Zmieniłam się, czuję to. Jestem zbyt emocjonalna - ha, zawsze byłam, jednak potrafiłam to ukryć we wnętrzu. Teraz często zdarza się, ze moje emocje muszą znaleźć ujście, a wtedy, ratuj się kto może. Wiązanki może nie najpiękniejszych, ale powszechnie stosowanych wulgaryzmów wychodzą z moich ust, i lecą jak wodospad. Szybko i bezmyślnie.
Przy tych których kocham, nie boję się pokazywać emocji, z przyczyn wiadomych. Jednak przy osobach trzecich, które nie znajdują się w czołówce mojego serca, staję się obserwatorem. I dusicielem. Własnych myśli. Dlaczego ? Pytam się dlaczego do cholery, nie potrafię zasygnałować komuś mój poziom frustracji, irytacji czy zdenerwowania ?
Przez to staję się dwulicowa. Tak, mam dwie twarze. Pogodna ja, i ja która ma we wnętrzu burzę, z kumulującymi się piorunami, które nigdy nie przetną nieba. Bo im na to nie pozwalam. Dlatego też udaję, że wszystko jest w porządku, albo sygnalizuję, że coś jest nie tak. Zamiast powiedzieć. Nie potrafię używać już słów tak jak kiedyś. Staram się przekazać coś drugiej osobie w sposób niewerbalny, a co ona wtedy myśli? Jaką suką jestem. Myśli tak dlatego, że nie widzi swojego błędu, a ja swoim zachowaniem próbuję pokazać, jak bardzo mi to nie pasuje. Próbuję, ale mogę, no cholera nie mo-gę! Jak być uczciwym w dzisiejszym świecie ? Uczciwym wobec siebie i swojego sumienia?
Dobrze jest czasem dać upust emocjom, a potem po prostu podać sobie rękę
niż
udawać, że problem nie istnieje, ręki nie podawając.
Jestem tutaj żyję. I mam wszystko czego dotychczas pragnęłam - dobrą szkołę, taniec na wysokim poziomie, finanse. Ale czuję niedosyt. Bo czym jest to wszystko bez ostatniego puzzla ?
ah i jeszcze jedno... lesson learned
Natalia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz