Myślałaś kiedyś o tym, że.....Co ja się pytam. Oczywiście, że myślałaś. Każda z nas to przeżyła. Kiedy kończy się w nas odwaga, a zaczyna strach? Odwaga do podejmowania nowych znajomości, odwaga do ponownej walki. Walki o marzenia, przyszłość, miłość. Gdzie zaczyna się strach, co ma wielkie oczy ? Strach przed kolejnym fiaskiem, niepowodzeniem, odrzuceniem.
Mówi się, żeby nie wchodzić drugi raz do tej samej rzeki. Nikt nas do nich nie pcha. Same się topimy, na własną prośbę. Przyzwalamy na to, by trzymano nam głowę pod taflą wody. I nawet nie walczymy, by się ocalić. Rzucamy się na głęboką wodę, a potem łapiemy jak tonący brzytwy.
A gdyby tak....zamiast skakać w nieznane głębiny, wchodzić powolutku od samego brzegu. Zdaje nam się, że umiemy pływać, odbić się od dna. Ale nie zapominajmy o środkach ostrożności (Czyt. koło ratunkowe). Nie palmy za sobą mostów, przecież gdyby się paliło - musimy jakoś zawrócić, prawda?!
Może masz już za dużo lat. (Nie masz, ale tak uważasz.). Koleżanki dookoła mają chłopaka, narzeczonego, być może męża. A Ty? Ty jesteś zmęczona kolejną porażką. Nie masz siły już szukać. Więc się poddajesz. Albo oddajesz swój własny los w cudze ręce. Bo sama nie wiesz co robić. Nie pozwólmy ludziom wybierać za siebie. Koleżanki mówią, że to nie chłopak dla Ciebie. Nie słuchaj ich. To będzie Twój związek, nie ich. Fakt, nie można też być zaślepionym, co to, to nie. Opinia bliskiej osoby może pomóc spojrzeć na kogoś obiektywnie. Bo bądźmy szczerzy - kiedy w grę wchodzą uczucia obiektywizm nagle znika. I nie wiadomo już, co jest prawdą, a co same sobie wmówiłyśmy.
Tracisz go. Potem płaczesz. I myślisz, że umierasz. Ale nie umierasz, umieranie byłoby zbyt łatwym wyjściem. Cierpienie w samotności jest większą męką. To jak rozjuszenie niezagojonej rany. Miłość życia okazuje się nie być miłością życia. Prawdziwy przyjaciel okazuje się nie całkiem prawdziwym przyjacielem. I nagle kolana się pod Tobą uginają.
I kiedy dociera to do nas, co robimy? Łapiemy się brzytwy. A) albo ciągniemy coś bez sensu albo B) pocieszamy się czymkolwiek, ewentualnie kimkolwiek. Prawda? Źle! Wiem, rozumiem. Ja też mam dni desperackiej potrzeby przytulenia się do kogoś. Nawet do kaktusa. Ale co Ci to da? Myślisz, że zapomnisz? A no tak, zawsze można się upić, wyrwać kogoś na jedną noc, wmawiając sobie, że to taki Twój substytut miłości. Pociesz się, pociesz. Ale następnego dnia, będziesz czuła się tylko gorzej. Bo chciałaś oszukać własne serce, oszukać samą siebie. Gratulacje.
Nie czuj się gorsza przez to, że coś Ci się nie udało któryś tam raz. Najczęściej wina leży po obu stronach. No dobra - dla Twojej otuchy dodam, czasem zdarza się, że szala przechyla się zdecydowanie na jedną stronę. Fakt. Ale wracając do tematu. Nie możemy czuć się gorsze. To on traci. I z takim nastawieniem powinnyśmy po upadku podnieść się w górę. Tak wiem - pisze to Natalia, która zawsze płacze jak dziecko.
I dobrze, a sobie płacz babo, łzy oczyszczają i przynoszą ulgę. Krzyczenie, wrzaski i walenie pięściami też jest dozwolone o ile pomoże Ci to wyzbyć się zbędnych emocji. Mówią, że na starą miłość najlepsza jest nowa. Ale czy to jest fair? Wobec nowego jego, wobec Ciebie ? Nie. Nie całkiem. Bo całując go, całujesz jego. Patrząc na niego, widzisz jego. I nic nie jest takie jak powinno być. Nie pchaj się z deszczu pod rynnę. Daj sobie czas. Nie śpiesz się. Bez przesady... nie jesteś chyba aż tak stara, żebyś słyszała tykanie Twojego biologicznego zegara. A kiedy już zrozumiesz, przetrawisz całą sytuację, któregoś dnia obudzisz się. Obudzisz się ze świadomością, że dojrzałaś do kolejnego kroku. Do kolejnego kroku, ale w zupełnie nowym kierunku. Jabłko będzie smakowało tak, jakbyś jadła je po raz pierwszy w życiu. A nie jak jabłko, jedne z tysiąca innych jednakowych.;-)
Próbujmy tysiąc razy, choćby miało się nie udać. Za tysiąc pierwszym razem to może być On :-)
Amen :-)
Natalia.
Próbujmy tysiąc razy, choćby miało się nie udać. Za tysiąc pierwszym razem to może być On :-)
Amen :-)
Natalia.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz