niedziela, 28 sierpnia 2011

Stranger.mp3



Po wczorajszym koncercie dziś rano otwarcie oka było nie lada wyczynem. Nie wiedziałam czy wstać czy leżeć - obie opcje nie były w stanie złagodzić tanga w moim żołądku :-). Wczoraj nikt nie mógł nas dosięgnąć, byliśmy ponad :-) i to dosłownie.


A teraz po wczorajszych chwilach spontaniczności, zabawy, nieobliczalności potrzeba mi trochę ładu. Wzięłam kąpiel, o ile kąpielą nazwać można ilość wody mieszącej się w czterech garnkach. (od ubiegłej środy do następnej cierpię na deficyt bieżącej ciepłej wody). Łączę się w bólu, choć mój ból jest kroplą w morzu, z tymi którzy nie posiadają ciepłej wody, mimo XXI wieku. A tym bardziej z tymi, którzy wody tej nie posiadają wcale. Nie wyobrażam sobie życia bez wody. Wczoraj kiedy po wyjściu z siłowni poszłam pod prysznic i okazało się, że nie ma wody myślałam, że umrę. W przenośni. Co miałam zrobić? Wzięłam ręcznik, polałam resztką Cisowianki i jakoś poszło, ale nie wyobrażam sobie czegoś takiego na co dzień. Panie Boże dziękuję Ci za dar jakim jest woda ! Nic tak nie smakuje jak woda po przebiegniętych kilometrach. 

Znowu zboczyłam z tematu. No więc, skończyłam na tym, że wzięłam kąpiel. Potem doprowadziłam się do stanu używalności. Przeglądam strony w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby zachwycić moje obojętne ostatnio serce, słucham Jhene Aiko. Zatemperowałam wszystkiego moje ołówki, moje kredki i czuję, że to dziś. Nie wiem jeszcze, czy wyjdę w plener, na taras czy będę siedziała w Pomarańczarni owinięta kocem. Bądź co bądź - to dziś. Niezależnie od formatu. Muszę się streszczać póki światło jest dobre. Nie na moje oczy już praca po zmroku, a pomyśleć, że mam tylko ( może aż ? ) 20 lat. Olśniło mnie nawet i włożyłam okulary, co rzadko mi się zdarza, na prawdę. Poukładałam płyty, starłam kurz, a teraz oglądam Netbooki i chyba zdecyduję się na Asusa Happy 2  w kolorze Strawberry Joghurt :-). W planach po wypłacie mam jeszcze zakup Air Force One'ów, bluzy FPC, i torby treningowej, bo stara jest zdezelowana a ja, jak to bywa z kobietami, w zwykłej torebce nie mogę pomieścić rzeczy na trening. 

Odnośnie moich własnych treningów, mam wrażenie, że jest coraz lepiej, efektów jeszcze nie widać, bo co można widzieć po półtora tygodnia. Faktycznie, czuję, że mam coraz lepszą kondycję, wydolność. Ale szczerze ? Na bieżni przebiegam 4 km bez przerwy, a w plenerze nie wiem, za szybko się poddaję. I w ciągu ostatnich dniach przekonałam się, że to nie moja kondycja fizyczna, to moja kondycja umysłowa. Zawsze biegam kiedy mi źle, albo odwrotnie kiedy mi zajebiście dobrze. I to może te moje myśli plączą mi nogi ? Praca nie jest najcięższa. Najcięższa jest praca nad samym sobą. Ta cisza, kiedy zostajesz sam na sam ze swoimi myślami i nie możesz ich odpędzić. Nagle zapominasz o oddychaniu, o tempie, dostajesz kolki, sucho Ci, a po twarzy płyną stróżki potu. Najciężej jest zostać własnym panem. I wygrać ze swoimi słabościami. :-)



Znienacka, przynajmniej dla mnie to było zaskoczeniem, nie wiem jak dla organizatorów okazało się, że 1wszego i 3go mamy pokaz naszego studia na Rynku Kościuszki. Serdecznie zapraszam do obejrzenia i do zapisywania się na zajęcia :-) Nie wiem jeszcze, czy będziemy mieli jakieś większe próby, czy po prostu przed wyjściem markowanie i na żywioł. Nie mam pojęcia ani ja, ani co gorsze chłopacy. Wyjdzie na dniach, co nie cieszy mnie zbytnio, bo jestem w G. i miałam jeszcze obskoczyć parę miejsc, np lekarzy i pozapinać wszystko na ostatni guzik przed nowym semestrem. Może to i dobrze z drugiej strony, pomogę mojej MJ szukać naszego nowego gniazdka. Swoją drogą, strasznie szybko zleciały te wakacje, nie wiem, może dlatego, że pracowałam ? Nie mam pojęcia. 

Ładuję ostatni odcinek pierwszego sezonu Gotowych na Wszystko, kończę swoje pedantyczne sprzątanie i zabieram się do rysowania. 

Ciao. N. 


wtorek, 16 sierpnia 2011

Wróciłam właśnie od mojego Rudzielca. Włączyła mi swoją cudowną muzykę, zjadłam 2 kostki czekolady i zasnęłam otulona jej kocem. Zamiast ją pocieszać, sama zaczęłam rozmyślać o tym, czego ja chcę. Stwierdziłam, że dawanie rad komuś często jest łatwiejsze niż słuchanie. Ale kiedy tak było? Kiedy nie miałam świadomości, że ja najzwyczajniej się na tym nie znam. Nie mogę radzić komuś bo sama jestem beznadziejna w te klocki. Prawda. Czy ja posłuchałabym swoich własnych rad? Najgorsze może nie są, ale jeżeli serce nie chce współpracować na nic przydadzą się rady.

Wczorajszy wieczór spędziłam oglądając samotnie Sex with benefits z Milą Kunis i Justinem Timberlake'm. Jak sam tytuł mówi - jest o przyjaźni z pewnymi korzyściami;-)


Plany na dzisiejszy wieczór ? Chyba obejrzę sobie odcinek Gotowych na wszystko. I think.
 Poza tym, uskuteczniam pracę nad moim własnym ja. Zewnętrznym i wewnętrznym. Zobaczymy, co się z tego urodzi.




niedziela, 14 sierpnia 2011

Pewnie gdzieś mamy czas i miejsce,
W ktorych razem, jestesmy, czytamy gazete i pijemy kawe.

Nie dajesz kwiatów, bukietow, slodyczy
I nie zawsze moge liczyc,
Że na umowione spotkanie dojedziesz Kochanie.