Przyjechałam w piątek. Spieszyło mi się tutaj, i bynajmniej nie spieszy mi się wracać. Każdą chwilę oddałabym za tą, spędzoną tutaj. Dlatego jak tylko mogę, przekładam wyjazd, nawet kosztem zmęczenia i niewygody. Tak więc wyjeżdżam jutro o 5 rano, bo choćbym zapierała się rękoma i nogami, muszę wrócić.
Nie wiem jak to jest - że przez jedną osobę, jesteś w stanie odpuścić sobie resztę. Próbowałam, na prawdę starałam się traktować go jak powietrze, ale stwierdziłam - że nie zamierzam się wkurwiać przez jednego typa. Bo nie warto, czas zacząć myśleć o sobie.
Wczoraj poszłam do Drink Baru, i niby wszyscy Ci sami, ale między nami wytwarza się niewidzialny mur.
Ogólnie kiedy jestem w B. usamodzielniłam się. Przecież wszystko robię sama, wszędzie sama. Fakt - jakichś tam nowych znajomych mam, są na prawdę świetni, ale to jeszcze nie ten etap, że nierozłączni, że wszędzie razem.
Moja samotność objawia się nałogowym łupaniem pestek i lampieniem się w monitor z Seksem w Wielkim Mieście. Przychodzę do domu, robię herbatę, jakąś szamę i zamykam się w pokoju, bo co innego mam do roboty ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz