piątek, 11 listopada 2011

11.11.11

    Podchodzę do pisania tego posta już drugi raz, ponieważ za pierwszym razem zaniemogłam i zasnęłam. Jest piątkowy, świąteczny wieczór. Chill przy muzyce i herbatce. Przechodzę osobiste zmęczenie materiału na skutek dnia, a raczej wieczoru wczorajszego. Od paru dni miałam w planach imprezę FPC w Kontakcie. Bardzo się cieszyłam, bo było to świetną okazją do spotkania się z moimi dziewczynami, które odeszły z grupy. Grzechem także byłoby nie skorzystać z okazji obejrzenia showcasów w takim miejscu jak klub, gdzie takie rzeczy, myślę, zdarzają się niezbyt często. Wrażenia całkiem pozytywne, zabawa udana:) Ale szczerze? Nigdzie nie bawię się tak, jak w moim małomiastowym Koko, z ludźmi, których znam i kocham;).  Poza tym nocowała u mnie moja Daniuśka, dla której szczerze? Ostatnio nie miałam wcale czasu, bo to trening, bo to projekt. Jest kochaną osóbką, bo choc wcale nie miała ochoty na wyjście, nie odpowiadała jej żadna bluka z mojej wielkiej szafy, to i tak poszła na imprezę. Dla mnie. :) Oto poświęcenie. Wczoraj moje życie uległo zmianie. Jeszcze teraz fizycznej zmiany jako tako nie odczuwam, ale w głębi duszy w końcu czuję błogi spokój jeżeli chodzi o moją przyszłość- przynajmniej tą w ciągu bieżącego roku akademickiego. Otóż składałam papiery na stypendium, jak się okazało sukcesywnie. Na wieść o kwocie jaką będę dostała ugieły się pode mną kolana z wrażenia, a oczy zaszkliły mi się. Bóg wynagrodził mi moje wszystkie trudy. Choć jeden raz w życiu moja ciężka praca została doceniona. Wiesz jaka to radość? Być niezależną, odciążyć mamę z kosztów mojego utrzymania. Być samodzielną. Choć raz o moim losie nie zadecydowało nazwisko, a raczej przewaga cudzego nazwiska nad moim. Radość. Ogromna radość. Obecnie włączyłam Gladiatora, i z ręką na sercu przyznaję, że będę oglądała go pierwszy raz w życiu :)! Uwierzysz? Także lecę oglądać, buziaki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz