Dochodzi 2 w nocy. Inwentaryzacja jako taka skończona. Przyznam, że opłacało się wydać te kilkadziesiąt złotych na nakładkę na program, która zdecydowanie ułatwia życie. A przynajmniej robienie projektów. Co by milej i sprawniej się pracowało, przydałby się jeszcze nowy lap top, ten jest stosunkowo nowy, bo ma nie cały jeszcze rok, ale mógłby mieć lepsze parametry, bo przy ciężkich graficznych programach to mus. Czuć już całą sesjową za przeproszeniem sraczkę, ludzie żrą się, sprzeczają, w powietrzu czuć frustrację i panikę. Nasz rok zaczął się dzielić na grupę pierwszą i grupę drugą, co kiedyś było jedynie podziałem czysto administracyjnym, dziś zaś tworzy między nami mur na skalę berlińskiego. Ja jestem w centrum, bo nie jestem ani z, ani przeciw. Nie zaprzeczam, wiele rzeczy mi się nie podoba, ale nie denerwuję się przez sytuacje, na których sama nie mam najmniejszego wpływu. Jednak brać na swoje barki to, czego nie wzięliby inni jest ponad moje siły.
Teraz leżę w łóżku, w pustym mieszkaniu, pół gołdapskiego Białegostoku wyjechało na długi weekend do Gołdapi, a ja sama pośród czterech ścian siedzę wśród projektów. Przeraża mnie wizja zaliczania około stu roślin z łaciny z rozpoznawaniem. Ale nie ma co narzekać. "Nikt nie zrobi tego za mnie". Wczoraj kładąc się miałam milion myśli w głowie, najlepiej jest sobie zapisać, rzeczy, które ma się zrobić dnia następnego, bo inaczej ciężko zasnąć. Wstałam o czasie, wstawiłam pranie, jedno, drugie, ogarnęłam moje gniazdko, siebie, nałożyłam słuchawki na uszy, trampki na nogi, zamknęłam drzwi na klucz i poszłam na przystanek. Mój samochód ma małą awarię. Zanim wróciłam minęły z dwie, może dwie i pół godziny. Zrobiłam trochę zakupów, oczywiście za kilka rzeczy zapłaciłam nie wiadomo jaką cenę, i zaczęłam zachodzić w głowę, kiedy tak wszystko podrożało, i kiedy to się zatrzyma. Pamiętam stare dobre czasy mleka w woreczku za złoty z kawałkiem. Mama miała do niego taki czerwony, plastikowy dzbanuszek. Właśnie. Potwornie tęsknię za moją mamą. I trochę za jej pierogami. Za jej twarzą, mądrymi oczami, ale niestety doby są za krótkie, a ja mam misję do spełnienia tutaj. Bardziej niż sesja przeraża mnie chyba pakowanie moich rzeczy. Cała szafa, teczki z pracami, buty, torby treningowe, książki i milion moich rzeczy z kategorii "niezbędne". Transport mojego życia do Gołdapi to jeszcze rzecz wykonywalna. Ale jak spakować się na 3 miesiące w torbę ważącą 23 kg? Przecież w moim beznadziejnym przypadku można to porównać z wsadzeniem słonia do dziurki od klucza... Ale spokojnie, dam radę, jak nie ja, to kto ?
Dopijam kakao i idę spać, na dzisiaj dosyć, dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz