sobota, 16 listopada 2013

Nie ma skróconych dróg.


Miałam ostatnio bardzo dużo czasu na rozkminy...Muzyka, filmy, programy mają na mnie wpływ, i nie zapominam o ich przekazie razem z ich końcem. 

Dzisiaj poruszył mnie program Kobieta na krańcu świata, a raczej jego główna bohaterka. Martyna odwiedziła 14-letnią Aom, która mieszka w Tajlandii. 

Szokujący dla mnie jest fakt, jak nasze życie bardzo się różni. Ja, mająca prawie 23 lata studentka, a wspomniana wcześniej 14-letnia Aom. Zderzenie dwóch światów. Ja - niby dorosła, ale jeszcze nastolatka, ona - dziecko, które utrzymuje rodzinę. Nie uważam się za jakieś rozpuszczone dziecko czy egoistkę, wiele w życiu mnie spotkało, ale w porównaniu z życiem codziennnym tej dziewczyny moje życie jest .... bajką. Mam tyle możliwości w życiu. Świat stoi przede mną otworem.

W Tajlandii ukończenie szkoły podstawowej i gimnazjum jest obowiązkowe, jednak nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. Tak też jest w przypadku bohaterki programu. Aom na co dzień pracuje w sklepie wujostwa, a po godzinach trenuje tajski boks, który daje jej możliwość zarobku. [ Jedna wygrana walka to niecałe 100 zł ]. Wszystkie zarobione pieniądze wysyła swojej mamie. W tym momencie pomyślałam sobie, ile razy nie chciało mi się iść do szkoły, a tam.... tam ludzie marzą, żeby być dzieckiem i mieć czas na rozwój. Pomijam temat szacunku do rodziców i wspieranie rodzeństwa, bo to temat rzeka na oddzielną rozkimnę.

Tajlandia. Śmieszy mnie samo tłumaczenie słowa thai - wolny. Ludziom kojarzy się głównie z Bangkokiem, buddyzmem, tsunami, czy pięknymi plażami z białym piaskiem i błękitną wodą. Nikt nie mówi jednak o prawdziwych problemach ludzi żyjących tam na codzień. Wiadomo - jak w każdym kraju są ludzie biedni i bogaci, ale nie wiem czy spotkamy się w Polsce z obrazkiem 14latki utrzymującej czteroosobową rodzinę.

W turystycznych miasteczkach litrami leje się alkohol. Dzieci handlują nielegalnym towarem. Dziewczynki są postytutkami. Widok tych dziewczyn,,,ubranych w krótkie szorty i topy....wdzięczących się do pijanych turystów.... Coś przerażającego. Nie wiem co jest gorsze - fakt, że to jeszcze dosłownie dziewczynki, zarabiające ciałem czy to, że sytuacja życiowa zmusiła je do prostytucji, by jakoś pomagać rodzinie. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji, więc nie chcę oceniać niczyjej moralności.

Miło jest jednak, że na świecie istnieją osoby jak Aom, które nie idą po najmniejszej linii oporu. Respekt dla tych, którzy wolą ciężko pracować fizycznie niż sprzedawać ciało czy duszę. I nagle słyszę w głowie " nie ma skróconych dróg... ". Nie wiem czy walki nieletnich są legalne, ale to chyba lepszy sposób na życie niż pójście na łatwiznę... Nie mam pojęcia, czy Ci ludzie nie znają lepszego sposobu na życie czy po prostu nie chcą go znać...

Program ten uświadomił mi w jak odmiennych warunkach żyję. Ponoć Polska nie jest wymarzonym miejscem na świecie do życia i wychowywania dzieci, ale nie jest chyba aż tak tragicznie ... Dziś uzmysłowiłam sobie, że jestem jako tako wolnym człowiekiem. Mogę się [prawie] bezpłatnie uczyć. Robić to, co kocham. Fakt, bywają dni, że muszę martwić się o przyszłość mojej rodziny, ale większość dni jest jednak ... dobrych. Nie ma co zaprzeczać. Wielu ludzi marzyłoby by być w tym momencie życia, w którym ja jestem. Głupio jest mi to przyznać, ale nie doceniałam swojego życia. Dziś dumnie patrząc w lustro mogę śmiało stwierdzić, że jestem szczęściarą, mimo, że brakuje mi ostatniego puzla. Nie, nie dostałam wszystkiego za darmo. To, co osiągnęłam to często miesiące, a nawet lata ciężkiej pracy. Ambicje nie pozwoliłyby mi spać w nocy. Pielęgnacja relacji, pielęgnowanie pasji, dbanie o własny rozwój ciała i duszy, pomoc rodzinie. Nie zawsze bywało różowo, ale człowiek w otoczeniu kochających ludzi jest gotów zrobić wszystko, by wygrać życie.

Doceń to, co masz. A jeżeli czegoś Ci brakuje - zmień to, bo "nikt nie zrobi tego za mnie". 

Nie musisz mówić mi, że jest Ci ciężko... co z tego ? Nic nie robisz, nie masz nic i nie zmieniasz niczego. Rzeczywistość Cię przerasta. Bo darmo nikt ci nie da, i zostaną marzenia. Zamiast narzekać zrób coś i zacznij świat swój zmieniać. Nie otworzysz drzwi dopóki nie otworzysz zasuw .To za mało czasu. Powoli wchodź po swej drabinie. I konsekwentnie rób to co sobie założyłeś.Wiem, że jest trudno, lecz jeśli nie złamiesz schematów Tylko przez lornetkę zobaczysz drogę do lepszych czasów. Zrozum mnie dobrze, nie ma dróg na skróty. NIE MA !! Czekasz na swoją szansę? Ale nikt Ci jej nie da !! Nie dojdziesz do niczego nawet przez siedmiomilowe buty. Zrozum mnie dobrze. NIE MA DRÓG NA SKRÓTY NIE MA ! Dosyć pieprzenia o tym, co możesz zdobyć. Nie robisz nic, ale nadal myślisz "co by było gdyby to wszystko się inaczej ułożyło, gdybyś to dotknął z bliska" . Teraż żal Ci dupę ściska =]. Widzisz... nie dla każdego tak bywa. Poczekaj, daj sobie czas na poznanie prawdy, wtedy będziesz wiedział, że dla Ciebie błyszczą się te gwiazdy :-). Marzą się lepsze dni, one przyjdą z czasem, wystarczy ruszyć dupę i pokazać klasę. Ten obrazek... który ja widzę stale. TRZEBA TO GÓWNIANE ŻYCIE POPCHNĄĆ DALEJ. 

Kolejny wieczór narzekasz, ale nie masz podstaw. Przegrałeś - jeśli dupa do tej ławki Ci przyrosła. I nie wstaniesz jeśli dalej będziesz ślepy. Starczy wiek Ci zostanie i mentalność mazepy. Niestety otwierasz oczy tylko na podniety dziwnie... myślisz naiwnie i sam sobie robisz krzywdę. 

Potem powiesz " Spełniłem mego życia marzenia wszystkie, po co iść na łatwiznę ?" Warto czasem złapać bliznę od życia, by unieść ręce wraz z ostatnim gwizdkiem.

Nie ma skróconych dróg. Grammatik

niedziela, 5 maja 2013

Oasis - Wonderwall


Wczorajszy dzień był taką porażką, że wieczorem nie byłam w stanie wyrazić swoich emocji słowami, co mogło być dość szokujące, jak na osobę ze "sraczką słowną". Dzisiaj obudziłam się i dalej zachodzę w głowę, dlaczego mam takie (nie)szczęście. Czasami mam wrażenie, że posiadam 40letnie doświadczenie kierowcy, a urywki z Prawa Agaty gdzie tytułowa bohaterka nie odpali swojego combi bez śrubokręta, nie robią na mnie większego wrażenia. Niestety mego dziecka nie można kochać miłością bezwarunkową, bo cierpliwość zdecydowanie kiedyś się kończy. Moja skończyła się wczoraj. Sama myśl o jeździe tym autem przyprawia mnie o ból żołądka. Co więcej - przyprawia o ból głowy także mojego mechanika, który bezsilnie załamuje już ręce. Klamka zapadła. Moje auto jedzie na złom, albo raczej zostanie tam zholowane...Bo nikt siłą nie zaciągnie mnie za kółko. Jest mi przykro, bo włożyłam dużo zachodu i pieniędzy w to auto, nie jeden raz beczałam też jak bezradne dziecko. To nauczka dla mnie, że nie należy być w gorącej wodzie kąpanym i że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach, niestety... Chyba muszę sobie kupić... uwaga... rower. 

W końcu bezchmurne niebo...oby upalnej niedzieli !
N.

czwartek, 2 maja 2013

Skazana na Shawshank



Muszę sobie wtedy przypominać, że niektórym ptakom nie służy klatka... Mają za jaskrawe piórka. Ale gdy odlatują, cześć siebie, która wie, że grzechem było je więzić, raduje się. Mimo to, miejsce w którym mieszkasz jest bez nich ponure i puste.


N.


sobota, 23 lutego 2013

Bad Gal Riri

To niczyja sprawa :-) Tylko moja i Twoja. Tak jak jego i jej :) 























I just want you to stay....

The year of 22

Post ten miał powstać już  z milion razy. Miałam go pisać w Nowy Rok, później w moje 22 urodziny ale tak oto jest on pisany 10 dni po nich, ze względu na to, że kiedy myślałam o jego utworzeniu, albo ktoś wyciągał mnie z domu, albo nie miałam dostępu do internetu, albo jak w sytuacji sprzed tygodnia - komputer spadł mi z mojego super rozkładanego łóżka i się najzwyczajniej w świecie zepsuł, co w sumie u mnie jest dość pospolitym zjawiskiem.

Co do postanowień noworocznych... [ Tak wiem, mamy już końcówkę lutego ;P, ale nie pisałam o tym wcześniej :) ]. W tym roku, być może tak jak i w poprzednich zamierzam bardziej dbać o siebie. O swoją duszę i ciało. Jeżeli o ciało chodzi, kroki ku jemu lepszej kondycji poczyniłam 11 stycznia, kiedy tylko minęło mi jakże upierdliwe przeziębienie. Otóż od tego dnia, z mniejszymi bądź większymi przerwami ćwiczę z Ewą Chodakowską i oczywiście Elą. Usłyszałam o niej [ o Ewie Chodakowskiej] od moich koleżanek. Jak na XXI wiek przystało, skorzystałam z wyszukiwarki Google, a także  Facebooka, i tak o to znalazłam się na Facebook'owej stronie Ewy. Miliony motywujących obrazków, zdjęcia dziewczyn przed i po metamorfozie, sprawiły, że nie mogłam nie podjąć wyzwania. Razem z moją Elcią po długich poszukiwaniach siłowni idealnej [ czyli takiej która jest a) niedroga b) niedaleka c) fajna ] stwierdziłyśmy, że pieniądze, które włożyłybyśmy w karnety przeznaczymy na zachcianki, natomiast ćwiczyć będziemy w domowych warunkach. Tak też się stało, nie są to słomiane obietnice ponieważ faktycznie ćwiczymy. Myślę, że ciężko byłoby mi się samej pilnować, na szczęście mam Elę -). Mojego anioła stróża :). Cudownie byłoby gdybym nie była uzależniona od słodyczy, bo wtedy efekty na pewno byłyby szybciej zauważalne. Faktycznie, nie jadłam ich przez pierwsze dwa tygodnie, ale potem było mi już na prawdę ciężko.Ale przynajmniej próbowałam i na pewno jeszcze nie raz spróbuję, bo walczyć trzeba :).



Co więcej... hmm. Wystąpiła dość ciężka sytuacja w moim zespole, jednak jakoś staramy się to ogarnąć. Bardzo dużo osób odeszło, z znanych bądź mniej znanych nam przyczyn. Wszyscy w głębi duszy czujemy, że to studio trochę podupada, ale nikt nie chce mówić o tym głośno. Simbus odszedł ze studia, i jakoś tak... wszystkim jest smutno z tego powodu, ponieważ jego zajęcia przyciągały wielu tancerzy. Co więcej, jeżeli o Castę chodzi, to wiadomo, zżyliśmy się z nim, bo razem z R. prowadził nasze zajęcia od trzech lat. Nie chcę odchodzić, bo wiem, że to studio wielu rzeczy mnie nauczyło, mieliśmy swoje sukcesy, jak i porażki, ale jednak mamy siłę, bo mamy świetnych tancerzy. Za żadne skarby nie chciałabym przechodzić do innego studia, poza tym, taniec to moje całe życie, co ja bym zrobiła bez tańca?



Jeżeli chodzi o inne aspekty mojego życia. Studia. Semestr V zakończyłam sukcesywnie ze średnią 4,56. Ostatnią taką średnią miałam chyba... w podstawówce;P Pracowałam na to ciężko i myślę, że nie jest to kwestia "kujoństwa" bądź niekujoństwa [ nie wiem czy takie słowo istnieje, ale to mój blog, więc sobie je stworzę na potrzeby własne ;P]. Robię to co lubię tak? Sama wybrałam swój kierunek, to co mi odpowiada. Myślę, że to bardziej kwestia własnego ogarnięcia i dobrej współpracy. Postanowiłyśmy z E. że niezależnie od czegokolwiek w tym semestrze wszystko robimy same. Stwierdziłyśmy, że praca w grupach jest jednak nie lada wyzwaniem, dlatego niezależnie od tego czy projekty będziemy mieli robić w czwórkach bądź trójkach, robimy je same. Bo pracy i tak będzie tyle samo, jeżeli miałabym robić coś za kogoś. Okres ferii między semestrami minął mi bardzo szybko. W G. obkupiłam się tak, że ledwo ciągnęłam walizkę. Odpoczęłam aż za nadto. Spotkałam się z moimi przyjaciółki. Z mordką moją. Spędziłam czas z mamą. Parę znajomości zakończyłam na dobre, ponieważ nie zamierzam otaczać się ludźmi, którzy chcą mi coś na siłę udowodnić lub mnie obrazić. Nie mam czasu na niepotrzebnych ludzi w moim życiu.

W ciągu ferii prowadziłam także własne classy w G. Było na prawdę fantastycznie. Fakt, stresowałam się, bo patrzyło na mnie kilkanaście par oczu. Wiadomo - to co innego niż prowadzić aerobik dla koleżanek lub uczyć je układu. Stały przede mną młode, buntownicze nastolatki. I to sekundy zaważały na tym, czy zdobędę ich respekt czy też nie. Najważniejsze to nie dać się zjeść, bo może być słabo. Jednakże zajęcia przebiegały po mojej myśli, dziewczynom trzeba było dać delikatnego kopa na rozpęd, a potem szło już z górki. Fakt, że musiałam pić co sekundę, bo co innego jest brać lekcję gdzieś z tyłu, gdzie nikt na Ciebie nie patrzy, a co innego myśleć nad każdym swoim ruchem i tłumaczyć, liczyć, kiedy patrzy się na Ciebie tylu ludzi :-). Po ostatnich piątkowych classach w sobotę o piątej rano wyjechałam do Białegostoku. Wieczorem czekała mnie moja własna urodzinowa impreza. Zaprosiłam chyba z 32 osoby i trochę obawiałam się, czy wszyscy się pomieścimy, ale nie było tego problemu, bo jak wiadomo, jeden nie może bo to, drugi bo tamto, i finalnie było nas kilkunastu. Mega śmiesznie i przyjemnie. Byłam zaskoczona prezentami, za które ślicznie dziękuję. Największe zaskoczenie sprawił mi chyba tort od Saszki i Agati, co więcej, świeczki tego tortu za bardzo nie chciały się zgasić. Co zdmuchnęłam, to się rozpalały na nowo, i o ile na początku prawie sikałam ze śmiechu, to później zestresowałam się, bo całe mieszkanie się zadymiło, a świeczki dalej nie chciały się gasić. W każdym razie, udało się po większym wysiłku je zgasić, a tort, mimo popiołu na ozdobach był na prawdę pyszny :).





I finalnie... mieszkanie. Pisałam już tu kiedyś, żebyś bacznie wybierał/a współlokatora, bo możesz mieć potem dużo problemów, tudzież nieprzyjemności. Tym razem jeżeli o współlokatorki chodzi trafiłam idealnie,  E. to moja druga połowa, natomiast druga współlokatorka wcale mi nie przeszkadza, bo non stop siedzi w pokoju, co jest równoznaczne z tym, że zachowuje się tak, jak gdyby jej nie było. Ani mnie to grzeje, ani mnie to chłodzi, więc jest w porządku :). Zapytasz więc: w czym rzecz? A no w tym, że nasz właściciel to alkoholik, który po libacji szuka u nas schronienia, noclegu i ciepłej herbaty. Na co stanowczo odpowiadam: NIE. Nie ma mowy, tak więc jutro spotykamy się z Bogdanem, bo tak mu na imię, na spotkanie, i albo to będzie wojna, albo pokój, ale w obu sytuacjach on będzie przegrany, już ja się o to postaram :). Także chłopaki i dziewczyny, podpisujcie umowy bo nie znacie dnia ani godziny :).

Poniżej zamieszczam filmik Olcis i Kwadratów, gdzie dziewczyny zabijają w piwnicy Simbusa :) Jaram się mega filmikiem, nakręcony w profesjonalny sposób przez Gabrysia i TubaArt, co daje świetny klimat, oraz no nasi tancerze, którzy według mnie w choreografii Oli pokazują jakimi są przekotami. Zapraszam serdecznie do oglądania.


niedziela, 10 lutego 2013

Horoskop chiński :)

Zdecydowanie zbyt dawno nic nie pisałam. Sesja zaliczona, zaliczona to nawet zbyt mało powiedziane, bo mimo, że był to najcięższy według mnie do  tej pory semestr, to lepszych ocen niż obecne nie miałam. Wiązało się to oczywiście z wieloma wyrzeczeniami i zarwanymi nocami, ale być może dzięki temu zaowocuje to kolejnym stypendium, a nie pogardzę dodatkowymi funduszami :). Jutro wyruszam na zakupy, by jak na zakupohololiczkę przystało poprawić sobie humor. Na popołudnie mam zaplanowaną siłownię, mam jeszcze caluteńki  tydzień, by zadbać o siebie, o swój komfort zarówno psychiczny i fizyczny przed rozpoczęciem nowego semestru. Namaste bitches :)

Konie zwykle są dowcipne, inteligentne i pełne dobrej woli. Nie zawsze wyglądają atrakcyjnie, lecz jest w nich ukryta siła sprawiająca, że potrafią być ponętne dla innych. Mają bardzo zmienną naturę. Z tego powodu w krótkich odstępach czasu potrafią pokazać różnorodność zachowań - od arystokratycznego spokoju do szalonych i porywczych czynów. Nie sprawia im kłopotu szybkie zakochanie się, jak i łatwe pozbycie przedmiotu dotyczącego westchnień. Lubią wolność.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Konie wcześniej niż inne znaki podejmują samodzielne życie. Jeżeli tak się nie stanie, zwykle przedstawiciele tego znaku brakującą wolność rekompensują sobie w szybkim wspinaniu się po drabinie kariery społecznej, zawodowej czy innej. Wszystko dlatego, że w głębi serca są żądne przygód, lubią być tam, gdzie coś się dzieje, gdzie można dać upust swoim dążeniom do zmiany.

Ludzie urodzeni pod tym znakiem zwykle mają kilka cech, które przyciągają inne znaki. Przede wszystkim są pełni życia i energii. Są może zbytnio impulsywni, lecz niezmiernie efektywni. Cechuje ich bystry umysł i zdolność radzenia sobie w sprawach finansowych. Uwielbiają zdrowy tryb życia, gimnastykę zarówno ciała, jak i ducha. Interesują się modą i innymi sprawami przyziemnymi, lecz nigdy nie zaniedbują błyskotliwej refleksji, nawet na najbłahszy temat. Zwykle bywają nonkonformistami.

Konie poruszają się z gracją, a ich umysł pracuje z zadziwiającą prędkością i otwartością. Lubią fanfary, uwielbiają rozdawać komplementy, jak i je otrzymywać. Szybkie i bystre w myśleniu, łatwo rozpoznają każdą sytuację i przez to doskonale potrafią manipulować innymi znakami. 

W swoim negatywnym wariancie mogą być impulsywne i uparte, ich temperament w każdej chwili może eksplodować. Lubią popędzać innych i okazywać swoje niezadowolenie. Są bardzo wymagające, lecz jedynie w stosunku do innych. W dużej mierze bywają egoistami i lubią, kiedy całe otoczenie krąży wokół nich.

Ludzie, którzy na dnie serca mają ukrytego Konia, zwykle nie działają w myśl jakichkolwiek planów. Nie respektują standardowych sposobów działania, gdyż nie jest to ich siłą. Dajcie Koniowi problem i oczekujcie błyskotliwego rozwiązania, w którym wyrazi się tak ceniona przez niego wolność. I niech nikogo nie dziwi, że nawet rozwiązując najtrudniejsze sprawy, Koń będzie czytał gazetę, konwersował, pisał list czy oglądał telewizję. Taki jest jego sposób działania - nie lubi tracić czasu na sprawy pojedyncze.

Koniom często udaje się zgromadzić pewne bogactwo materialne, lecz nigdy dosyć bezpieczeństwa psychicznego. Po prostu nie dbają o nie, gdyż nie jest ono ich bodźcem do działania. One lubią nieustanną gotowość. Dobrze jest, gdy Koń stale ma przed sobą jakieś zadanie do rozwiązania. Nie musi wówczas zważać na jedzenie i spanie, po prostu może realizować siebie poprzez działanie, czyli w galopie.
Urodzenie w roku, w którym obok Konia wystąpił żywioł Metal, sprawia, że jest się bardziej upartym i egoistycznym. Większą wagę przywiązuje się do wolności osobistej i częściej niż zwykle podejmuje próby uwolnienia od rutynowych metod działania. Woda zaś utrwala zmienność Konia. Urodzone w tym żywiole Konie charakteryzują się większym poczuciem humoru i potrafią być bardzo zabawne dla otoczenia. Oczywiście, jeśli tylko chcą. Trzeba pamiętać, że na plan pierwszy Konie wysuwają własne zadowolenie i własny interes. Drzewo nadaje Koniom poczucie odpowiedzialności i rozwija w nich cierpliwość. Wzmaga nieco bardziej potrzebę dominacji, gdyż stawia na logikę, systematyczne myślenie i pewną dyscyplinę. W tym też żywiole, niejako w przeciwieństwie do zyskanych cech, Konie łatwiej pozbywają się starych pomysłów i pozostają otwarte na nowe. Koń jest największą indywidualnością, gdy urodzi się w roku Ognia. Wówczas to większość jego cech zostaje wzmocniona. Odwrotnie zaś gdy urodzi się w roku Ziemi, kiedy to większość charakterystycznych dla niego cech ulega osłabieniu. Należy tutaj dodać, że Chińczycy boją się Ognistego Konia, czego wyraz znaleźć można w statystyce narodzin.

Konie bywają atrakcyjne dla innych znaków, nie ze wszystkimi jednak czują się najlepiej. Zgadzają się z Tygrysami, zaraz potem z Psami i Kozami. Ewentualnie mogą próbować ułożyć sobie życie z Wężami, Smokami, Małpami i Świniami. Z całą zaś pewnością napotkają spore trudności, gdy spróbują - zarówno w sprawach zawodowych, jak i sercowych - dogadać się ze Szczurami lub Bawołami.

Końskie zawody to te, które pozwalają na odczucie wolności. Mogą to być zajęcia typu listonosz czy mleczarz, ale także wymagające niezależności intelektualnej. W historii świata do Koni należeli: Rembrandt, Roosevelt, Paul McCartney, Rosselini, Bergman, Chopin, Degas, Vivaldi, Josephine Baker, Beckett, Huxley, Pasteur, Puccini, Renoir i Sołżenicyn.