Długo nie pisałam. Nie wiem czy powodem tego jest inny tryb życia, czy po prostu brak dzielenia się czymkolwiek. W ostatnim poście pisałam o castingu. Byłam, dostałam się. Ze starego składu zostało nas 8, doszło 16 nowych twarzy, w tym jeden chłopak ( chłopiec ! właściwie). Nie ogarniam jeszcze części twarzy, ale wszystko przyjdzie z czasem, jak w tamtym roku. Tak myślę. Postanowiłam trochę zacisnąć pasa ( nie wiem na ile mi to w sumie wychodzi) w sensie ideowym - nie w sensie zaciskania faktycznego paska. Wyskrobałam trochę więcej pieniędzy i wykupiłam sobie miesięczny karnet na wszystkie zajęcia w studiu. Tańczę hmmm, po 9 godzin w ciągu 3 dni. Mogłabym więcej, mogłabym, a nawet napiszę więce, chciałabym ale moje zajęcia projektowe na uczelni niestety mi na to nie pozwalają. Jest dobrze, cholernie dobrze. Czuję, że rozwijam się. Moje ciało także czuje ogromną różnicę, czasami znosząc to jednak gorzej, wiem, że staje się silniejsze. Tu i ówdzie wychodzą moje niewielkie, choć dokuczliwe, zaniedbane kontuzje sprzed lat a także zaniedbane sprawy zdrowotne. Jednak zdając sobie sprawę z tego, że najzwyklej w świecie nie mam czasu na chorowanie i leżenie, leczę się wszystkimi znanymi mi sposobami i "jadę" dalej.
Wczoraj byłam na jamie, ale (głupia!) nie wystartowałam. Żałuje się tego, czego się nie zrobiło, prawda :)?
Co na uczelni? Czasem śmiech, czasem sen. Wiadomo jak to bywa. W tamtym tygodniu zarwałam dwie nocki przez projekt, w tym jednego dnia poszłam spać o 5.30 do 7.00 i znowu musiałam wstać na zajęcia. Realia studiów, bardziej w sumie w okresie przedsesyjnym, sesyjnym niż w okresie zwykłym. Jednak na moim kierunku, który opiera się na pracach manualnych, pracach czasochłonnych nie istnieją żadne zasady. Kolokwium i kucie na blaszkę byłoby zbawieniem pośród sterty projektów na każdy z przedmiotów. Irytuję się faktem, że daleko mi do perfekcji. Ale na perfekcję potrzeba czasu i pieniędzy. A tych dwóch czynników niestety zbyt często nam brakuje. No chyba, że okradłeś ( jak to mówi moja mama) chiński bank i cierpisz na chroniczną bezsenność.
Po zajęciach często od razu jadę do studia na treningi. Po treningu wracając do domu przesłuchuję sobie płyty, a kiedy wtaszczę się już na czwarte, to otwieram buty, zsuwam airforce'y i padam na twarz w moim pokoju. Nie mam czasu obejrzeć filmu, tydzień temu kupiłam sobie książkę pt. "Słoneczniki" Sheramy Bundrick o życiu van Gogha, ale do tej pory nie miałam czasu zobaczyć czegokolwiek, poza okładką. Być może odpowiedni czas nastanie w mini przerwie świątecznej. Mój mały śpioch śpi, mam obudzić o 20.00.
Pogoda dzisiaj była niezwykle łaskawa, jak na ostatnie czasy patrzeć. To pierwszy dzień od 3 października, kiedy mogę z ręką na sercu stwierdzić, że od razu bez mrugnięcia oka, bez odwlekania odrobiłam zadania, które przydzielili nam dzisiaj. Proud.
Jakie mam plany na wieczór?
Pozmywam, wezmę kąpiel bez pośpiechu, posłucham muzyki, poczytam książkę albo obejrzę film. Prawda, wolałabym być teraz u Anitki na contemporary i u MJki na new age'u, ale taniec nie zawsze jest najważniejszy, pierwszy raz chyba muszę to przyznać. W życiu są też inne priorytety. Mój taniec musi poczekać do środy, no najszybciej do jutra :-).
Wiele było nut zeszłego tygodnia, ale w tym momencie przychodzi mi na myśl tylko jedna.
ja? nie.
ale Ty najwyraźniej tak.
It's like you're screaming....
And no one can hear......
You almost feel ashamed
That someone could be that important
That without them you feel like nothingNo one will ever understand how much it hurts....
You feel hopeless
but nothing can save youAnd when it's over and it's gone
You almost wish that you could have all that bad stuff backSo that you could have the good.
Natalia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz