niedziela, 25 kwietnia 2010

im not your bejb
















***
Rozmowa z pięciolatką, A.

*
A: To ty rysowałaś?
N: Tak ja. 
A: Nie powiem, że brzydko. Bo nie jest brzydko.
N: Aha.
A: Winx to moja dłoń ... coś tam... wielką moc....czas i blask... coś tam...od gwiazd. A tam ! nie chce mi się śpiewać Winx. Włącz żono moja.
N: nie mam takiej piosenki. 
A: masz, musisz tutaj wpisać.


*
A: A masz chłopaka? 
N: A po co mi chłopak?
A: no nie wiem. moja siostra Róża ma.
N: [myśli sobie, ah, no nawet 5cio latka mnie dyskryminuje, bo nie mam chłopaka ;-)]
A ty masz?
A: nieee. tutaj śpisz ?[ pokazując moje łóżko]
N: tak
A: Sama ?
N: Raczej ;-)
A: co to jest ? [pokazuje poduszkę - Plemnika]
N: Poduszka :-)


*
A: A do czego są te pędzelki ?
N: Do malowania.
A: A pokażesz swoje mazidła ?
N: pokaże
A: malujesz się ?
N: tak
A: aaaaa. pewnie na randkę idziesz [ Nie wiedziałam, że pięcioletnie dzieci wiedzą coś o randkach ;-),
pewnie za dużo Hany Montany]
N: nie, idę do kościoła.
A: A pomalujesz mnie ?
N: Jesteś za mała.
A: Nie prawda, nie jestem. Mama powiedziała, że nie jestem.
N: no w porównaniu do mnie raczej jesteś. -[ W tym momencie patrzy moje cienie do powiek, myśli, myśli, nagle idzie do mamy, która siedzi razem z moją w dużym pokoju. Wraca po 10 sekundach.]
A: Mama powiedziała że ja mogę się malować
N: [ zmarszczki w wieku 20 lat spoko:), ale nie moje dziecko :)]
A: to pomalujesz mnie ? - myślę przez 2 sekundy : NIE.
N: ale tylko błyszczykiem
A: a oczy ! mama maluje mi oczy.  [lol.]
N: jesteś za mała na oczy, to nie zdrowe dla dzieci
A: nie jestem DZIECKIEM !!!!!
N: [ maluję ją dla świętego spokoju, nie chcę przecież, żeby mi się rozbeczała]


*
A: Masz gry?
N: [Boże czego ona ode mnie chce? ] Jakie gry?
A: no na komputerze.
N: Na moim komputerze nie ma gier, bo jestem za duża żeby grać
A: no masz, na pewno. musisz w gogle wpisać.
N: nie wiem co to jest.
[ jak ja miałam 5 lat to grałam w warcaby, w klasy, albo skakałam na skakance]




Nie, ja lubię dzieci. Jak mogłabym nie lubić, kiedy moja mama pilnowała za jednym razem czwórkę dzieci? Jak mogłabym nie lubić, kiedy niańczyłam pół rodziny, pół podwórka, i wnuczęta sąsiadek. Kocham dzieci ale takie, które nie są przemądrzałe, nie szperają mi po szufladach, i nie kradną moich kolczyków :) Nie, nie chodzi mi o ideały, bo takich nie ma. Łobuzy też są ok. Ale błagam, nie małe kopie Hany Montany. A potem matki płaczą, że dzieci bawią się w słoneczko i córka w dziwny sposób zachodzi w ciążę.

Co do wczorajszego dnia - dość owocny. Angola zrobiłam, połowę zadań z matmy zrobiłam, narysowałam jedną martwotę, obejrzałam milion digartów. Prezentacja z polskiego i czytanie lektury przełożyłam na dziś, bo wieczorem pojechaliśmy do Dawida. Trochę stypa była :-) I jak zwykle zaczął się temat polityka. W ten sposób dowiedziałam się więcej w ciągu 2 godzin przebywania z moim towarzystwem niż w ciągu 2 lat wosu :)

Miłej niedzielki xoxoo
N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz