Złodziejka książek. Dawno nie oglądałam tak dobrego filmu.....
Jeżeli nie oglądałeś, a masz zamiar, wróć tu po fakcie, bo mogę trochę spoilerować ;)
*
*
*
*
*
*
Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że tak cholernie nie doceniamy tego co w życiu mamy, i kto jest przy nas w jego trakcie. Małe rzeczy, takie jak czytanie książki, pod kocem, z herbatą w ręku to przecież taki mały cud...Kiedyś czytanie niewłaściwych książek było zakazane. Książki palono. A dzisiaj większość
z nas przechodzi obojętnie obok książki z półkami w sklepie. Będąc wczoraj w Empiku i robiąc sobie małe prezenty, zobaczyłam na półce książkę Złodziejka książek. Tytuł nie był dla mnie nowością, bynajmniej nie
z powodu wszechobecnych reklam. Książkę tą chciałam przeczytać jakieś 7 lat temu... kiedy byłam
w liceum. Niestety nigdy nie było jej u nas w bibliotece, ani na allegro. Uśmiechnęłam się na widok zwiastuna, ponieważ dzięki Bogu... czasami ekranizacja książki przyciąga ludzi do czytania ;-). Bo jak wiadomo nie od dziś - film nigdy nie przebije czarnych liter na białych kartkach papieru ;). Przynajmniej według mnie.
Film był dosłownie balsamem dla mojej duszy. Wykończona po miesięcznej hardkorowej pracy nad moją pracą inżynierską, nie pragnęłam niczego więcej jak zestawu: łóżka, książka, muzyka i film. Złodziejka książek wydawała się więc idealnym wyborem dla kogoś, kto ma dosyć odmóżdżających produkcji, które oglądałam pobieżnie podczas pracy, i które nie wymagały ode mnie zbyt wielkiego wysiłku.
Czasy II Wojny Światowej. Bardzo lubię książki, a także filmy bazujące na tym okresie, ponieważ najzwyczajniej w świecie potrzebuję świadomości, o co walczyli nasi ludzie ponad pół wieku temu poświęcając swoje życia. W filmie tym sytuacja pokazana została z punktu widzenia uwaga, nie polskiej, nie żydowskiej, a niemieckiej rodziny. Kobiety musiały przeżywać rozłąki ze swoimi mężami, którzy byli także ojcami ich dzieci. Nie miały zielonego pojęcia czy jeszcze kiedyś stanie w progu ich drzwi. Nie, nie każdy Niemiec był za Hitlerem, ale w obawie o swoją rodzinę robił to, co mu kazano. Przecież, niezależnie od naszej narodowości, każdy z nas ma w sobie cząstkę człowieczeństwa. Nawet w tamtych ciężkich czasach. Wielu ludzi, za swoje człowieczeństwo przypłaciło życiem. Tyle niewinnych dzieci... W takich momentach siedząc i becząc w fotelu myślę sobie, że zabiłabym Hitlera i jego chore wizje, a także ludzi jego pokroju :-). Gorąco zachęcam do obejrzenia filmu, obiecuję dawkę sporych rozkmin, a także wiele łez, także uzbrójcie się w chusteczki.
Ps. Aktorka grająca Liesel, jest tak śliczna, że dawno nie widziałam tak pięknego dziecka, od którego ciężko oczy oderwać.
No ... więc pozostawiam to chyba bez zbędnych komentarzy :-)
środa, 1 stycznia 2014
1. Napisać inżynierkę i obronić się.
2. Pójść na studia magisterskie.
3. Pojechać na fajne wakacje.
4. Pojechać do Anglii do pracy.
5. Obóz taneczny.
6. Nauczyć się włoskiego albo hiszpańskiego.
7. Tatuaż.
8. Uwolnić się od słodyczy.
9. Uprawiać na co dzień bardzo dużo sportu.
10. Przeczytać dużo książek.
11. Nowe studia albo studium.
12. Nagrywać chorełki na YT.
To be continued.
Miałam ostatnio bardzo dużo czasu na rozkminy...Muzyka, filmy, programy mają na mnie wpływ, i nie zapominam o ich przekazie razem z ich końcem.
Dzisiaj poruszył mnie program Kobieta na krańcu świata, a raczej jego główna bohaterka.Martyna odwiedziła 14-letnią Aom, która mieszka w Tajlandii.
Szokujący dla mnie jest fakt, jak nasze życie bardzo się różni. Ja, mająca prawie 23 lata studentka, a wspomniana wcześniej 14-letnia Aom. Zderzenie dwóch światów. Ja - niby dorosła, ale jeszcze nastolatka, ona - dziecko, które utrzymuje rodzinę. Nie uważam się za jakieś rozpuszczone dziecko czy egoistkę, wiele w życiu mnie spotkało, ale w porównaniu z życiem codziennnym tej dziewczyny moje życie jest .... bajką. Mam tyle możliwości w życiu. Świat stoi przede mną otworem.
W Tajlandii ukończenie szkoły podstawowej i gimnazjum jest obowiązkowe, jednak nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. Tak też jest w przypadku bohaterki programu. Aom na co dzień pracuje w sklepie wujostwa, a po godzinach trenuje tajski boks, który daje jej możliwość zarobku. [ Jedna wygrana walka to niecałe 100 zł ]. Wszystkie zarobione pieniądze wysyła swojej mamie. W tym momencie pomyślałam sobie, ile razy nie chciało mi się iść do szkoły, a tam.... tam ludzie marzą, żeby być dzieckiem i mieć czas na rozwój. Pomijam temat szacunku do rodziców i wspieranie rodzeństwa, bo to temat rzeka na oddzielną rozkimnę.
Tajlandia. Śmieszy mnie samo tłumaczenie słowa thai - wolny. Ludziom kojarzy się głównie z Bangkokiem, buddyzmem, tsunami, czy pięknymi plażami z białym piaskiem i błękitną wodą. Nikt nie mówi jednak o prawdziwych problemach ludzi żyjących tam na codzień. Wiadomo - jak w każdym kraju są ludzie biedni i bogaci, ale nie wiem czy spotkamy się w Polsce z obrazkiem 14latki utrzymującej czteroosobową rodzinę.
W turystycznych miasteczkach litrami leje się alkohol. Dzieci handlują nielegalnym towarem. Dziewczynki są postytutkami. Widok tych dziewczyn,,,ubranych w krótkie szorty i topy....wdzięczących się do pijanych turystów.... Coś przerażającego. Nie wiem co jest gorsze - fakt, że to jeszcze dosłownie dziewczynki, zarabiające ciałem czy to, że sytuacja życiowa zmusiła je do prostytucji, by jakoś pomagać rodzinie. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji, więc nie chcę oceniać niczyjej moralności.
Miło jest jednak, że na świecie istnieją osoby jak Aom, które nie idą po najmniejszej linii oporu. Respekt dla tych, którzy wolą ciężko pracować fizycznie niż sprzedawać ciało czy duszę. I nagle słyszę w głowie " nie ma skróconych dróg... ". Nie wiem czy walki nieletnich są legalne, ale to chyba lepszy sposób na życie niż pójście na łatwiznę... Nie mam pojęcia, czy Ci ludzie nie znają lepszego sposobu na życie czy po prostu nie chcą go znać...
Program ten uświadomił mi w jak odmiennych warunkach żyję. Ponoć Polska nie jest wymarzonym miejscem na świecie do życia i wychowywania dzieci, ale nie jest chyba aż tak tragicznie ... Dziś uzmysłowiłam sobie, że jestem jako tako wolnym człowiekiem. Mogę się [prawie] bezpłatnie uczyć. Robić to, co kocham. Fakt, bywają dni, że muszę martwić się o przyszłość mojej rodziny, ale większość dni jest jednak ... dobrych. Nie ma co zaprzeczać. Wielu ludzi marzyłoby by być w tym momencie życia, w którym ja jestem. Głupio jest mi to przyznać, ale nie doceniałam swojego życia. Dziś dumnie patrząc w lustro mogę śmiało stwierdzić, że jestem szczęściarą, mimo, że brakuje mi ostatniego puzla. Nie, nie dostałam wszystkiego za darmo. To, co osiągnęłam to często miesiące, a nawet lata ciężkiej pracy. Ambicje nie pozwoliłyby mi spać w nocy. Pielęgnacja relacji, pielęgnowanie pasji, dbanie o własny rozwój ciała i duszy, pomoc rodzinie. Nie zawsze bywało różowo, ale człowiek w otoczeniu kochających ludzi jest gotów zrobić wszystko, by wygrać życie.
Doceń to, co masz. A jeżeli czegoś Ci brakuje - zmień to, bo "nikt nie zrobi tego za mnie".
Nie musisz mówić mi, że jest Ci ciężko... co z tego ? Nic nie robisz, nie masz nic i nie zmieniasz niczego. Rzeczywistość Cię przerasta. Bo darmo nikt ci nie da, i zostaną marzenia. Zamiast narzekać zrób coś i zacznij świat swój zmieniać. Nie otworzysz drzwi dopóki nie otworzysz zasuw .To za mało czasu. Powoli wchodź po swej drabinie. I konsekwentnie rób to co sobie założyłeś.Wiem, że jest trudno, lecz jeśli nie złamiesz schematów Tylko przez lornetkę zobaczysz drogę do lepszych czasów. Zrozum mnie dobrze, nie ma dróg na skróty. NIE MA !! Czekasz na swoją szansę? Ale nikt Ci jej nie da !! Nie dojdziesz do niczego nawet przez siedmiomilowe buty. Zrozum mnie dobrze. NIE MA DRÓG NA SKRÓTY NIE MA ! Dosyć pieprzenia o tym, co możesz zdobyć. Nie robisz nic, ale nadal myślisz "co by było gdyby to wszystko się inaczej ułożyło, gdybyś to dotknął z bliska" . Teraż żal Ci dupę ściska =]. Widzisz... nie dla każdego tak bywa. Poczekaj, daj sobie czas na poznanie prawdy, wtedy będziesz wiedział, że dla Ciebie błyszczą się te gwiazdy :-). Marzą się lepsze dni, one przyjdą z czasem, wystarczy ruszyć dupę i pokazać klasę. Ten obrazek... który ja widzę stale. TRZEBA TO GÓWNIANE ŻYCIE POPCHNĄĆ DALEJ.
Kolejny wieczór narzekasz, ale nie masz podstaw. Przegrałeś - jeśli dupa do tej ławki Ci przyrosła. I nie wstaniesz jeśli dalej będziesz ślepy. Starczy wiek Ci zostanie i mentalność mazepy. Niestety otwierasz oczy tylko na podniety dziwnie... myślisz naiwnie i sam sobie robisz krzywdę.
Potem powiesz " Spełniłem mego życia marzenia wszystkie, po co iść na łatwiznę ?" Warto czasem złapać bliznę od życia, by unieść ręce wraz z ostatnim gwizdkiem.
Wczorajszy dzień był taką porażką, że wieczorem nie byłam w stanie wyrazić swoich emocji słowami, co mogło być dość szokujące, jak na osobę ze "sraczką słowną". Dzisiaj obudziłam się i dalej zachodzę w głowę, dlaczego mam takie (nie)szczęście. Czasami mam wrażenie, że posiadam 40letnie doświadczenie kierowcy, a urywki z Prawa Agaty gdzie tytułowa bohaterka nie odpali swojego combi bez śrubokręta, nie robią na mnie większego wrażenia. Niestety mego dziecka nie można kochać miłością bezwarunkową, bo cierpliwość zdecydowanie kiedyś się kończy. Moja skończyła się wczoraj. Sama myśl o jeździe tym autem przyprawia mnie o ból żołądka. Co więcej - przyprawia o ból głowy także mojego mechanika, który bezsilnie załamuje już ręce. Klamka zapadła. Moje auto jedzie na złom, albo raczej zostanie tam zholowane...Bo nikt siłą nie zaciągnie mnie za kółko. Jest mi przykro, bo włożyłam dużo zachodu i pieniędzy w to auto, nie jeden raz beczałam też jak bezradne dziecko. To nauczka dla mnie, że nie należy być w gorącej wodzie kąpanym i że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach, niestety... Chyba muszę sobie kupić... uwaga... rower.
W końcu bezchmurne niebo...oby upalnej niedzieli ! N.
Muszę sobie wtedy przypominać, że niektórym ptakom nie służy klatka... Mają za jaskrawe piórka. Ale gdy odlatują, cześć siebie, która wie, że grzechem było je więzić, raduje się. Mimo to, miejsce w którym mieszkasz jest bez nich ponure i puste.