guzik brakowało już tylko dwóch zaliczeń : z zasad projektowania i z gleboznawstwa. Niestety zobaczyłam, że poprawę z Projektowania i Egzamin z Glebo miałam w tym samym czasie ! Poszłam więc do doktora od Projektowania, wykładam mu na stół sytuację, a on skwitował mnie : "Do zobaczenia we wrześniu". Myślę sobie: "O Ty ! Nadęty pedale w garniturze ecru z czarnymi kozakami !" A tak go lubiłam... Mimo, że miałam szpilki, nie wysokie, ale w końcu szpilki, które nie są najlepszym środkiem lokomocji do biegania, popędziłam do Roberta C. (Tak, Roberta C, tak wiem, że jest Robert M, ale uwierzcie mi, przy Robercie C. i jego seksownym przedziałku odpada;P). Tak więc Robert C. który nie mógł oprzeć się mojej osobie i moim niemoralnie czerwonym ustom, wyprowadził mnie z sali. Nie, nie dlatego, że w środku była jego żona o dwóch twarzach ( Raz udawała słodką idiotkę, odwracaliśmy się plecami, i wkładaliśmy sobie palce do buzi, tak było można się porzygać). Wytłumaczyłam mu tą beznadziejną sytuację, ten z kolei zaprowadził mnie do Starucha i ku mojemu zdumieniu. Co ? Staruch zamienił się w Miłosiernego Staruszka. I pozwolił mi i dwóm koleżankom pisać egzamin następnego dnia. Wyobrażanie sobie? Tamten bufon nie mógł przełożyć nam poprawy, a ten Miły Dziadziunio przełożył nam egzamin. Nie muszę chyba dodawać, jak się cieszyłam. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...Bo

a) reszta roku, która pisała we wtorek została podzielona na 4 rzędy!!
b) mi i dwóm koleżankom dał te same, lecz zmiksowane pytania
c) zaliczyłam jako jedna z 6 osób na około 42 osoby na roku !
d) najlepszą oceną było trzy plus.

Powiedziałabyś, powinnaś się cieszyć. Ale jak tu się cieszyć, kiedy większość Twojego roku, będzie miała zepsute wakacje z widokiem na wrześniową poprawkę. Na prawdę, nie sądziłam, że zżyję się tak z ludźmi. W liceum byłam w klasie 20stu kilko osobowej, i nie lubiłam kilkoro ludzi. A tutaj.... No ich nie da się nie lubić. Fakt, jako studenci Architektury Krajobrazu jesteśmy na prawdę małą grupą. Bo są kierunki na których studiuje około 300 osób, i robią sobie odsiewkę w pierwszym semestrze :-). Na początku marszczyłyśmy się, że tylko 4 chłopaków mamy... ale, lepsi czterej fajni niż milion bylejakich :-).

Moje rady dla przyszłych studentów :)?
Hmm...
Składajcie papiery na tyle kierunków, na ile macie kasę. Na prawdę, ja złożyłam na cztery. I dostałam się na trzy. Koleżanka złożyła na jeden i nie dostała się nawet na niego. Także, szukajcie kierunków dla was, nie musi to być przecież jeden kierunek na kilku uczelniach. Ja np wybrałam Architekturę Krajobrazu, Architekturę Wnętrz, Dziennikarstwo i Pracę Socjalną. Człowiek ma wiele zainteresowań, nie daj się ograniczać, miej pełną świadomość tego czego chcesz. Ale daj czasem losowi wybrać za Ciebie. Bo uwierz mi mając wiele zainteresowań, musisz wybrać jedno z nich i do końca życia nie będziesz wiedział czy zrobiłeś dobrze.

Ja np uwielbiam swój kierunek, chcę to robić w życiu, kocham moich AKowców. Ale miałam chwile załamania, np przy robieniu rzeźby kiedy myślałam sobie: A, niech idą z tym w cholerę, trzeba było wybrać dziennikarstwo. Ale dzisiaj nie żałuję. Bo wiem, że się rozwijam.

Co do moich tegorocznych decyzji: od października idę na kurs fryzjerski. Tak, planuję dorabiać sobie po domkach, i oprócz warkoczyków i dredów chcę też po prostu strzyc i farbować. Na pewno mi się przyda. Natomiast za rok pójdę na studium Architektury Wnętrz. Miałam zacząć od przyszłego semestru, ale stwierdziłam, że to przyda mi się dopiero po ukończeniu tych studiów.

Życzę otwartości umysłu i cierpliwości przy wybieraniu studiów. I Ps. nie idźcie tam, gdzie kierują Was rodzice, idźcie tam, gdzie sami wiecie, że będziecie tam się czuli dobrze. Uwierzcie mi - znam ludzi z mojego roku, którzy wycofali się, bo ktoś im to doradził, ale to nie było TO.....

 przed egzaminem z zasad projektowania
 tu takie tam... :-)

z Adasiem, który nie jest moim ulubionym samcem z roku, ale też bardzo fajny ;-)

Natalia

czwartek, 23 czerwca 2011

un-thinkable

Powracam, po około 3tygodniowej nieobecności. Ostatnio wiele się działo. Współlokatorka wyjechała za granicę za pracą, a moja przyjaciółka z roku zamieszkała u mnie. Ostatnie dwa tygodnie były...hmm... dość intensywne. Zarywane nocki przez uczelnie i zaliczenia, codzienne treningi.

To sprawiło, że dzisiaj kiedy mam pierwszy dzień, powiedzmy "wakacji" leżę i wegetuję. Bo przecież od tak dawna marzyłam o tym, żeby nie mieć nic w planach. Powinnam się cieszyć, że to już jako taki koniec...
Ale wcale się nie cieszę, wcale. Będzie mi tak cholernie brakowało tych ludzi przez te trzy miesiące. W październiku płakałam za przyjaciółmi z rodzinnego miasta, żeby nie użyć słowa "Starymi" bo nie uważam ich za takowych ;-) A wczoraj płakałam równie mocno za moimi nowo poznanymi ludkami. Mam tą ogromną świadomość, że nie każdy rok jest tak zżyty jak szaleni ludzie z Ak:)

Życzę wszystkim intensywnych wakacji, lecz intensywnych, a relaksujących. Niezależnie czy jesteś w rodzinnymi mieście na wypizdowie, nad morzem, w górach, czy za granicą. Korzystaj z błogiego czasu i dziel się nim z przyjaciółmi.

Odpoczywajcie, niezależnie od tego - czy robiliście dużo, czy też nic. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak ważnym elementem jest odpoczynek.

Kiedy przyszedł czas zaliczeń przed sesją, byłyśmy z dziewczynami istnymi wrakami. Czasami spałyśmy 2 godziny na dzień, czasami wcale.... Ogrom nauki przełożony na tak krótki czas był nie do udźwignięcia dla zwykłego śmiertelnika. Energetyki, kawa, jakieś śmieciowe jedzenie, którego przygotowanie nie zajmuje zbyt dużo czasu, dało nam się w kość. Przewlekłe bóle głowy, żołądka, zdenerwowanie. Każda z nas była już tak przemęczona, że nie można było porozumieć się bezkonfliktowo, każda denerwowała się o byle co, i ciągle miałyśmy jakieś drobne jazdy o nic. Potem brak snu zamienił się w odsypianie w każdym możliwym miejscu, w domu, w szkole, a nawet w autobusie. Byłyśmy tak wycieńczone, że budzik już nas po prostu nie budził. Zaspałyśmy kilka razy na zajęcia, nie wstawałyśmy w nocy, żeby uczyć się na zaliczenia. Nasz organizm definitywnie odmawiał posłuszeństwa. O jakiejkolwiek nauce nie było mowy. Ja ledwo rozumiałam co czytam, co ludzie do mnie mówią. Patrzyłam, ale nie koniecznie oczy przesyłały obraz do mózgu. Byłam jak warzywo. Całe szczęście sesja już się skończyła, wczoraj pisałam ostatni egzamin i czekam do jutra na wyniki.

Ludki, pamiętajcie o odpoczynku. Bez niego nie jesteśmy sobą. Pamiętajcie o swoich potrzebach, nie tylko psychicznych ale też fizycznych.


Dzisiaj zamierzam robić to, co lubię robić w leniwe popołudnia.

Kobieta na końcu świata
Beata Pawlikowska
Książka
może Włoski

Natalia

sobota, 4 czerwca 2011

niemożliwe możliwe

Czasami rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Plastik przewodzi ciepło, kot kocha psa , jezioro wysycha, na pustyni pada deszcz.  Czasami zdaje Ci się, że coś czego bardzo byś chciała jest nie do osiągnięcia Jakiś osobisty sukces, osiągnięcie...  Nigdy wcześniej nie sądziłabyś, że przestaniesz go kochać. Nie myślałaś że tamta przyjaźń się skończy. W życiu nie zestawiłabyś się z obrazkiem pierwszego miejsca na podium. Czasem żyjemy tak bardzo przyziemnie, że zapominamy o jakichkolwiek ambicjach. Jest nam dobrze tak jak jest, bierzemy to, co nam dają i nawet nie trudzimy się myśleć o czymś lepszym. I tak oto nasze życiowe ambicje odeszły gdzieś hen, daleko.

Jeszcze rok temu, w życiu bym nie zgadła, że spotka mnie tyle rzeczy. Wiele tu osiągnęłam, ale i trochę straciłam. Ale chcę iść ciągle do przodu, chociaż czasami muszę zrobić jakiś krok wstecz. Nie zawsze jest z górki, oj nie. Często nie mam już sił, ani fizycznych ani psychicznych, i jedyne na co mam siłę i ochotę to schowanie się pod kołdrą i wylaniu wszystkich nagromadzonych emocji. Ale są i takie dni, kiedy idę chodnikiem, uśmiecham się do siebie, i wiem, wiem, że świat jest mój i mogę zrobić wszystko.

Mam nowy cel. I nie, nie traktuję go przedmiotowo. Po prostu chcę się upewnić, że można osiągnąć to, o czym się marzy. Próbujmy, nie poddawajmy się, bo co nam innego zostało, jak walczyć? Nic nie stracę. A zyskać mogę wiele. Ryzyko się opłaca.

Otwórzmy się na marzenia. I życzę każdemu, by nikomu nie zabrakło wiary we własne ja.

Natalia

hot like fire

Gorszego prezentu chyba na dzień dziecka nie mogłam dostać... 

Co u mnie ? Dzieje się tak dużo na uczelni, i o wiele za szybko.Często jestem taka zamotana, że nie pamiętam swojego imienia i nazwiska. Powoli wykańcza mnie wstawanie przed 6 rano, potem cały ten upał i gotowanie dupy na uczelni. Pierwszy raz chyba doceniłam ten "chłodek" na naszym wydziale, który w zimę sprawiał, że bez kurtki ani rusz. Zazdroszczę maturzystom czteromiesięcznych wakacji i tego, że mogą już się smażyć na słonku. Mój tydzień zapowiada się tragicznie, intensywnie, wyczerpująco.

We wtorek mieliśmy Instalacje budowlane z dziadkiem. I ku naszemu miłemu chyba, zaskoczeniu powiedział, że darujemy sobie zerówkę i on po prostu sprawdzi nasze notatki. Małki terminator, Posiadaczka jednych z  najlepszych notatek na roku ponoć hehe, od razu poszłam do biurka, dziadek postawił ptaszka, jakkolwiek to dziwnie brzmi i miałam wolny dzień. Najpierw smażenie się jak frytka na tarasie u koleżanki, a potem ciężka dla umysłu nauka na koło. Tak, zaliczyłam, na 3 co mnie nie satysfakcjonuje, no ale może poprawię jeszcze na lepszą ocenkę w wolnym czasie.Ale wróćmy do tematu, Justyna zapomniała notatek, i trochę się wkurzyła. Jako, że Pan Profesor widział jak pilnie przytakiwałam mu nie mając zielonego pojęcia o czym mówi na wykładzie miałam u niego chody. Wynegocjowałam, że koleżanka przyniesie za tydzień ten zeszyt. Ale później doszła do wniosku : kurde, pójdę skserować od kogoś i będę miała z głowy. Bierzemy notatki od koleżanki idziemy do ksero, ja patrze. FAK, skąd masz moje notatki ???????????/ Okazało się, że koleżanka, której pożyczyłam notatki do spisania, udostępniła je też innym. No kurde, nie jestem przysłowiowym  Żydem, ale głupie pytanie typu: Natala dasz notatki skserowac? by dużo załatwiło. A ja tu nieświadoma, że pół roku ma moje notatki....Czy ja wyglądam na jelenia ? Paniusie będą się codziennie opalały na balkoniku, i piły driny a ja zapierniczała na uczelnię ? Co to, to nie. !!! Przyznam, delikatnie wytrąciło mnie to z równowagi, ta cała bezczelność, no ale co ja mogłam poradzić. Potem sobie odpuściłam. Jak już mówiłam, profesor stawiał dziubki na każdej kartce, w celu uniknięcia kopiowania. Jak się później okazało, zorientował się, że wszyscy mają ode mnie skserowane, bo widzicie ja i Justyna z nudów rysowałam różne kwiatki na marginesach i on sie śmiał: O znowu te kartki z segregatora z kwiatkami. Okazało się, że po moim wyjściu, zapytał się wszystkich od kogo mają notatki, i ja dostałam piątkę;P Przyszli studenci, nie dajcie się robić w balona, poza tym, notujcie wszystko, jeżeli ruszyliście już swoją łaskawą dupkę na wykład, to lepiej już wysilić tą rękę i popisać, zawsze na koniec semestru to mniej latania na ksero :) A uwierzcie mi, kopiowanie na dużą skalę znacznie uszczupla portfel ;)


***
Środowy trening przyznam, uskrzydlił mnie, i nie mogę zejść na niższy poziom.W końcu ktoś, za wyjątkiem Anitki, powiedział mi co myśli o moim tańcu, gdzie jest kozacko, gdzie muszę poprawić swoje ruchy. Szczerze, trochę się boję a z drugiej strony, nie mogę się już doczekać tego festiwalu. Nie mam jeszcze zielonego pojęcia jakie będziemy miały stroję, ale pewnie okaże się na dniach. Na obóz nie jadę z dość oczywistych powodów, bo najzwyczajniej nie miałabym na niego pieniędzy. A z faktu rozpaczliwej chęci posiadania ich od razu po sesji kierunek dom, wawa, uk. 

Wracając ze środowego treningu nie śpieszyło się nam z Eweliną do domu, z tego powodu poszłyśmy do Piotra i Pawła po coś, czym mogłabym nakarmić potwora, którym jest mój żołądek. Zahaczyłyśmy o park nad Białką, znalazłyśmy tam fajne drzewo, i stwierdziłyśmy, że będzie nasze. Miło jest teraz, kiedy kończysz trening o 9, i jest jeszcze jasno. Pogadałyśmy, ja w międzyczasie pisałam z moim ex, którego imienia nie wypowiadam. W moim domu jest to zdecydowany temat tabu. Zobacz jak to ludzie sobie przypominają o Tobie w biedzie :) Kiedy docenią co stracą. Kiedyś bardzo tego pragnęłam, teraz na widok wiadomości od kogoś takiego na twarzy maluje mi się ironiczny uśmieszek pod tytułem : A nie mówiłam ? I śmieszy mnie fakt, że tak to żaden się nie odezwie, ale nagle trzem na raz przypomina się o moim istnieniu.

Wczorajszy wieczór zapowiadał się dość nudno, nie miałyśmy aż tyle kasy, żeby pójść na koncert. A szkoda. Za to nagrałyśmy własne klipy przy piwie w domu, i stwierdziłam że jesteśmy stare i głupie :)

A dziś wstałam z dziewczynami, i mimo, że mam ogromną ochotę poprzewracać się w łózku i pospać mam tyle do zrobienia.............


PONIEDZIAŁEK
zerówka z zasad projektowania
kolos z szaty roślinnej

WTOREK
oddanie projektu z zasad projektowania
wejściówka z geodezji

ŚRODA
wejściówka z gleboznawstwa
poprawa zaliczenia z grafiki
zaliczenie ćwiczeń z grafiki

CZWARTEK
oddanie projektu z budownictwa 
oddanie projektu zagospodarowania szachownicy i figur w terenie, za pomocą photoshopa którego za chuja nie potrafie

PIĄTEK 
speech z angola. 


Ogólnie zapowiada się masakrystycznie, i jeżeli nie ogarnę większość w weekend to mam delikatnie mówiąc przewalone, także lecę ratować świat. Buzia. 

N.