wtorek, 16 sierpnia 2011

Wróciłam właśnie od mojego Rudzielca. Włączyła mi swoją cudowną muzykę, zjadłam 2 kostki czekolady i zasnęłam otulona jej kocem. Zamiast ją pocieszać, sama zaczęłam rozmyślać o tym, czego ja chcę. Stwierdziłam, że dawanie rad komuś często jest łatwiejsze niż słuchanie. Ale kiedy tak było? Kiedy nie miałam świadomości, że ja najzwyczajniej się na tym nie znam. Nie mogę radzić komuś bo sama jestem beznadziejna w te klocki. Prawda. Czy ja posłuchałabym swoich własnych rad? Najgorsze może nie są, ale jeżeli serce nie chce współpracować na nic przydadzą się rady.

Wczorajszy wieczór spędziłam oglądając samotnie Sex with benefits z Milą Kunis i Justinem Timberlake'm. Jak sam tytuł mówi - jest o przyjaźni z pewnymi korzyściami;-)


Plany na dzisiejszy wieczór ? Chyba obejrzę sobie odcinek Gotowych na wszystko. I think.
 Poza tym, uskuteczniam pracę nad moim własnym ja. Zewnętrznym i wewnętrznym. Zobaczymy, co się z tego urodzi.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz